Wirtualna Polska Wirtualna Polska - Finanse

Sonda

Przynależność do OFE powinna być dla wszystkich...




Kontakt

Napisz do nas

Napisz swoje uwagi dotyczące serwisów ekonomicznych Wirtualnej Polski

Partnerzy

Handel i usługi

PAP Mniejszy, ale bardziej wyrafinowany przemyt papierosów z Rosji

PAP | 07.11.2009 | 07:05

Mniejszy, ale bardziej wyrafinowany przemyt papierosów z Rosji


(fot. AFP)

O ponad połowę skurczyła się ostatnio rzesza zarabiających na życie przemycaniem papierosów z Rosji. Mimo to nadal tylko co dziesiąta osoba przekraczająca polsko-rosyjską granicę nie jest przemytnikiem - szacują celnicy, którzy od kilku miesięcy toczą z przemytem taką wojnę, jakiej jeszcze na tej granicy nie było.

Na razie w tym pojedynku nie ma wygranych, ale żadna ze stron się nie poddaje. Celnicy na każdej ze zmian rozkręcają przemytnicze auta i wyciągają z nich papierosy. Zdaniem przemytników trwa to zbyt długo. Dlatego, w proteście przeciw tej opieszałości, w ostatni piątek października grupa, określająca siebie mianem "często przekraczający granicę", pikietowała przejście w Bezledach. Kilka dni wcześniej grupa równie często jeżdżących do Rosji napadła na tzw. mobilny patrol - celnicy zostali zwymyślani, ich auto skopane. Ten incydent nikogo specjalnie nie zdziwił, bo "mobilni" są szczególnie znienawidzeni przez przemytników za to, że kontrolują i rekwirują kontrabandę nie tylko na granicy, ale np. w środku wsi, czasem na oczach sąsiadów. Do tego w każdym z takich patroli jest pies, który znajduje papierosy schowane nawet w najwymyślniejszych miejscach. Forma ostatniej napaści na celników, tzn. wyzwiska i kopanie w zderzak, też nie była wyszukana, bo w tym roku przemytnicy m.in. spalili prywatne auto celnika, w dach innego pojazdu wbili siekierę, jeszcze innemu porysowali karoserię gwoździem, a kolejne auto miało pewnego ranka dziury w każdej oponie.

"Przeciek z RP do KGB - wieść już rozeszła się wśród mrówek" »

Na 210 kilometrach granicy polsko-rosyjskiej są trzy drogowe przejścia do obwodu kaliningradzkiego: w Gołdapi, Bezledach i Gronowie. Przemytnicy od lat królowali na każdym z nich: dyktowali, kto w którym miejscu samochodowej kolejki się ustawi, zwykłym podróżującym autobusami rejsowymi podrzucali pod siedzenia papierosy, wkładali paczki w lufciki albo między siedzenia, na oczach wszystkich okładali brzuchy, łydki i ramiona pudełkami papierosów, przyklejali taśmą do ciała, a potem nakładali na siebie kolejne warstwy bluz, dresów, kurtek czy spodni, tak aby przy dotknięciu ich przez celnika nie było czuć kantów w pudełkach, tylko miękkość ubrań.
- Ta granica - pewnie jako jedna z niewielu w Europie - od lat należała do przemytników. Trzeba było z tym skończyć, chcieliśmy i chcemy z tym skończyć, dlatego żadne przemytnicze szantaże i protesty nas nie wzruszają. Mamy sprzęt i przepisy do walki z przemytem i wykorzystujemy je - powiedział PAP zastępca dyrektora Izby Celnej w Olsztynie Ryszard Chudy, który przyznał, że rozumie dlaczego przemytnicy stają się ostatnio tak nerwowi, że niedawno jeden na przejściu na oczach wszystkich rzucił się do bicia celnika, co się wcześniej nie zdarzało.

-
Oni traktują przemyt jak pracę, na dodatek taką przekazywaną z pokolenia na pokolenieRyszard Chudy
Oni traktują przemyt jak pracę, na dodatek taką przekazywaną z pokolenia na pokolenie. Uświadomiłem to sobie, gdy przed laty na proteście granicznym w Gronowie jeden z przemytników powiedział mi: "OK, zabierajcie papierosy tym, co przewożą duże ilości, nam pozwólcie przewieźć tyle, żebyśmy tę stówkę dziennie zarobili". To mną wstrząsnęło, bo celnik, który pracował na pasie granicznym, dostawał wówczas na rękę 1,2 tys. zł! - powiedział Chudy.

Choć nikt nie prowadził na ten temat statystyk, można zaryzykować twierdzenie, że przez lata przy granicy z Rosją nie było wsi i miasteczka, w którym ktoś nie zajmowałby się przemytem. Papierosy, alkohol, a w ostatnich latach także paliwo przemycali z obwodu kaliningradzkiego głównie bezrobotni mieszkańcy b. PGR-ów, ale na granicy można spotkać było też uczniów liceów czy absolwentów zawodówek, którzy w okolicy nie mogli znaleźć pracy - w woj. warmińsko-mazurskim bezrobocie od lat jest największe w kraju, a w regionie najwięcej ludzi nie miało - i nadal nie ma - pracy właśnie w powiatach przygranicznych, np. w Bartoszycach poziom bezrobocia wynosi teraz ponad 32 proc. Przez lata z tego powodu utarło się przekonanie, że do przemytu popychała ludzi bieda.
- Kraść mamy, czy z głodu umierać? - odpowiadali zawsze przemytnicy pytani, czy nie mogliby zająć się czym innym. Takie wypowiedzi sprawiły, że przyzwolenie społeczne na przemyt w regionie był spory nawet wtedy, gdy ci ludzie - oficjalnie bezrobotni i korzystający z pomocy społecznej - zaczęli budować domy i jeździć dobrymi autami.

Z szacunków Izby Celnej w Olsztynie wynika jednak, że rzesza przemytników w ostatnich miesiącach skurczyła się o ponad połowę - o ile w 2008 roku na granicy odprawiono prawie 2 mln osób, o tyle w tym roku (do końca sierpnia) - zaledwie 720 tys., przy czym warto zauważyć, że konsulat Rosji w Gdańsku w tym roku wydał 14 tys. wiz wjazdowych do Rosji, z czego 4 tys. stanowiły tzw. wizy humanitarne, tj. wydawane Polakom na zaproszenie rosyjskich instytucji czy organizacji.
- Więcej z tych wydanych już przez nas wiz to były wizy roczne pozwalające na wielokrotne przekraczanie granicy - przyznał w rozmowie z PAP konsul generalny Federacji Rosyjskiej w Gdańsku Siergiej Puczkow (konsulat obejmuje zasięgiem woj. warmińsko-mazurskie, pomorskie, kujawsko-pomorskie i zachodniopomorskie).

Skurczenie się rzeszy tzw. mrówek, jak potocznie nazywa się przemytników, jest w przygranicznych gminach publiczną tajemnicą: wszyscy o tym wiedzą, ale nie chcą o tym rozmawiać, analizować. - Docierają do nas sygnały, że ludziom przestało się opłacać jeżdżenie do Rosji, że coraz mniej osób w tym upatruje źródło swojego utrzymania, ale czy to dobrze, czy źle, to nie moja sprawa - uciął w rozmowie z PAP wójt przygranicznej gminy Braniewo Wincenty Przyborowski. Dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Bartoszycach Anna Konowrocka powiedziała PAP, że oficjalnie nie może tego potwierdzić, ponieważ ten rodzaj "pracy" nie był nigdy rejestrowany. - O tym, że coraz mniej osób się tym zajmuje, wiem tylko z poczty pantoflowej - zdradziła. Jedynymi danymi, która mogą wskazywać na to, że dawni przemytnicy wzięli się do legalnej pracy, jest liczba zakładanych w powiecie bartoszyckim firm: w 2008 roku działalność gospodarczą założyło 129 osób, w tym roku tyle samo zanotowano już na koniec września. - Nie mogę powiedzieć, że ci nowi przedsiębiorcy to dawni przemytnicy, ale i nie mogę wykluczyć, że część z nich to właśnie tacy ludzie - przyznała Konowrocka.

TAGI: przemyt, mrówki

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ


REKOMENDACJA
Polecam wiadomość:
 
Rekomendowana:
bardzo
A TERAZ...
wyslij znajomym  Wyślij znajomym
drukuj  Drukuj

 
 

Opinie: 68 beta

Masz swoje zdanie? Przedstaw je! Komentuj zgodnie z Zasadami Opinii.
Więcej różnych opinii i komentarzy znajdziesz na forum.wp.pl.