- Oczywiście wolałbym, żeby już dziś ten mechanizm był w każdym szczególe opracowany, ale to okazało się za trudne - przyznał Tusk. "Każdy każdemu trochę ustąpił, uzyskując dwa podstawowe cele: bardziej sprawiedliwą zasadę (podziału) i równocześnie szansę dla Kopenhagi" - dodał. - To nie był mecz, pojedynek, to była perswazja - zaznaczył.
Tusk powiedział, że za przyjęciem kompromisu przemawiały też ustalenia w kluczowej dla Polski sprawie nadwyżek uprawnień do emisji pozostałych po obecnym okresie zobowiązań z Kioto. Polska chce utrzymać prawo do sprzedaży tych nadwyżek po 2012 roku, bo stawka jest niebagatelna: chodzi o zezwolenia na ok. 500 mln ton CO2, które rząd w Warszawie mógłby za 2,5-3,5 mld euro sprzedać krajom przekraczającym swoje limity z Kioto. Kraje starej Unii, nie mające nadwyżek, są przeciwne ich utrzymaniu. UE ma w Kopenhadze bronić stanowiska, że zniesienie lub ograniczenie tych uprawnień będzie możliwe tylko w wymiarze globalnym: więc albo stracą je wszyscy, albo nikt. - To oznacza korzystanie z nich na zasadzie równości - powiedział premier.
Premier odrzucał tezę, że Polska nie chce płacić na ochronę klimatu. - Rzeczą bardzo ważną dla Polski było wyposażenie UE w silny mandat przed Kopenhagą, który spowodowałby, że Europa nie tylko nadal będzie liderem na rzecz przedsięwzięć na rzecz ochrony klimatu, ale że będzie w dodatku zbiorem państw świadomych i bardzo odpowiedzialnie traktujących kwestie ochrony klimatu - podkreślił.
Zadeklarował w imieniu Polski wsparcie biednych krajów trzecich już w latach 2010-2012, jeśli w Kopenhadze dojdzie do globalnego porozumienia o ograniczeniu redukcji. Nie chciał ujawnić kwoty, zapewniając, że to będzie "poważna kontrybucja, a nie symboliczny wkład".
Tusk ocenił, że porozumienie zawarte w Brukseli pozwoli na zmobilizowanie innych globalnych potęg do współuczestnictwa w "odpowiedzialnym projekcie finansowania ochrony klimatu" i sukcesu konferencji w Kopenhadze.
Aby nie odkrywać kart przed Kopenhagą, na szczycie UE nie ogłosiła, jaką kwotą gotowa jest wesprzeć najbiedniejsze i rozwijające się kraje świata w walce ze zmianami klimatycznymi. Unijni przywódcy zgodzili się, że potrzeby tych krajów wynoszą 5-7 mld euro rocznie w latach 2010-2012 i 100 mld euro do 2020 roku.
Michał Kot