wp
Zamieszczone na stronach internetowych portalu WP.PL materiały sygnowane skrótem "PAP" stanowią element Serwisów Informacyjnych PAP, będących bazami danych, których producentem i wydawcą jest Polska Agencja Prasowa S.A. z siedzibą w Warszawie, chronionych przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Powyższe materiały wykorzystywane są przez WP.PL na podstawie stosownej umowy licencyjnej. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie przez użytkowników portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione. PAP S.A. zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie materiałów, o których mowa w art. 25 ust. 1 pkt. b) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, jest zabronione.
03-06-2014 (07:05)

Mączyńska: dobre i złe skutki szokowej terapii gospodarczej po 1989 r.

Szokowa terapia gospodarcza po 1989 r. przyniosła negatywne zjawiska: bezrobocie i znaczną emigrację, ale też i pozytywne, w tym np. powstanie wysoko wykwalifikowanej kadry menedżerskiej - mówi prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego prof. Elżbieta Mączyńska.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie

Mączyńska przypomina, że w efekcie rozpadu bloku wschodniego załamały się rynki RWPG (Rada Wzajemnej Pomocy Gospodarczej - PAP), a przede wszystkim Związku Radzieckiego, który był istotnym odbiorcą polskich produktów. "Rynek RWPG niemalże z dnia na dzień przestał istnieć, a zawarte w jego ramach kontrakty, które wyznaczały poziomy ówczesnej produkcji, przestały obowiązywać. Na taką zmianę polski przemysł nie był przygotowany. Znaczna część zakładów produkcyjnych w Polsce, ich produkty i usługi nie były w stanie sprostać konkurencji i wymogom otwartego rynku. Stąd też pewien stopień dezindustrializacji był nieuchronny" - oceniła.

Dodaje, że mimo takiej dewastacji rynków zbytu, ich utraty i konieczności redukcji mocy wytwórczych oraz przemian własnościowych, pierwszy po zmianach ustrojowych w Polsce minister przemysłu Tadeusz Syryjczyk uznał, że "najlepszą polityką przemysłową jest brak takiej polityki". "Przeważyła zatem bezkrytyczna wiara w nieomylność i efektywność wolnego rynku. Przejawiało się to także w dominacji podejścia krótkookresowego w polityce gospodarczej państwa i w destrukcji, prawie zaniku kultury myślenia strategicznego, co musiało skutkować błędami w polityce prywatyzacji przedsiębiorstw" - mówi profesor.

wp

Zwraca uwagę, że w konsekwencji ucierpiały prawie wszystkie branże polskiego przemysłu, w tym także przemysł wysokiej techniki, ale również przemysł lekki, np. odzieżowy, który niemal przestał istnieć. "Prawie całkowicie zlikwidowano przemysł wełniany, jedwabniczy i lniarski. Z pewnością te branże mogłyby przy właściwej polityce przemysłowej i prywatyzacyjnej przetrwać i efektywnie się rozwijać" - powiedziała Mączyńska. "Błędy w prywatyzacji, w tym m.in. w wycenie majątku, ochrony przed wrogimi przejęciami oraz ochrony terenów poprzemysłowych przed spekulacyjnym ich zawłaszczaniem i uwłaszczaniem się wąskiej grupy interesariuszy, były konsekwencją braku strategii dotyczącej społeczno-gospodarczego rozwoju kraju i jego przestrzennego zagospodarowania, oraz konsekwencją doktrynalnego podejścia we wdrażaniu mechanizmów wolnorynkowych" - twierdzi profesor.

Według Mączyńskiej doprowadziło to do upadłości i likwidacji wielu zakładów produkcyjnych, co skutkowało narastającym bezrobociem. "Przyjęto przy tym, że w pierwszej kolejności będą sprzedawane zakłady o najlepszej kondycji, aby zachęcić inwestorów zagranicznych do ich nabywania. Od początku budziło to duże kontrowersje, skoro firma radzi sobie dobrze i przynosi korzyści budżetowi, to rodziło się pytanie o sens takiej pospiesznej prywatyzacji" - podkreśla.

Przypomina, że w Polce było co prywatyzować. "Eksponuje to m.in. czołowy badacz i znawca zmian w przemyśle prof. Andrzej Karpiński. Wykazuje, że w okresie PRL wybudowano od podstaw bądź fundamentalnie rozbudowano ponad 1600 średnich i dużych zakładów przemysłowych. Było to rekordem historycznym i zrazem przejawem realizowanej w PRL polityki uprzemysłowienia. Stworzono dzięki temu prawie 2 mln miejsc pracy. Natomiast w okresie transformacji przestało istnieć ponad 650 zbudowanych w okresie PRL-u zakładów przemysłowych i prawie 850 tys. miejsc pracy. Zatrudnienie w przemyśle zmniejszyło się z prawie 5 mln osób w 1989 r. do niespełna 3 mln obecnie" - przytacza dane.

Zauważa, że fundamentalną rolę w prywatyzacji odegrał kapitał zagraniczny, rodzimego bowiem nie było. "Problem w tym, że inwestorzy zagraniczni w pełni wykorzystywali adresowane do nich zachęty inwestycyjne, w tym przede wszystkim zwolnienia podatkowe, ale i nie w pełni wywiązywali się ze swoich zobowiązań dotyczących utrzymania produkcji i miejsc pracy. Stąd też w wielu przypadkach prywatyzacja okazała się nieopłacalna, zarówno z punktu widzenia makro, jak i mikroekonomicznego, i nie przyniosła też realizacji celów społecznych - zaznaczyła profesor.

wp

Jej zdaniem firmy zagraniczne były zainteresowane przejmowaniem polskich zakładów produkcyjnych, w tym przede wszystkim ich kontraktów i rynków zbytu. "Oczywiście prywatyzowane przedsiębiorstwa nie były światowymi liderami technologii, ale miały swoje rynki zbytu i kontrakty, które okazywały się smakowitym kąskiem. W ten sposób zagraniczni inwestorzy pozbywali się także ewentualnej konkurencji. Przykładem tego jest m.in. wrocławski producent komputerów "Elwro" i Zakłady Wytwórcze Urządzeń Telefonicznych. Obydwa zostały wykupione przez kapitał niemiecki. Następnie produkcja została zlikwidowana. Większość zatrudnionych po prywatyzacji zwolniono. A w to miejsce utworzono centra handlowe obrotu produktami zagranicznymi. Tak zlikwidowano w Polsce przemysł elektroniczny, włókienniczy i inne dziedziny produkcji. Stąd też do dziś nie brakuje wśród ekonomistów opinii o wyjątkowo nieprzyjaznym stosunku państwa polskiego nie tylko do przedsiębiorstw państwowych, ale i tych z polskim kapitałem" - twierdzi Mączyńska.

Dodaje, że nawet te firmy państwowe, które przetrwały utratę rynków RWPG dobił tzw. popiwek (podatek od ponadnormatywnych wypłat wynagrodzeń - PAP), polityka stopy procentowej oraz polityka kredytowa sprywatyzowanych banków. "Znacznie ograniczyło to dostęp przedsiębiorstw państwowych, ale także innych krajowych do finansowania. Równocześnie otworzyły się granice, co znacznie pobudziło import, w tym także przemyt. Przy tym firmy prywatne nie były objęte popiwkiem, co zresztą zwiększało presję (także poprzez strajki) załóg przedsiębiorstw państwowych na rzecz przyspieszenia prywatyzacji, bo wiązano nadzieje na podwyżki wynagrodzeń" - przypomina.

Mączyńska uważa, że problem skali i następstw prywatyzacji wciąż jeszcze nie jest dostatecznie zbadany. "To problem bardzo złożony, a w badaniach występuje szereg barier, w tym w dostępie do szczegółowych danych dotyczących umów i warunków prywatyzacji. Ważną próbę tych trudnych procesów dezindustrializacji i prywatyzacji podjęli m.in. Andrzej Karpiński, Paweł Soroka i Wiesław Żółtkowski. Wyniki tych badań opublikowano w ub. roku w godnej uwagi książce pt. "Jak powstawały i upadały zakładu przemysłowe w Polsce".

Profesor zaznacza jednak, że wobec złożoności sytuacji, działania ówczesnych decydentów, reprezentujących pierwszy rząd po przełomie ustrojowym, nie poddają się łatwym i jednoznacznym ocenom. Działania te przyniosły bowiem skutki pozytywne i negatywne. Profesor podkreśliła, że decydenci nie mieli łatwego zadania - nie mogli skorzystać z podręcznika transformacji czy "transformacyjnych ściągawek", bo takowych nie było. Poza tym zmiany następowały bardzo szybko i w związku z wielkim zadłużeniem zagranicznym Polski - w znacznej mierze pod dyktando Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

wp

"Zarazem jednak trzeba dodać, że w początkowych latach transformacji opracowywane były m.in. przez ekonomistów z Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego ekspertyzy, wskazujące na zagrożenia dla polskiego przemysłu i rynku pracy, które wynikały z szokowej terapii i braku długookresowych strategii rozwoju kraju. Ekspertyzy te były jednak przez decydentów (ale także przez media) ignorowane" mówi.

Według profesor takie ignorowanie nie sprzyjało unikaniu błędów prywatyzacyjnych. "Tym bardziej, że przeważnie decyzje prywatyzacyjne nie były poprzedzane kompleksowymi analizami i rachunkiem efektywności, z uwzględnieniem horyzontu długookresowego i społecznych, makro- i mikroekonomicznych efektów oraz kosztów prywatyzacji. Procesy prywatyzacyjne do tej pory nie doczekały się tego typu analiz. Na przeszkodzie stoją przede wszystkim trudności w dostępie do szczegółowych danych" - zwraca uwagę Mączyńska.

Podkreśliła, że są - niestety nieliczne - przypadki państwowych firm, którym prywatyzacja nie zaszkodziła, które odniosły sukces. Jako przykład podała produkującą pojazdy szynowe bydgoską PESĘ oraz KGHM. Udało się także uratować przed likwidacją zakłady przemysłu lotniczego, wchodzące obecnie w skład podkarpackiej "Doliny Lotniczej". Jej zdaniem pozytywnym efektem prywatyzacji jest rozwój wysoko wykwalifikowanej i wykształconej kadry menedżerów i upowszechnianie efektywnych wzorców zarządzania.

Mączyńska uważa, że w wielu dziedzinach jest szansa na odbudowę polskiego potencjału przemysłowego, co będzie miało kluczowy wpływ na tworzenie miejsc pracy w naszym kraju. Trzeba sobie jednak zadać fundamentalne pytanie o rolę państwa w nowej polityce przemysłowej. "Oczywiście państwo nie będzie budować fabryk, ale musi stworzyć warunki, aby pojawiali się ci, którzy zechcą je budować od podstaw lub zechcą tworzyć miejsca pracy na bazie już istniejących zakładów" - powiedziała. O tym, że to możliwe świadczą - jej zdaniem - chociażby sukcesy takich firm jak: Solaris, HTL-Strefa, Radwag, Selena.

wp

Marcin Musiał

Polub WP Finanse
wp
wp
wp