Sonda

Najbardziej smakuje mi pizza z restauracji...








Kontakt

Napisz do nas

Napisz swoje uwagi dotyczące serwisów ekonomicznych Wirtualnej Polski

Partnerzy

Wiadomość

PAP Premier marnuje najlepszy czas na reformy

PAP | 14.10.2011 | 10:55

  A A A
 
Premier marnuje najlepszy czas na reformy


(fot. AFP)

Zapowiedź premiera Donalda Tuska przeciągnięcia w czasie powołania nowego rządu to sygnał, że żadnych istotnych reform nie będzie - uważa prezes Fundacji im. Stefana Batorego Aleksander Smolar. Według niego, marnuje się w ten sposób okres, kiedy swoboda działania rządu jest największa.

Premier Donald Tusk poinformował w czwartek, że prezydent Bronisław Komorowski zaproponował, by zwołać pierwsze posiedzenie Sejmu w możliwie najpóźniejszym terminie. Według niego, byłoby to 7 lub 8 listopada. Dodał, że najpóźniej 22 listopada zostanie przedstawiony nowy gabinet.

PAP: Jak pan ocenia zapowiedź premiera Donalda Tuska wykorzystania maksymalnych konstytucyjnych terminów do powołania nowego rządu?
Aleksander Smolar: Argument, którym Donald Tusk posługuje się teraz, a także wcześniej, kiedy w wywiadzie dla "Polityki" mówił o chęci pozostawienia obecnego gabinetu w niezmienionym składzie do czasu zakończenia polskiej prezydencji, jest niewiarygodny.
Premier powołuje się na chęć uniknięcia destabilizacji w sytuacji sprawowania przez Polskę prezydencji Radzie UE. Nie mogę poważnie traktować tego argumentu z kilku powodów.
Po pierwsze już dawno była propozycja, żeby wybory parlamentarne przenieść na wiosnę, z tych samych powodów, dla których premier chce obecnie opóźnić powołanie nowego gabinetu. PO odrzuciła tę możliwość. Po drugie formowanie nowego rządu nie przeszkadzałoby w zajmowaniu się przez starych ministrów problemami bieżącymi.
Po trzecie rząd będą formować te same partie. Szef rządu byłby ten sam, szef MSZ Radosław Sikorski, którego premier bardzo chwali, pozostałby na stanowisku. Można się domyślać, że również minister ds. europejskich Mikołaj Dowgielewicz zachowałby stanowisko. Nie byłoby więc żadnego problemu z kontynuacją.
A po czwarte Donald Tusk w ostatnich miesiącach nie wykazywał jakiegoś szczególnego zainteresowania Europą. Na początku polskiej prezydencji wygłosił piękne przemówienie, żarliwego Europejczyka i później, mówiąc prawdę, po raz pierwszy słyszałem jak on mówi o Europie, gdy powiedział w TVN, że w naszych stosunkach z UE najważniejsza jest kasa. Szokujące słowa, zdumiewająco ograniczona perspektywa zadeklarowanego Europejczyka.


PAP: Dlaczego więc premier decyduje się na taki krok?
A.S.: Moja hipoteza jest taka, że tu chodzi tak naprawdę o złamanie pewnych oczekiwań reformatorskich, i to jest najbardziej niepokojące. Premier i PO mają przed sobą trzy lata bez wyborów, trzy lata praktycznie pełnej władzy, mają prezydenta nie tylko przychylnego, ale prezydenta, który zapowiada, że będzie skłaniał rząd, żeby ten podejmował reformy, mają większość w parlamencie. Można by się spodziewać, że w takiej sytuacji premier będzie podejmował działania reformatorskie.
Zapowiedź premiera to sygnał, że żadnych istotnych reform nie będzie. Marnuje się okres, kiedy swoboda działania partii rządzącej o odnowionej, silnej legitymizacji i premiera o odnowionej, silnej pozycji jest największa.
Obecna decyzja premiera to próba wycofania się, wyjścia z twarzą z wcześniejszych deklaracji o utrzymaniu rządu w dotychczasowy składzie do końca roku. Uważam, że to odroczenie w ogóle jest nieuzasadnione, ale teraz przynajmniej unika przedziwnego - chociaż formalnie dopuszczalnego - kroku, polegającego na powołaniu "nowego-starego" rządu, którego szereg ministrów jest skompromitowanych i których sam premier chciałby usunąć.
Ponadto jest to też niewątpliwie poprawa, jeśli chodzi o stronę prawną i stosunki z prezydentem. Trzeba bowiem zwrócić uwagę, że premier zapowiadając pozostawienie starego rządu do końca roku nie uszanował kompetencji prezydenta, traktując z góry siebie jako premiera.
Obecną decyzję podjął po konsultacjach z Bronisławem Komorowskim, to lepiej. Natomiast jeśli chodzi o meritum, jest to nadal niezrozumiałe i jest to zły sygnał, że reform nie będzie.

PAP: Podczas wieczoru wyborczego Donald Tusk zapowiedział, że "Następne cztery lata będą lepsze, szybsze, takie o jakich marzyliśmy od 10 lat - od kiedy PO powstała". Może jednak możemy spodziewać się działań reformatorskich nowego rządu?
A.S: To zdanie premiera mogło budzić nadzieję, ale już pierwsze jego decyzje są temu przeciwne. Obawiam się, że zapowiedź Donalda Tuska pozostawienia rządu w dotychczasowym składzie do grudnia jest symbolicznie i merytorycznie istotna, nie jest przypadkowa i zapowiada właśnie brak zmian.
Idą trudne czasy i nie najlepszy stan finansów publicznych może okazać się kamieniem młyńskim u szyi państwa, podobnie jak brak reform w wielu innych dziedzinach też będzie się odbijał na szansach rozwojowych naszego kraju. Wydaje się, że Tusk z odnowioną legitymacją, z silną pozycją, może bardzo dużo zrobić i powinien zrobić.
Jeżeli teraz nie przeprowadzi koniecznych reform, to później będzie trudniej a ich cena będzie znacznie wyższa. Pewnym stereotypem, ale zwierającym dużo prawdy, jest to, że każdy nowy rząd przez sto pierwszych dni może zmienić najwięcej. W tym wypadku przez sto pierwszych dni, premier już to zapowiedział, nic się nie będzie zmieniało.
Cuda rządu Donalda Tuska

Galeria

Cuda rządu Donalda Tuska

TAGI: aleksander smolar, fundacja im.stefana batorego, reformy, rząd, dług, zadłużenie, finanse publiczne

oceń
0
0
Podziel się

  • Skomentuj
  • WP.PL

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!