Luis Echavarri z Nuclear Energy Agency (NEA) podkreślił, że obecnie odżywa zainteresowanie energetyką jądrową wśród krajów członkowskich Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju.
- To się dzieje i są ku temu dwa powody: bezpieczeństwo dostaw energii i zwalczanie zmian klimatycznych - powiedział. Wyjaśnił, że zasoby paliw kopalnych są ograniczone, co oznacza, że ich ceny - zwłaszcza gazu ziemnego - będą rosły w najbliższych latach.
Z drugiej strony emisja CO2 musi być obniżana, co - jak podkreślił - jest szczególnie istotne w takim kraju jak Polska, gdzie produkcja energii elektrycznej jest oparta na węglu.
- Nawet Włochy, gdzie po referendum zamknięto wszystkie elektrownie jądrowe, uruchamiają ambitny program energetyki jądrowej - zauważył Echavarri.
Wymienił także Francję, Finlandię, Węgry, Czechy, Słowację, Rumunię i Bułgarię wśród krajów, które albo budują, albo przygotowują się do budowy nowych bloków. - Polska nie jest odosobniona - podkreślił.
Podał, że w całym OECD planuje się bądź rozpoczyna budowę 50 nowych reaktorów: niektórych w Europie, innych w USA, Japonii i Korei. - Także Rosja, Chiny i Indie mają ambitne plany budowy nowych bloków - dodał.
Echavarri podał, że w Unii Europejskiej ok. 30 proc. wytworzonej energii pochodzi z atomu; w samej Francji ponad 75 proc. Podał przykład Stanów Zjednoczonych jako członka OECD spoza Europy, który realizuje największy na świecie program energetyki jądrowej. Pracują tam 104 bloki energetyczne. - Ponad 20 proc. konsumowanej w USA energii pochodzi z atomu; w Japonii jest to ponad 25 procent - dodał.
Szef NEA podkreślił znaczenie infrastruktury i regulacji prawnych, tj. niezależnego nadzoru jądrowego, który musi stworzyć rząd, żeby umożliwić budowę pierwszej elektrowni jądrowej. Pytany o koszty takiego programu, odparł, że są one różne i zależą od wcześniejszych doświadczeń danego kraju. - Ale to niewiele w porównaniu do samej inwestycji - ocenił.