Niewielu ekonomistów tak jednoznacznie przekonuje do likwidacji OFE jak prof. Leokadia Oręziak ze Szkoły Głównej Handlowej. W marcowym wydaniu Gazety Bankowej ukazał się wywiad z nią, w którym odpowiada na argumenty zwolennika OFE, czyli moje.
Oto fragment wywiadu:
„(…) - Zna Pani badania statystyczne, które wskazują, że za 30 lat na jednego pracującego będzie przypadał jeden emeryt.
- No dobrze. Załóżmy więc, że minęło te 30 lat. Przyjmijmy optymistycznie, że państwo przez ten czas nie zbankrutowało. Sprawdza Pan swoje konto w OFE, gdzie są akcje i obligacje. PTE muszą je sprzedać, żeby przekazać należną Panu emeryturę. Kto wykupi obligacje? Skoro pracujących będzie tak mało, sytuacja budżetu państwa może być tragiczna. Kto kupi akcje – jeśli mało ludzi pracuje? Jeśli emerytów będzie coraz więcej, to na giełdę będzie z OFE trafiało coraz więcej akcji, wysoce prawdopodobne jest, że ich ceny znacznie spadną.
- Ale w tej sytuacji czy z ZUS czy z OFE i tak nic nie dostanę.
- Różnica jest taka, że gdyby nie było OFE, to państwo byłoby znacznie mniej zadłużone, i byłoby większe prawdopodobieństwo, że będzie na tyle wydolne, żeby wypłacać świadczenia z ZUS.
- Czy nie uważa Pani, że przenoszenie teraz składek z OFE do ZUS, jest przejadaniem pieniędzy przyszłych pokoleń? Zmuszaniem ich do płacenia naszych rachunków.
- A w systemie, który stworzono w 1999 roku obecne pokolenia finansują przyszłe, na dodatek ryzykując niewypłacalnością całego kraju. Te emerytury z OFE to obiecywanie jakiś przyszłych gruszek na wierzbie, podczas gdy do tej pory kamień na kamieniu może nie zostać z powodu nadmiernego zadłużenia. Musimy zadbać teraz o bezpieczeństwo kraju. Stworzyć bodźce rozwojowe dzięki inwestowaniu w postęp techniczny, edukację, wzrost konkurencyjności. Te pieniądze, które teraz trafiają do OFE trzeba inwestować w demografię, żeby odwrócić jej negatywne trendy, żeby rodziny mogły mieć więcej dzieci. To jest właściwa droga. To co mamy teraz, tworzy jedynie zyski dla instytucji finansowych, nie daje żadnego dobrego rozwiązania na przyszłość. Chciałabym wierzyć, że twórcy OFE działali w dobrej intencji, chociaż można zastanawiać się jak wyglądał wtedy lobbing instytucji finansowych. Polskie społeczeństwo powinno poznać, jak wielką rolę odegrał Bank Światowy i amerykańska agencja USAID we wprowadzeniu OFE w Polsce. Godne uwagi są sposoby zastosowane przez te organizacje w latach 90, by przekonać do OFE najważniejszych polskich polityków, związki zawodowe, ekspertów i dziennikarzy. Czas jednak zapytać zwolenników OFE co są w stanie poświęcić, jaki podatek dorzucić, by zachować te fundusze. Czy godzą się żeby zamknąć szpital, w którym leczą się ich rodzice w imię wartości, jaką są OFE, czy godzą się na gorsze drogi, na brak bezpieczeństwa z powodu niedofinansowanej policji. To jest wybór polityczny. Społeczeństwo powinno sobie uświadomić, że utrzymywanie starszego pokolenia jest obowiązkiem pokolenia pracującego. Przecież to co mamy teraz, zostało stworzone przez naszych poprzedników i za to jesteśmy im winni teraz utrzymanie. System repartycyjny to jest normalna solidarność międzypokoleniowa.
- OFE nie przechowują pieniędzy tylko w obligacjach. Kupują też akcje dzięki czemu firmy mogą rozwijać się, tworzyć nowe miejsca pracy, inwestować w teraźniejszość. Zabranie im tych pieniędzy oznacza większe bezrobocie i większe wydatki państwa na bezrobotnych.
- Ale to są inwestycje z długu. Cały kraj zadłużył się gigantycznie i grozi mu faktyczna niewypłacalność, po to, by OFE mogły zainwestować w akcje. W ten sposób tworzy się na giełdzie dużą bańkę spekulacyjną, która nieuchronnie musi pęknąć, bo nie da się bez końca pożyczać pieniędzy. Sytuację kraju można porównać do sytuacji młodego małżeństwa, które już zadłużyło się na samochód i mieszkanie i chociaż nie ma z czego, postanowiło jeszcze oszczędzać na przyszłą emeryturę. Zaciąga więc co miesiąc kredyt, żeby kupować papiery wartościowe. Ponieważ w końcu nie ma z czego spłacać rat kredytu, zaczyna wyprzedawać meble, a gdy już i to nie starcza, komornik przeprowadza licytację majątku. Podobnie może zbankrutować kraj.
- Mówiąc dalej tym przykładem – co to małżeństwo ma zrobić skoro wie, że będą mieli tylko jedno dziecko, które będzie musiało utrzymać nie tylko siebie, ale także ich, bo oni nie będą mieli oszczędności?
- Tak jak mówiłam. Trzeba inwestować w demografię. Wystarczyłoby, żebyśmy pieniądze, które poszły na opłaty dla PTE przeznaczyli na żłobki, przedszkola, wsparcie matek pracujących, a pewnie nie mielibyśmy teraz tak niekorzystnych tendencji demograficznych. (…)”
Cały wywiad w bieżącym wydaniu Gazety Bankowej.
Maciej Goniszewski