Kim naprawdę jest prof. Jacek Rostowski, który niebawem przejmie kontrolę nad resortem finansów? Jaki jest jego pomysł na gospodarkę i czy nowy minister znajdzie w budżecie pieniądze na spełnienie wyborczych obietnic PO. A może będzie nieustępliwym strażnikiem pieniądza?
Poglądy ekonomiczne prof. Rostowskiego nie są tajemnicą: przyszły
minister finansów napisał wiele tekstów i udzielił mnóstwa wywiadów, które pozwalają dość dobrze scharakteryzować go jako ekonomistę.
Jest autentycznym liberałem. Wierzy, że prywatna własność jest bardziej efektywna od państwowej oraz w to, że państwo nie powinno wtrącać się do gospodarki. Równocześnie wiele wskazuje na to, że straszenie nim jako "protoplastą Balcerowicza", jak to się zdarzało na niektórych forach dyskusyjnych, jest nie tylko uproszczeniem, ale i przesadą. Jacek Rostowski jest wprawdzie liberałem, ale pragmatycznym, rozumiejącym wymogi polityki.
Nie można dopuścić do wzrostu deficytu budżetowego, ale recepty, które były niezbędne w kryzysowych latach zaraz po 1989 r., nie byłyby dobre teraz - mówi. Dlatego wieszczenie powrotu Balcerowicza i ostrego chłodzenia gospodarki należy włożyć między bajki.
Ale niektóre jego wypowiedzi są radykalne. W jednym z wywiadów powiedział na przykład, że telewizję publiczną należałoby ograniczyć do funkcji wyłącznie kulturotwórczych, a zupełnie zrezygnować z funkcji informacyjnej. Dlaczego? Bo politycy nigdy nie odpuszczą sobie ingerowania w dobór informacji i sposób ich przekazywania w mediach publicznych. Dlatego dzienniki i komentarze najlepiej całkowicie wyciąć.
W innej rozmowie rozważał możliwość przeprowadzania raz na 10 lat referendum narodowego w sprawie akceptowanej przez społeczeństwo wysokości inflacji, by potem bank centralny mógł spokojnie realizować wskazania ludzi. Bez konieczności kłócenia się z kolejnymi rządami o wysokość stóp procentowych. Jest to wprawdzie bardziej prowokacja intelektualna niż pomysł politycznie realny, ale historia konfliktów ministrów finansów z prezesami NBP w kwestii polityki pieniężnej pokazuje, że wcale nie byłoby źle, gdyby tę koncepcję zrealizować. Polityków kusi manipulowanie przy stopach procentowych nawet za cenę utraty wartości pieniądza.
Naciski na bank centralny nasilają się przed wyborami. Dlatego uwolnienie dyskusji o polityce pieniężnej od kalendarza wyborczego to dobry pomysł. Realizacją tego zamiaru jest właśnie, w pewnym uproszczeniu, idea Europejskiego Banku Centralnego i waluty euro.