Polska energetyka stoi przed bardzo poważnymi inwestycjami. Czeka ją nie tylko odtworzenie wyeksploatowanej infrastruktury, ale także budowa nowych elektrowni ograniczających emisję CO2. Możliwości finansowania tych inwestycji analizuje w lutowym wydaniu Gazety Bankowej Maciej Stańczuk, prezes Polskiego Banku Przedsiębiorczości.
„(…)Generalnie polski rynek energetyczny charakteryzuje się dużym stopniem atrakcyjności dla systemu finansowego. Niezłe w ostatnich latach wyniki makroekonomiczne, wysokie prognozy wzrostu dla rynku energii (zużycie energii per capita w Polsce stanowi ok. 50 proc. przeciętnej unijnej), wielkość rynku (jesteśmy największym rynkiem energii spośród nowych członków UE, 2-krotnie większym niż Czechy, 2,5-krotnie większym niż Rumunia, 3-krotnie większym niż Węgry i 4-krotnie większym niż Bułgaria), nadal wysoki potencjał prywatyzacyjny (ok. 60 proc. wytwarzania i 85 proc. rynku dystrybucji nie zostało jeszcze sprywatyzowane, podczas gdy rynki energii w Czechach, na Węgrzech i Słowacji są już w znacznej części sprywatyzowane) to czynniki pozytywnie oceniane zarówno przez potencjalnych inwestorów jak również przez instytucje zainteresowane finansowaniem inwestycji. Ponadto zauważalny jest jeszcze skromny, ale niewątpliwie istotny wzrost urynkowienia i ekonomizacji naszego sektora energetycznego. Mam tu przede wszystkim na myśli fakt konwergencji naszego rynku energii z rynkami UE w zakresie kształtowania się cen w kontraktach terminowych, wzrost płynności rynku poprzez obowiązek handlu na giełdzie lub w przetargach od 2011 r. oraz możliwość pozyskiwania kapitału poprzez giełdę, co widzieliśmy ostatnio przy udanych pierwotnych emisjach publicznych naszych koncernów energetycznych.
Również wskaźniki zadłużenia na pierwszy rzut oka pozwalają na ekspansję długu w największych korporacjach energetycznych, ale tu obraz jest dużo bardziej skomplikowany i bynajmniej nie podzielałbym tak dużego optymizmu ich szefów. Według zapowiedzi 4 największych grup energetycznych (PGE, Tauron, Enea i Energa) ich planowane nakłady inwestycyjne do 2015 r. mają wynieść ponad 52 mld PLN. Tymczasem zdolność "wielkiej czwórki" do pozyskiwania nowego długu ogranicza się maksymalnie do 3,5-krotności wskaźnika EBITDA, czyli byłby to poziom ok. 36,5 mld PLN. Jeśli do tej kwoty dodamy planowane wpływy z emisji IPO w wysokości ok. 13 mld PLN, to możliwości finansowania inwestycji przez 4 nasze koncerny do 2015 r. wyniosą maksymalnie 49,5 mld PLN. Realizacja programu inwestycyjnego do 2015 r. w formule finansowania długiem bilansowym jakoś się jeszcze zamyka, ale oczywiście na 2015 r. nie kończą się nasze plany, jest to dopiero początek koniecznego programu inwestycyjnego. Niektórzy eksperci, jak np. prof. Żmijewski, szacują potrzeby inwestycyjne całego sektora do roku 2030 na astronomiczną kwotę 320 mld EUR, co jest kwotą zupełnie niewyobrażalną i niemożliwą do sfinansowania. Do roku 2020 niezbędne inwestycje w budowę nowych mocy wymagają, wg. raportu McKinseya, nakładów rzędu 80-110 mld PLN, a inwestycje odtworzeniowe kolejnych 30 mld PLN. Przy zakładanym czasie realizacji inwestycji ok. 4-5 lat istnieje konieczność ich rozpoczęcia nie później niż w przyszłym roku. Konkluzja tego raportu sprowadza się do stwierdzenia, że w przypadku braku nowych inwestycji już na przełomie lat 2013 i 2014 realny popyt na energię może przekroczyć dostępne moce systemowe, ale niedobory mocy od biedy będzie można jeszcze jakoś uzupełnić (przez zwiększony import czy zmiany w harmonogramie remontów). Najpóźniej jednak od 2018 r., w najbardziej optymistycznym scenariuszu, Polska wchodzi w permanentny niedobór mocy, co specjaliści określają jako blackout energetyczny, a co dla odbiorców energii oznacza wyłączenia prądu. (…)”
Cały artykuł w bieżącym wydaniu Gazety Bankowej.
Maciej Goniszewski