Jutro zaczyna się pierwsze posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej zaplanowane na początek miesiąca, a nie tak jak dotychczas na koniec. Czy podejmie decyzję o kolejnej w tym roku podwyżce stóp procentowych? W marcowym numerze Gazety Bankowej prezentujemy obszerny wywiad z Adamem Glapińskim, członkiem RPP, który przedstawił motywy, którymi kierowała się Rada w styczniu.
„- Rada Polityki Pieniężnej podjęła ostatnio decyzję o zwiększeniu stóp procentowych o 25 punktów bazowych. Czy dusząc inflację nie będziecie dusić gospodarki – szczególnie, że RPP dała do zrozumienia, że w sprawie stóp nie powiedziała ostatniego słowa?
- To był w istocie niewielki ruch. Nie było jakiejś pilnej potrzeby, która by zmuszała RPP do podniesienia stóp w styczniu, a nie na przykład w marcu. Ponieważ w lutym Rada nie ma zaplanowanego tzw. spotkania decyzyjnego, postanowiliśmy podnieść stopy w styczniu. Na tę decyzję miało wpływ wiele okoliczności, ale też trzeba przyznać, że były również poważne argumenty przeciwko zaostrzaniu polityki pieniężnej.
- Jakie to argumenty?
- Przede wszystkim trzeba odnotować, że wzrost gospodarczy jest w Polsce dosyć rachityczny i niepewny. Co więcej istnieje ogromny zakres niepewności jeśli chodzi o sytuację poza granicami Polski. Nie mogliśmy jednak nie odnotować tego, że inflacja zaczęła rosnąć.
- Projekcje NBP zakładają, że w II połowie roku inflacja zacznie spadać...
- Jednak od początku roku zaczęła rosnąć, wprawdzie poniżej górnego punktu odchylenia celu inflacyjnego, ale jednak mocno powyżej samego celu inflacyjnego... Gospodarka rośnie, inflacja rośnie, ceny surowców rosną, więc Rada uznała - przede wszystkim ze względu na oczekiwania inflacyjne – że należy podnieść stopy procentowe, ale przecież jedynie o 25 punktów bazowych, co w żaden sposób nie może wpłynąć na tempo wzrostu gospodarczego.
- Czy to jest początek cyklu podwyżek?
- W tej sprawie członkowie RPP mają różne opinie. Z całą pewnością na decyzje Rady co do stóp procentowych będzie miał wpływ raport, który niebawem otrzymany, przygotowany przez Instytut Ekonomiczny NBP i zawierający projekcję perspektyw inflacji w roku przyszłym.
- W ubiegłym roku nie wykluczał pan, że podwyżka stóp procentowych odbędzie się jeszcze pod koniec 2010 roku.
- Zeszły rok był okresem wielkiego wahania. Sam byłem zwolennikiem tego, żeby dokonać podwyżki stóp procentowych o 50 punktów bazowych, nie w ramach początku cyklu podwyżek, ale zdecydowanie i jednorazowo, żeby z odpowiednim wyprzedzeniem ostudzić oczekiwania inflacyjne. Proszę pamiętać, że działania na stopach procentowych z założenia mają charakter dłuższy. Członkowie RPP powinni się kierować nie tyle bieżącą sytuacją, co sytuacją przewidywaną na najbliższe kwartały. Efekty podnoszenia stóp działają w długim czasie – sześciu, a nawet siedmiu kwartałów. Dzisiaj sytuacja w finansach globalnych jest taka, że jest niesłychanie trudno przewidzieć cokolwiek nawet na kwartał do przodu. I z tym problemem Rada się musi mierzyć.
- Z czego się dzisiaj bierze w Polsce presja inflacyjna? Wszak bezrobocie jest dosyć duże i nic nie wskazuje na to, żeby poziom zatrudnienia się zwiększył...
- Oczywiście nadal jest wysokie bezrobocie, nadal wydajność pracy rośnie szybciej, niż płace i póki co nie mamy napięć płacowych, nie mniej jednak mamy do czynienia ze wzrostem gospodarczym. Do tego dochodzą czynniki zewnętrzne - wzrost cen surowców i żywności, jako trwała tendencja wynikająca z ogromnego popytu takich krajów jak Indie i Chiny. A także z tego, że żywność stała się jednym z zakupów portfelowych i jedną z głównych płaszczyzn spekulacji. To wszystko powoduje długotrwałą tendencję wzrostu cen energii i żywności. Dochodzi do tego masowy druk pieniądza w skali świata – i nie dotyczy to już tylko Stanów Zjednoczonych, ale również coraz bardziej Europy. Mamy do czynienia z ekspansywną polityką pieniężną na skalę niespotykaną w historii świata i nic nie wskazuje, że może się to szybko zmienić. Przeciwnie - problemy finansowe Europy, krajów takich jak Portugalia i Hiszpania, ale powoli zaczyna się mówić również o Francji, sytuacja finansów publicznych, zadłużenia i deficytu w strefie euro, wszystko to wskazuje, że również Europa pójdzie w ślady Ameryki. Ze względów politycznych jest oczywiste, że rządy będą szły w kierunku druku pieniądza. To tworzy ogromną jego nadwyżkę na rynku światowym, co z oczywistych względów wpłynie również na polską sytuację.
Śledzimy decyzje Europejskiego Banku Centralnego i rzeczywiście nasza decyzja trochę wyprzedziła decyzje innych banków. Choć nie jesteśmy jedyni – proszę spojrzeć na decyzję węgierskiego banku centralnego, na to co robią Chiny zacieśniając politykę pieniężną. Jeśli EBC i BoE zaczną politykę zacieśniania w II połowie roku, to też będziemy musieli wejść w ten cykl.
Uznaliśmy, że obecna podwyżka była niezbędna ze względu na oczekiwania inflacyjne - proszę zwrócić uwagę, że cały szereg procesów wzrostów cen w Polsce zaczął się w odpowiedzi na wzrost VAT-u. Wzrost cen wywoływanych podwyżką tego podatku jest o wiele większy, niż wynika to z modelowych analiz. To miało być 0,3 proc. a zapowiada się znacznie więcej. W wielu branżach producenci i dostawcy usług uruchomili cały mechanizm oczekiwań inflacyjnych pod hasłem wzrost VAT. Wysyłamy sygnał, że Rada nie będzie pozostawać bezczynnie. Jeśli ten proces będzie trwał, to Rada będzie reagować zdecydowanie.
Nie należy jednak zapominać, że poruszamy się w sferze nie do końca możliwej do przewidzenia, ale to charakterystyka obecnych czasów, od momentu upadku Lehman Brothers. Zakres niepewności jest o wiele większy, niż poprzednio – a to dlatego, że większość czynników znajduje się poza Polską. (…)”
Cały wywiad w marcowym wydaniu Gazety Bankowej
Maciej Goniszewski