Jakie działania i inwestycje są dziś niezbędne, aby hasło nowoczesnej armii stało się rzeczywistością w kontekście polskich sił zbrojnych?
- Zasadnicze zamierzenia inwestycyjne zostały określone przez Bogdana Klicha, ministra obrony narodowej, w 14 programach operacyjnych. To jest nasza „konstytucja” opisująca priorytety, które mają zostać zrealizowane w latach 2009–2018.
Po pierwsze, mają one poprawić naszą zdolność w kierunku rozpoznania, lotnictwa transportowego i obrony przeciwlotniczej oraz programów biegnących „w poprzek”: od C4ISR – czyli zintegrowanych systemów wsparcia dowodzenia oraz zobrazowania pola walki – przez „żołnierza XXI wieku”, po twarde uzbrojenie: Langusta, Homar i dalsze dostawy Spike’ów i Rosomaków. To także – wspierane przez ministra Klicha – symulatory i trenażery, które zasadniczo poprawią możliwości szkolenia Wojska Polskiego i zmniejszą koszty takich szkoleń. I w końcu bardzo istotny i zaawansowany program zakupu samolotu szkolno-bojowego typu LIFT, a także program „helikopterowy”, którego efektem będzie wymiana wyposażenia poradzieckiego na zgodne z nowymi platformami natowskimi oraz modernizacja marynarki wojennej. Jest to jeden z najdroższych programów, który zapewni jej największe zdolności.
Należy także wymieć, nieogłoszony 15. program dotyczący nowej platformy gąsienicowej. Minister
Klich nie zaakceptował programu PUMA, czyli upgrade’owania bojowego wozu piechoty (BWP) przez montaż wieżyczki załogowej, gdyż nie ma to racji bytu ze względu na koszty i relatywnie niskie zawansowanie technologiczne. W tej sytuacji gliwicki Ośrodek Badawczo-Rozwojowy Urządzeń Mechanicznych konstruuje nową platformę gąsienicową – nowy czołg średni. Jeśli prace nad nią zakończą się sukcesem, to moglibyśmy ją wykorzystać w produkcji BWP, lekkiego czołgu, miotaczy min, sanitarek czy wozów zabezpieczenia technicznego.
Jaki jest status wymienionego przez pana dokumentu? Czy są to tylko pobożne życzenia resortu?
- Program operacyjny, to po raz pierwszy w Polsce określona 9-letnia perspektywa pozyskiwania zdolności w danym sektorze działalności. Po raz pierwszy do danego programu przyporządkowano kwotę finansową, przy wyliczaniu której braliśmy pod uwagę prognozy Ministerstwa Finansów i obecną wielkość nakładów na wojsko w stosunku do PKB. Te pieniądze wydzieliliśmy z budżetu MON, więc te programy do 2018 roku mają niezależne finansowanie. A ponieważ jest pokrycie, więc powinny być realizowane. Programy są elementem konstruowanej „Strategii bezpieczeństwa”.
Ale przygotowany na przykład przez Ministerstwo Gospodarki dokument „Kierunki rozwoju biogazowni rolniczych w Polsce w latach 2010–2020” przyjęła Rada Ministrów.
– Ta „Strategia” będzie miała zgodę Rady Ministrów, natomiast „Program operacyjny” będzie jej załącznikiem, określającym zaplanowaną w tej dekadzie modernizację Sił Zbrojnych RP. Na razie jest to dokument wewnętrzny
MON, który ma wskazywać perspektywy. Po pierwsze, przemysłowi – w jakim kierunku podążamy, po drugie, i po to jest to wyprzedzenie czasowe – by przemysł nabrał zdolności w danym sektorze działalności, po trzecie – żeby
wojsko wiedziało jakie dla jego rozwoju priorytety założyło kierownictwo resortu.
Czy realizacja każdego z tych priorytetów ma jakieś ramy czasowe czy wszystkie się skończą w 2018 roku?
– Te programy, mówiąc kolokwialnie, „idą” niezależnie od siebie. W tym roku zamierzamy uruchomić program LIFT, czyli ogłosić przetarg, by skrócić i ograniczyć czas szkolenia żołnierzy poza granicami kraju, co będzie opłacalne finansowo. Także dopiero uruchamiamy program obrony przeciwlotniczej. Natomiast trwa realizacja programu zdolności transportowych, a program Rosomak będzie kontynuowany. Kończmy opracowywanie wymagań technicznych odnośnie do programu śmigłowcowego.
Istotnym elementem przeprowadzanej modernizacji armii jest to, że te programy się uzupełniają. Niektóre, na przykład związane z umowami na Rosomaka, Bryzę czy Spike’a, skończą się przed rokiem 2018, w którym to wojsko polskie będzie miało większą zdolność – nie tylko w jednym, ale i w wielu innych obszarach działalności. Jednocześnie część programów będzie jeszcze realizowana po tym terminie. Przykładem zdolność rakietowa: teraz budujemy jej I etap, ale pełną zdolność osiągnie później, czy program śmigłowcowy: na razie pozyskujemy 26 maszyn, gdy nasze potrzeby opiewają na znacznie więcej.
Słuchając pana wypowiedzi nasuwa się nietaktowne pytanie: jesteśmy w NATO, znamy sąsiadów, z których dwóch, a właściwie jeden, mogą stanowić dla nas zagrożenie, więc przed kim mamy się bronić? Śmigłowce rzeczywiście mogą się bardzo przydać, ale chyba straży granicznej! Z kolei Bałtyk jest małym akwenem, więc po co korweta?
– Zgoda. Jeśli chodzi o śmigłowce to kilkadziesiąt, a nie kilkaset, chociaż takie są potrzeby. Bo przecież śmigłowce nie służą tylko do celów wojskowych. Używane są do celów transportowych, migracji wojska, do monitorowania linii nadbrzeża i ochrony granic. Występuje pewna interoperacyjność między siłami wojskowymi i granicznymi: przekazujemy dane posterunków radarowych. To również CAI – Cooperative Airspace Initiative – inicjatywa NATO-Rosja dotycząca współpracy w zakresie wykorzystania przestrzeni powietrznej – widzimy przekraczanie granic powietrznych. Śmigłowiec, poza wartością bojową, jest śmigłowcem zabezpieczenia, wsparcia czy ratowniczym. Mamy obszerny program LPR – czyli Lotnicze Pogotowie Ratunkowe…
… czy, odpukać, będę mógł na nie liczyć?
– Nasze śmigłowce ratunkowe będą służyły tylko nad morzem, którego nie pokrywają śmigłowce LPR.
Co do korwety to zasadne jest pytanie: czy potrzebna jest na Bałtyku, bo by nań wpłynąć trzeba wcześniej pokonać Duńczyków? Ale z drugiej strony, korweta jest efektem naszych zobowiązań wobec NATO. Będąc członkiem Paktu nie możemy się ograniczać tylko do terytorium Polski – jesteśmy zobowiązani do wykonywania pewnych operacji poza granicami kraju, na przykład obecnie okręt „Kazimierz Pułaski” wykonuje misję polegającą na rozbrajaniu min z II wojny światowej.