Mijający tydzień uwidocznił negatywny wpływ na poszczególne sektory największych gospodarek wyczerpania się środków finansowych z rządowych planów stymulujących gospodarkę. Przykładem może być pogorszenie się koniunktury przemysłowej w regionie Nowego Yorku, gdzie mierzący ją indeks NY Empire State Index spadł w listopadzie do poziomu 23,5 pkt z odnotowanych w październiku 34,6 pkt, jak również wzrost produkcji przemysłowej w październiku o jedyne 0,1% m/m wobec oczekiwanego wzrostu o 0,4% m/m i zrewidowanego wrześniowego wzrostu do poziomu 0,6% m/m.
Ze względu na obawy nieprzedłużenia rządowego programu dopłat do kredytów dla rodzin nabywających swój pierwszy dom, który miał wstępnie wygasnąć pod koniec listopada, deweloperzy znacznie ograniczyli w październiku liczbę rozpoczętych inwestycji budowlanych. Wyniosła ona jedynie 530 000 wobec 590 000 rozpoczętych we wrześniu. W październiku wydano również znacznie mniej pozwoleń na rozpoczęcie budowy (550 000 wobec 570 000 poprzednio). Te słabe raporty z amerykańskiego sektora przemysłowego i rynku nieruchomości odbiły się negatywnie na nastrojach inwestorów giełdowych, którzy nie rozpoczęli realizację zysków z zajętych wcześniej długich pozycji.
Nie zachwycił również raport dotyczący rachunku bieżącego Strefy euro. Wrześniowy deficyt na rachunku bieżącym – szerszym wskaźniku przepływów towarów, usług i kapitałów był zaskakująco wysoki (5,4 mld EUR) wobec sierpniowej nadwyżki na poziomie 0,6 mld EUR i oczekiwaniom utrzymania się tej nadwyżki (0,6 mld EUR) we wrześniu. Publikacja tej figury ukazuje jak negatywnie ostatecznie na wymianę handlową pomiędzy Eurolandem a jego największymi handlowymi partnerami wpływa obecna aprecjacja wspólnej waluty.
Nastrojów nie poprawiły nawet lepsze od oczekiwań gospodarcze prognozy OECD. Organizacja ta oczekuje, że 30 krajów członkowskich rozwijać się będzie w przyszłym roku w tempie 1,9% r/r oraz 2,5% r/r w roku 2011. W czerwcu 2009 roku prognozowano dynamikę PKB na 2010 rok jedynie na poziomie 0,7% r/r.
Według treści raportu poziom wzrostu gospodarczego w krajach należących do OECD wróci do normy z I kwartału 2008 roku dopiero w III kwartale 2011 roku.
Stany Zjednoczone doświadczą 2,5% wzrostu PKB w 2010 roku wobec wcześniej prognozy 0,9% wzrostu opublikowanych w czerwcu 2009 roku. W tym samym okresie Strefa euro rozwijać się będzie w tempie 0,9% r/r wobec wcześniejszej oczekiwanej stagnacji. Japońskie PKB wzrośnie w przyszłym roku o 1,8% r/r a chińskie o 10,2% r/r.
Na 2011 rok OECD przewiduje dynamikę PKB na odpowiednich poziomach 2,8% r/r dla USA; 1,7% r/r dla Eurolandu; 2,0% r/r dla Japonii oraz 9,3% dla Chińskiej Republiki Ludowej.
Polityka monetarna
Na początku tygodnia mieliśmy do czynienia z wypowiedzią szefa amerykańskiej Rezerwy Federalnej nowojorskim Klubie Ekonomisty. Ze względu na bardzo zróżnicowany ton wypowiedzi Bena Bernanke, trudno jednoznacznie zakwalifikować ją jako „gołębia” czy raczej „jastrzębia”. Doskonale można zaobserwować to również w notowaniach EURUSD w okolicach wypowiedzi szefa Fed. Ben Bernanke w swojej wypowiedzi przyznał, że w przyszłym roku spodziewa się umiarkowanego wzrostu gospodarczego a obserwowane obecnie ożywienie w amerykańskiej gospodarce jest czymś więcej niż skutkiem czynników tymczasowych. Z drugiej jednak strony przyznał on, że wciąż sytuacja całej amerykańskiej gospodarki pozostaje „niepewna”, w związku z tym większy nacisk w swej prelekcji kładł na zagrożenia a nie na szanse przed jakimi stoi obecnie największa gospodarka świata. Wskazał on m.in. na kłopoty gospodarstw domowych i małych firm z uzyskaniem kredytu, które zwiększyć się mogą jeszcze wraz z kryzysem w sektorze nieruchomości komercyjnych i wysoce prawdopodobną upadłością licznych regionalnych banków w USA. Bardzo ważnym stwierdzeniem, jakie padło wczoraj wieczorem z ust Bena Bernanke są słowa dotyczące sytuacji na amerykańskim rynku pracy, która według szefa Fed jest gorsza aniżeli prezentują to oficjalne statystyki. Wskazał tym samym, że bezrobocie jeszcze przez długi czas będzie poważnym problemem amerykańskiej gospodarki, co sprzyjać powinno utrzymującej się na niskim poziomie inflacji i oczekiwań co jej przyszłych wartości. Tego typu stwierdzenia sugerują rynkowi, że koszty pieniądza jeszcze przez dłuższy czas pozostaną na zerowym poziomie, co staje się kolejnym czynnikiem, który w najbliższych miesiącach będzie miał wpływ na osłabienie dolara.
Pod koniec tygodnia swoją wcześniejszą deklarację wycofania się z nieograniczonych kwotowo tanich 12-miesięcznych kredytów udzielanych przez Europejskim Bank Centralny instytucjom finansowym podtrzymał szef EBC Jean Trichet. Stwierdził on między innymi, że „…wszelkie niestandardowe metody luzowania polityki monetarnej zagrażające stabilności cen powinny zostać wycofane…”. Proces ten ma zakończyć się do grudnia 2009 roku.
Obie wypowiedzi również nie sprzyjały utrzymaniu się dobrych nastrojów pośród inwestorów.
Ciekawe była również prognoza OECD dotycząca przyszłej polityki monetarnej prowadzonej w Europie i Stanach Zjednoczonych. Pomimo wyraźnej rewizji w górę prognoz gospodarczych w porównaniu z raportem w czerwca 2009 roku, OECD ostrzega władze monetarne przed zbyt szybkim zacieśnianiem polityki monetarnej. Niekonwencjonalne metody ilościowego luzowania polityki monetarnej powinny zdaniem analityków Organizacji zostać wycofane, aby uniknąć spekulacyjnych baniek na rynkach kapitałowych rynku towarowym. Jednocześnie jednak główne stopy procentowe banków centralnych gospodarek rozwiniętych powinny pozostać na niezmienionych rekordowo niskich poziomach dopóki odczuwalny nie będzie wzrost presji inflacyjnej.