lse
05-05-2014 (12:50)

Dlaczego Polska nie może być Niemcami?

Młodzi, zdolni, u progu kariery. Polscy studenci i absolwenci brytyjskich uczelni wyższych pokazują co znaczy 25 lat przemian. Wyzwaniem dla nich jest kolejne ćwierćwiecze.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Dlaczego Polska nie może być Niemcami?
(WP.PL, Fot: Michał Mandziak)
WP

Polscy studenci na Wyspach są bardziej zmotywowani do pracy niż jakakolwiek inna nacja. To fakt. Gdy ich niemieccy koledzy organizowali forum gospodarcze, na auli w London School of Economics świeciło pustkami. Ta sama impreza organizowana przez Polaków przyciągnęła Jacka Rostowskiego, Danutę Hubner oraz prezesów największych polskich firm. No i pełną salę.

Studenci wiedzą, że szefowie BZ WBK, PZU czy Maspeksu przyjechali do Londynu nie po to, by zwiedzać, ale właśnie po nich. Absolwenci LSE to gorący towar, nadal trudno dostępny na polskim rynku pracy. To oni wybierają pracodawcę, a nie pracodawca ich.

- W Polsce łatwiej zrobić karierę. Szybciej dostaje się bardziej odpowiedzialne zadania, rynek rośnie dynamiczniej, o awans też nie jest tak trudno jak w Londynie - mówi Maciej Lisik, absolwent LSE, który teraz doktoryzuje się na Oxfordzie.

WP

25 lat po przemianach gospodarczych studiowanie w Londynie nie jest jednak już takim osiągnięciem. Na studia na Wyspy rokrocznie wyjeżdża kilkuset Polaków, którzy znają swoją wartość. Marek, rocznik 1989 jest świeżo upieczonym absolwentem LSE. Pracę już ma. W polskim oddziale międzynarodowej firmy doradczej. Przed ćwierćwieczem jego życiorys byłby praktycznie nie do zrealizowania.

- Choć urodziłem się już praktycznie w wolnej Polsce, bo w kwietniu 1989 roku, to moi rodzice wspominając tamte czasy, zawsze mówią, że problemem było zdobycie dla mnie mleka. Gdy w wakacje byłem w Republice Naddniestrzańskiej, to pomyślałem, że pewnie tak wtedy wyglądała Polska. Wcześniej trudno było mi to sobie wyobrazić - mówi Marek.

Po powrocie z tego para-państwa stwierdził, że Polska wykorzystała szansę. Przypomina, że dziś pukamy do grona 20 największych gospodarek świata. Jak mówi, nawet w Londynie postrzeganie nas, Polaków, przez ostatnie pięć lat jego studiów się zmieniło. Dlaczego więc wybrał brytyjską uczelnię, a nie polskie SGH?

- Pod względem gospodarczym dużo się u nas zmienia, ale edukacja stoi. Jest olbrzymia przepaść pomiędzy studiami na UW czy SGH, a nauką w LSE czy Stanfordzie. Niestety wątpię też czy moje dziecko, za kolejne ćwierćwiecze, wybierze polską uczelnię. Tradycja brytyjskich szkół ma kilkaset lat. Tego nie da się tak szybko nadrobić - mówi Marek.

WP

Podobnie 25-latek myśli o swojej karierze. Choć zatrudniony jest oficjalnie w Warszawie, tamtejsze biuro płaci mu pensję, a on tam płaci podatki, to potrafi tylko trzy dni w miesiącu spędzić w Polsce.

- Nie mógłbym zamknąć się tylko w jednym kraju. Cieszę się, że praca umożliwia mi zwiedzanie świata - tłumaczy.

Poza tym oficjalne zatrudnienie w Warszawie ma jeszcze jeden plus - wyższe wynagrodzenie. Jego firma jako globalna korporacja wszędzie płaci tyle samo. A w Polsce wbrew pozorom podatki są niskie, więc zarabia więcej. Na dodatek koszty życia w porównaniu z Londynem są bliskie zera.

Miejsce zatrudnienia wybrał więc praktycznie, a nie ze względów patriotycznych. Zresztą to uczucie znaczy dla niego co innego niż praca w Polsce. Nie ma znaczenia, że firma ma siedzibę w Warszawie i polski kapitał. Równie dobrze może to być międzynarodowa korporacja, która chce u nas zainwestować.

WP

- To jest największa różnica między mną a moimi rodzicami. Dla nich mentalnie istnieją jeszcze granice między państwami. Dla mnie jedynym pytaniem jest czy muszę brać dowód czy paszport wyjeżdżając z domu - tłumaczy.

Podobnie myśli Maciej Lisik. On akurat chce pracować w dużej polskiej firmie, a jeszcze lepiej gdyby to była jego własna firma. Dodaje jednocześnie, że nie ma znaczenia dziś miejsce pracy, podobnie jak miejsce życia. Podobnie jest z firmami. Nie ważna produkcja w Chinach, ważne że przedsiębiorstwo jest polskie, a w zarządzie zasiadają Polacy.

- Dla mnie patriotyzm to praca dla Polski poprzez realizację własnych celów życiowych. W ten sposób zrobimy więcej niż osoby, które na ustach mają same frazesy. To czego bym chciał przenieść z Wielkiej Brytanii do nas, to stosunek państwa do obywatela. Komunizm miał wiele wad, ale najgorsza to zniszczenie wzajemnego zaufania - tłumaczy.

Choć studenci są dumni z tego, co udało się załatwić przez ostatnie ćwierć wieku, to twierdzą, że to ciągle za mało. Tak jak od siebie wymagają sporo, tak tego samego chcą od swojego kraju. Dlatego ostatnie wzrosty gospodarcze, to dla nich raczej powód do smutku, niż chwalenia się. Ideałem byłby rozwój w stylu chińskim, gdzie o spowolnieniu gospodarczym mówi się, gdy rocznie PKB nie rośnie w tempie dwucyfrowym.

WP

- Jeśli Niemcy rosną o 1 proc., to przy naszej obecnej dynamice będziemy ich gonić przez kolejne 100 lat. Ja chcę żebyśmy za kolejne 25 lat byli taką Belgią albo Włochami. Nas naprawdę na to stać - mówi Lisik.

- Musimy stawiać sobie jeszcze wyższe cele. Dlaczego za kolejne 25 lat mamy mieć PKB tylko na poziomie Hiszpanii czy Włoch? Ja chcę żeby to był poziom Niemiec! - odpowiada mu Marek.

Polub WP Finanse
WP
WP