Prawdopodobnie coraz więcej krajów będzie starało się utrzymać miejsca pracy, ale w długoterminowej perspektywie odbije się to negatywnie na ich gospodarkach. Trudno zakładać, że sztuczne podtrzymywanie stanowisk pracy może stać się panaceum na recesję. McKinsey wyliczył, że do 2020 r. Niemcom może zabraknąć 2,4 mln rąk do pracy, co będzie kosztować ich gospodarkę ponad miliard euro. Kraj ten stanie się bardzo atrakcyjnym rynkiem dla mobilnej siły roboczej ze Wschodu. Wydaje się zatem, że jeżeli rządy państw spróbują przeszkodzić przecenie wartości kapitału ludzkiego, to taką korektę wymuszą rynki międzynarodowe.
Potrzebny lider
Analizując wielką depresję minionego wieku, historyk ekonomiki Charles Kindleberger stwierdził, że podstawową przyczyną załamania gospodarki był brak światowego lidera w krytycznie ważnym okresie, kiedy wpływy polityczno-gospodarcze przeniosły się na drugą stronę Atlantyku. Wielka Brytania nie mogła pełnić roli lidera, zaś Amerykanie nie chcieli. W konsekwencji braku hegemona, światowa gospodarka runęła.
Natomiast profesor John Paul Rossi z Pennsylvania State University w swojej publikacji pt. „1929-2008. Powtórka z wielkiego kryzysu?” zauważa, że obecna sytuacja jest powtórzeniem błędów, które doprowadziły do załamania z lat 20. Wówczas pęknięcie bańki spekulacyjnej połączone z problemem nierównego podziału bogactwa oraz nadmierna konsumpcja mieszkańców Ameryki doprowadziła do ponad 30-proc. bezrobocia i drastycznego spadku produkcji. Czy rzeczywiście zatem stoimy w obliczu kolejnego wielkiego załamania światowej gospodarki?
Moim zdaniem, kiedy zakończy się
kryzys, USA powinny jeszcze na długo zachować dominującą pozycję na świecie. Jednak kraj ten nie będzie już supermocarstwem i będzie zmuszony podzielić wpływy z najważniejszymi graczami w globalnej gospodarce: Chinami, Indiami, Rosją, Brazylią i Unią Europejską. W ten sposób przemiana ekonomiczna będzie wpływać jednocześnie na sferę polityczną i układ sił na globalnym rynku.
Ostrożne oszczędności
Świat znajduje się w stanie głębokiego rozstrojenia. Zachód potrzebuje dużo pieniędzy, lecz ma zbyt mało oszczędności. Jednocześnie na wschodzie sytuacja jest dokładnie odwrotna. Chiny i Indie potrzebują dużo więcej niż produkują, zaś sami nie mogą uporać się z obecnym spadkiem globalnego popytu.
Zachodnie kraje już zaczynają oszczędzać, co może doprowadzić do zmniejszenia wydatków na dobra konsumpcyjne, a w rezultacie jeszcze większego spadku globalnego popytu oraz PKB. Mniejsze inwestycje oraz zakupy gospodarstw domowych oznaczają jednocześnie skurczenie przychodów przedsiębiorstw. Spadek zysków firm może przyczynić się do konieczności obniżenia pensji. Ostatecznie, mniejszy dochód gospodarstw domowych powoduje ograniczony zasób środków przeznaczonych na oszczędzanie. Paradoks ten po raz pierwszy zauważył i opisał John Maynard Keynes. Wystąpienie tego scenariusza jest jednak mało prawdopodobne, aczkolwiek warto mieć świadomość pułapki, w którą może wpaść światowa gospodarka.
Trzeba działać
Wydaje się, iż przez następne dziesięciolecia głównymi graczami na globalnym rynku będą Chiny oraz USA. Przede wszystkim dlatego, że Ameryka pozostanie najważniejszym rynkiem eksportowym wschodniego partnera, zaś Chiny nadal będą głównym nabywcą amerykańskich papierów wartościowych.
Można stwierdzić, że powoli kończy się pewien etap w dziejach ludzkości. Oznacza to, że trzeba podjąć konkretne działania, które naprawią podłamane kryzysem gospodarki i dadzą długo oczekiwany rozwój.
KAMIL PIKUŁA
Autor jest byłym pracownikiem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie