Empik kontra wydawcy. Kto jest potworem?

Empik, największy dystrybutor płyt i książek, może mieć poważne problemy. Wydawcy grożą wstrzymaniem dostaw, bo sieć zalega z płatnościami. Zdaniem analityków Empik wykorzystuje swoją pozycję na rynku. Sugerują, że spółce chodzi o wykazanie dobrych wyników po IV kwartale, dlatego zaległości spłaci dopiero w 2012.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Empik kontra wydawcy. Kto jest potworem?
(Wikipedia, lic. public domain)

"Witam, w dniu wczorajszym otrzymaliśmy informację, że przez najbliższe trzy tygodnie nie będziemy dysponowali żadnymi środkami finansowymi" - tak brzmi wiadomość, jaką od przedstawiciela Empiku jeszcze we wrześniu otrzymał jeden z wydawców. Co prawda kilka tygodni później sieć uregulowała część (30 proc.) zaległych faktur, ale w kolejnych komunikatach ponownie informowała, że nie stać jej na wykonanie przelewów.
"Ze względu na brak przyznanych środków finansowych dla Działu Muzyki nie możemy wygenerować dla Państwa żadnego przelewu" - tłumaczył za pośrednictwem e-maila pracownik Empiku.

Przedstawiciele branż wydawniczej i fonograficznej nie kryją, że takie wiadomości od Empiku to już norma. Jednak milczą. Nikt nie chce wypowiedzieć się oficjalnie pod imieniem i nazwiskiem. Boją się, że potentat zerwie z nimi umowę. A to w tej chwili największy odbiorca książek i płyt w Polsce.

Ostatnio głośno zrobiło się wokół sieci za sprawą akcji "Nie karmię książkowego potwora. Kupuję mądrze!!!". Zorganizowano ją na popularnym portalu społecznościowym. Inicjatorzy namawiają do kupowania książek w małych księgarniach. Dlaczego? Bo rynek księgarski chyli się ku upadkowi. Choć nie pada tutaj żadna konkretna nazwa firmy, to wszyscy zainteresowani dobrze wiedzą, że chodzi o Empik. Jak wskazują największym zagrożeniem dla rynku jest nie wywiązywanie się z zapisów biznesowych umów oraz niedotrzymywanie terminów płatności. Akcję poparło już niemal 5,5 tys. osób.

"Wydawcy mają coraz większy problem z odzyskaniem pieniędzy za swoje książki" - napisała na stronie akcji Małgorzata Gutowska-Adamczyk, autorka bestsellerowej serii "Cukiernia pod Amorem". "Przez to maleje liczba tytułów pojawiających się w księgarniach, przez to maleją nakłady na marketing, przez to coraz większe problemy mają redakcje pism i serwisów literackich, przez to z kolei cierpią czytelnicy, poszukujący interesującej i naprawdę dobre lektury. I właśnie czytelnicy są największą nadzieją na uzdrowienie sytuacji" - dodała.

- Kłopoty z Empikiem były zawsze - wtóruje jej chcący pozostać anonimowym przedstawiciel branży fonograficznej. - Zwykle ma około cztery miesiące na zapłatę za zakupiony towar, a faktury opłaca nawet z 2-3 miesięcznym opóźnieniem. Do tego dużą część pobranego nakładu zwraca do wydawcy lub wytwórni - ujawnia.

Jak to wygląda w praktyce? Empik zamawia u wydawców dany produkt. Wydawca musi zapłacić podatek dochodowy i VAT w danym miesiącu. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że większość pozycji i tak pewnego dnia wróci do wydawców. W praktyce oznacza to, że Empik otrzymuje od wydawców nieoprocentowany kredyt na ponad pół roku. To z kolei powoduje, że wydawnictwa mają problemy z zachowaniem płynności finansowej, a dodatkowo z pozyskaniem nowych interesujących autorów i pozycji wydawniczych.

Z tymi zarzutami nie zgadza się Marek Minkiewicz, prezes zarządu spółki Empik. Twierdzi, że nie wpływa ona na spadek zainteresowania oferowanymi produktami.
- Uważamy, że jest to postępowanie skrajnie nieuczciwe, manipulacja, sterowana próba wykorzystania czytelników w walce o komercyjne interesy podmiotów gospodarczych działających na rynku książki (zachęta do kupowania w innych księgarniach, bezpośrednio u wydawców, ze wskazaniem "adresów"). Co ciekawe - inicjatorzy komercyjność zarzucają Empikowi - powiedział nam Marek Minkiewicz (**Przeczytaj cały wywiad z prezesem Empiku»**)

Gdzie są te pieniądze?

Wróćmy do sedna sprawy, bo nie o zachęcanie do kupowania w małych księgarniach tu chodzi, a o pieniądze. Podobna akcja prawdopodobnie nigdy nie zostałaby zorganizowana, gdyby Empik terminowo spłacał swoje zobowiązania wobec wydawców. Tutaj po prostu każdy chce ugrać coś dla siebie. Empik - wydłużenie terminów płatności, a wydawcy - pewność rozliczeń, by ich biznes mógł dalej funkcjonować.

Z czego wynikają opóźnienia płatnicze wobec wydawców płyt i książek? Takie pytanie zadaliśmy prezesowi Empiku. Jak zapewnia, podobne sytuacje mają jedynie charakter incydentalny, a mit o niewypłacalności Empiku kreowany jest przez grupę wydawców i powiązane z nimi środowiska. Dziwi się również, że wydawcy próbują swoimi problemami zainteresować media. Jego zdaniem w kwestiach handlowych nie ma miejsca na udział stron trzecich.

- Ewentualne kwestie sporne dotyczące konkretnych przypadków i dostawców rozwiązujemy na bieżąco w toku dwustronnych rozmów. Opóźnienia w płatnościach do dostawców mogą powstać, gdy pojawiają się rozbieżności co do stanu wzajemnych rozliczeń. Co istotne - sytuacje takie nie są regułą - zapewnia Marek Minkiewicz.

Prezes Empiku zdradza nam, że z przeprowadzonych przez spółkę analiz na rynku wydawniczym wynika, że wielu hurtowników i sieci księgarskich ma dużo większe problemy z terminowym spłacaniem należności niż Empik.

Przedstawiciele branży wydawniczej nie widzą w tego typu argumentach większego sensu. Chcą mieć pieniądze na czas. Twierdzą, że za sprawą opóźniania płatności za faktury Empik wykorzystuje swoją pozycję na rynku. Dziś spółka ma kilkanaście procent udziału w rynku książek w Polsce. Jak zdradził nam jeden z wydawców fonograficznych sprzedaż wyprodukowanych przez niego płyt za pośrednictwem Empiku w jego przypadku sięga ponad 60 proc.

- Prawo jasno określa pozycję dominującą jako przekroczenie 40 proc. udziałów w rynku. Do 40 proc. progu koncentracji sporo nam brakuje. Poza tym na rynku istnieje około dwóch tysięcy niezależnych księgarni. Nie może być więc mowy o wykorzystywaniu pozycji dominującej, bo takiej Empik nie posiada. Zatem współpraca wydawców z Empikiem jest ich wyborem - komentuje sprawę rzekomego wykorzystywania przez Empik pozycji dominującej na rynku Marek Minkiewicz.

Zdaniem Adama Kaptura, analityka z Departamentu Analiz Millennium Dom Maklerski SA, choć Empik nie ma pozycji dominującej, to jednak z powodzeniem może wykorzystywać swoją pozycję na rynku.
- Możliwość opóźnienia wypłat dla wydawców wynika przede wszystkim z tego, że Empik jest największym podmiotem na polskim rynku książek i płyt. Dzięki temu jego pozycja negocjacyjna wobec wydawców jest bardzo silna, a co za tym idzie ma on dużą swobodę przy ustalaniu warunków płatności - stwierdza.
W praktyce oznacza to, że mało który wydawca może sobie pozwolić na zakończenie współpracy z Empikiem. Ostatnia chwila przewagi?

Niedawno pojawiła się zapowiedź, że firma będąca potęgą w światowej sprzedaży internetowej zamierza rozpocząć budowę swojego biznesu w Polsce. Okazuje się, że na tym polu przyjdzie jej konkurować z największym dzisiaj Empikiem. Czy miliardy dolarów stojące za amerykańskim serwisem handlu internetowego Amazon.com powodują, że Empik zaczyna obawiać się o swoją przyszłość. Być może opóźnienia w płatnościach wynikają z próby akumulacji kapitału na trudne czasy?

- Wejście Amazona do Polski z pewnością zmniejszy udział rynkowy Empiku i być może dlatego spółka stara się jeszcze wykorzystywać swoją przewagę w rozmowach z wydawcami - ocenia Adam Kaptur z Millennium Dom Maklerski.

Z taką opinią nie zgadza się Kamil Szlaga, analityk rynku akcji z KBC Securities.
- Moim zdaniem tu nie chodzi o akumulację kapitału. Myślę, że zaległości płatnicze Empiku patrząc z perspektywy całej grupy nie są znaczące. Te opóźnienia to próba poprawy kapitału pracującego. Jednak zobowiązania trzeba będzie kiedyś zapłacić, i to z odsetkami - dodaje.

Obaj analitycy są natomiast zgodni, że spółka ma duże zapotrzebowanie na gotówkę.
- Empik wypłacił dywidendę w wysokości 26 mln zł, a ponadto dokonał w tym roku szereg przejęć, m.in. trzech wydawnictw za prawie 60 mln zł. Zadłużenie spółki jest dosyć wysokie; po III kwartale dług netto wynosił 647 mln zł wobec 535 mln zł w analogicznym okresie ubiegłego roku - wylicza Adam Kaptur.
Jego zdaniem duże zapotrzebowanie na gotówkę w połączeniu z zadłużeniem sprawiają, że Empik może szukać dodatkowych sposobów poprawienie swojego cash flow, a jednym z nich jest opóźnienie wypłat.

Również analityk KBC Securities Kamil Szlaga wskazuje, że może chodzić o wykazanie przez grupę jak najlepszych wyników w czwartym kwartale. Jego zdaniem właśnie dlatego pojawiły się problemy z płatnościami.
- Trzeba jednak pamiętać, że to są działania krótkoterminowe. Faktury trzeba kiedyś zapłacić, a do wszystkich dociera negatywnie wizerunkowo komunikat dotyczący Empiku. Myślę, że gorsze postrzeganie tej spółki może mieć wpływ na sentyment giełdowy do tej spółki. Informacje o problemach płatniczych spółki na pewno nie pomagają już niskiej wycenie spółki i mogą zniechęcać giełdowych inwestorów - ocenia Szlaga.

Zdaniem Adama Kaptura dodatkowym zagrożeniem dla spółki jest wstrzymanie przez wydawców dostaw do Empiku.
- To na pewno miałoby negatywny wpływ na wyniki sieci. Jednak biorąc pod uwagę bardzo silną pozycję rynkową spółki, nie sądzę, żeby wydawnictwa zdecydowały się na taki krok - ocenia.

Empik zdaje się nie obawiać takiej ewentualności. Prezes spółki zapewnia, że nie ma blokad ze strony wydawców.
- Pracujemy w normalnym trybie, nasze zamówienia są realizowane. Nie ma takich sytuacji, dla których nie istniałyby alternatywne rozwiązania. W naszej organizacji mamy silny nawyk posiadania planów B i C - sugeruje Marek Minkiewicz.

Źle wam? Budujcie sami!

Wydawcy żalą się, że Empik nie dość, że zarabia krocie na ich pozycjach, to jeszcze żąda wzorem supermarketów astronomicznych kwot za promocję czy wystawienie produktu w atrakcyjnym miejscu sklepu. Za dwutygodniową promocję książki na półce "Nowości" trzeba zapłacić ok. 20 tys. zł. O zawrót głowy może przyprawić to, gdy zastanowimy się, ile książek trzeba sprzedać, żeby choć pieniądze za promocję się zwróciły. Do kosztów wydawnictwa dochodzą ponadto autor, rysownik, drukarnia itd. Za reklamę w świątecznej gazetce trzeba zapłacić Empikowi ok. 10 tys. zł. Z podobnymi problemami boryka się także branża fonograficzna.

- Po odliczeniu wysokich kosztów nagrań w studiu, produkcji płyt, praw autorskich, ZAIKS-u i promocji, a także marży sprzedawcy często okazuje się, że zysk dla producenta jest symboliczny. Zebrane w ten sposób pieniądze często nie pozwalają na pozyskiwanie kolejnych ciekawych artystów i ich promocję - anonimowo zdradza jeden z wydawców fonograficznych.

Empik odpiera zarzuty wydawców, że każe sobie płacić za promocję pozycji w swoich placówkach. Zdaniem przedstawicieli spółki jest to normalna praktyka rynkowa stosowana w przypadku każdego detalisty.

- Skoro według wydawców sytuacja Empiku jest tak komfortowa i godna pozazdroszczenia, dlaczego żaden z nich nie pokusił się o zbudowanie własnej sieci sprzedaży? I naturalnie poniesienia ciężaru niebagatelnych inwestycji oraz bieżących kosztów operacyjnych tj. wysokich czynszów w centrach handlowych, amortyzacji sklepów, kosztów logistycznych, kosztów pracy sprzedawców etc. - wylicza Marek Minkiewicz, prezes sieci Empik.

Jednocześnie przypomina, że w ciągu ostatnich pięciu lat Empik zainwestował około 100 mln zł w rozwój salonów. Zwraca również uwagę, że decyduje się na wejście w trudny lokalny rynek, czyli miejscowości poniżej 50 tys. mieszkańców.

2 w 1, czyli Empik

Już wspomnieliśmy, w tym roku Empik zakupił trzy wydawnictwa za kwotę ok. 60 mln zł. Przedstawiciele branży boją się, że teraz Empik stanie się samowystarczalny, a ich wydawnictwa upadną. Oznacza to, że spółka, która dotąd była jedynie dystrybutorem gotowego produktu staje się obecnie konkurentem dla wydawnictw.

- Obawiamy się, że Empik będzie promował jedynie swoje pozycje wydawnicze lub co gorsze całkiem zrezygnuje z naszych. Sytuacja też nie wygląda najlepiej, jeśli chodzi o możliwość rywalizacji z taką potęgą. Sieć mając ogromny kapitał może przyciągnąć do siebie każdego autora - z niepokojem zdradza anonimowa przedstawicielka wydawnictwa, które swoje książki przekazuje do Empiku.

Prezes Empiku przekonuje, że takie tezy są dalekie od prawdy i to właśnie w nich dopatruje się genezy akcji w mediach społecznościowych.
- Wydawcy szerzą na rynku tezę, jakoby Empik poprzez przejęcia wydawnictw zmierzał do samowystarczalności - a to jest dalekie od prawy. Mamy świadomość, że klienci oczekują najszerszej oferty, a taką może zapewnić zróżnicowana grupa wydawnictw. Zarówno Empik, jak i wydawcy pozostają w ścisłych relacjach. Potrzebują się wzajemnie; Empik dla zróżnicowanej i bogatej oferty, a wydawcy - aby skutecznie sprzedawać swoje tytuły - komentuje zarzuty Marek Minkiewicz.

Prezes spółki zapytany o kolejne planowane przejęcia, być może także w branży fonograficznej, odpowiedział, że "lista, przynajmniej w krótkim terminie, jest zamknięta". Czyżby brakowało pieniędzy?

Empik odpiera zarzuty wydawców! - przeczytaj wywiad z prezesem Empiku »

Polub WP Finanse