Wytrawnemu konsjerżowi nawet nie drgnęła powieka.
- Czy preferuje Pan jakiś konkretny kolor?
- Coś ciemnego - odparł potentat. - Aha, i nie chcę wydać więcej niż 5,5 mln dolarów.
Czy sądzisz, że hotelowi konsjerże spędzają całe dnie próbując zdobyć bilety na balet? Niekoniecznie.
Raphael Pallais, konsjerż w nowo otwartym Hotelu Plaza w Nowym Jorku, musiał udać się na szalone poszukiwanie żywych tarantul dla gościa, który pragnął zawieźć je do domu, by je potem upiec i zjeść. Pallais, podobnie jak Wolfe, zrobił to z kamienną twarzą.
- Jedną z cech
konsjerżów jest to, że nic nie jest w stanie wyprowadzić nas z równowagi - tłumaczy Pallais, który należy do prestiżowego międzynarodowego zrzeszenia konsjerżów Les Clefs d'Or. Do tej organizacji należy zresztą większość konsjerżów, z którymi przeprowadziliśmy wywiady dla celów tego artykułu. - Żadna prośba nas nie zaszokuje. Wolimy określać je jako "nietypowe“.
Jak zawsze zaradny Pallais skontaktował się z nowojorskim Explorers Club znanym z wydawania kontrowersyjnych "egzotycznych“ obiadów. Władze klubu skierowały go do dostawcy pajęczaków.
Potrzeby zwierząt
Maite Foriasky, kierowniczka konsjerżów w hotelu The Setai w South Beach, w Miami, nieprędko zapomni pracowanie przez całą dobę dla gościa, który w ciągu dwóch dni chciał wysłać tygrysa do Londynu. Brytyjski gość zadurzył się w miejscowej pannie, która zgodziła się przeprowadzić z nim za ocean, "pod warunkiem, że będzie mogła zabrać ze sobą swojego tygryska“, wspomina Foriasky. Pomocy udzielili jej pracownicy zoo w Miami.
Transportowanie zwierząt jest w rzeczywistości zadaniem często zlecanym konsjerżom na całym świecie. Gość z Bliskiego Wschodu, który zatrzymał się w eleganckim Brown's
Hotel w Londynie, poprosił kierownika konsjerżów, Simona Thomasa, by wysłać jego córce 21 jelonków na jej 21. urodziny.
- To zwykła codzienność - mówi James Little, kierownik konsjerżów w Peninsula Hotel w Beverly Hills. Poleciał kiedyś do Londynu, by... aportować psa. Należał do pogrążonej w smutku klientki, która zatrzymała się w hotelu na czas rozwiązania spraw biznesowych po śmierci swojego męża. Poprosiła Little'a, by dla jej psiny wyczarterował samolot, jednak w końcu zgodzili się, że lepiej będzie, gdy Little osobiście przywiezie leciwą Millie, rasy jack russell terier. Little spędził w Londynie tydzień - na koszt klientki - poznał dobrze psa (a przy okazji Londyn), by następnie wrócić do domu klasą biznesową. (Millie poleciała pierwszą klasą.).