Dżihadyści nazywali Abd al Hamida al Mujila mężczyzną wartym milion dolarów. Przebywając przez część lat 90. w Afganistanie, Al Mujil nawiązał osobistą znajomość z Osamą bin Ladenem i Khalidem Sheikh Muhammadem - mózgami zamachu z 11 września. W tamtych latach urodzony w Kuwejcie al Mujil jeździł po różnych krajach arabskich, by spotykać się z zastępcami bin Ladena. Całkiem niedawno, w 2006 r., al Mujil przeprowadził zbiórkę funduszy w Arabii Saudyjskiej, gdzie był dyrektorem wschodniej filii organizacji charytatywnej International Islamic Relief Organization. Rząd amerykański twierdzi, że bezpośrednio dostarczał funduszy Al-Kaidzie, a w szczególności pomagał oddziałom Al-Kaidy na Filipinach, przekazując gotówkę jej zwolennikowi, który podawał się za islamskiego pielgrzyma podróżującego do Arabii Saudyjskiej.
-
Al-Kaida jest w gorszej sytuacji finansowej niż kilka lat temu - mówi David Cohen, zajmujący się w Departamencie Skarbu problematyką finansowania terrorystów (Patrz: Wojna Davida Cohena). Podkreśla, że dowodem sukcesu są dużo częstsze otwarte apele o pomoc finansową ze strony przywódców Al-Kaidy. Dodaje szybko: - Nikt nie twierdzi, iż fakt, że trzon Al-Kaidy jest w gorszej sytuacji finansowej, oznacza, że grupa została unieszkodliwiona.
Choć portfel grupy został uszczuplony, to i tak stwarza ona zagrożenie. Niewielka kwota mądrze wydana na właściwe materiały wybuchowe umieszczone we właściwym miejscu może narobić wiele szkody. Zamachowiec z Bożego Narodzenia, bogaty młody Nigeryjczyk, Umar Farouk Abdulmutallab, sam opłacił gotówką swój bilet, a szkolenie i materiały dostał od mało wówczas znanego jemeńskiego oddziału Al-Kaidy na Półwyspie Arabskim.
Al-Kaida jest o wiele mniej hierarchiczną organizacją niż kiedyś, gdy dyktowała warunki i finansowała działania terrorystyczne z Afganistanu. W tamtych czasach mówiła swoim działaczom, żeby skupiali się na zadaniach i nie martwili się o ich finansowanie. Obecnie organizacja ma dużo luźniejszy charakter - przypomina raczej McDonalda niż na przykład General Motors. Jej zdecentralizowane oddziały i komórki na całym świecie same wybierają cele, tworzą własne strategie i samodzielnie pozyskują fundusze. Kwatera główna Al-Kaidy, mieszcząca się gdzieś w rejonie Chitral w północno-zachodnim Pakistanie, służy pomysłami, a także wypłaca swoim przywódcom gratyfikacje. Jednak oddziały, podobnie jak placówki franszyzy, muszą przede wszystkim polegać na sobie.
Zmiana, co podkreślają urzędnicy tacy jak Cohen, jest bezpośrednim rezultatem nacisków, jakie rząd amerykański wywiera na osoby finansujące terrorystów. Zmusiły one Al-Kaidę do zejścia do podziemia. Grupa cały czas utrzymuje się z datków przekazywanych przez osoby indywidualne z rejonu Zatoki Perskiej, jednak te składki zostały obecnie wyprowadzone poza oficjalny system finansowy przez pośredników pieniężnych oraz nieoficjalne systemy przekazów pieniężnych znane jako hawale. Co więcej sieć zajęła się przestępczością zorganizowaną - porwaniami i handlem narkotykami. Źródłem funduszy są transporty kokainy z Ameryki Łacińskiej do Europy.
W staraniach o pozyskiwanie środków pomagają nowe technologie - Ayman al Zawahiri, druga osoba w Al-Kadzie, wykorzystał telemarketing, by przez nagrania rozsyłane na telefony komórkowe w 2008 r. nakłaniać do przekazywania datków. W czerwcu zeszłego roku Abu al Yazid, były bankier Al-Kaidy, prowadzący obecnie oddział tej organizacji w Afganistanie, umieścił swoje nagranie na stronie internetowej kontrolowanej przez przywódców Al-Kaidy. "Święty wojownik, który nie ma pieniędzy, by zdobyć broń, jedzenie, picie i materiały na dżihad, to nie może prowadzić dżihadu“. Najlepszym przyjacielem terrorysty jest oczywiście Internet, który ułatwia rekrutację. Nie zarzucono jednak metod tradycyjnych, takich jak wymuszenia.