To koniec słynnego ośrodka narciarskiego w Polsce. Idzie na sprzedaż
Ośrodek narciarski Stożek w Beskidach nie otworzy się tej zimy. Po 35 latach pracy bez przerwy właściciel zdecydował się przejść na emeryturę i wystawił cały kompleks na sprzedaż. Jego cena to prawie 3 mln zł.
Znany w całej południowej Polsce ośrodek na północno-wschodnim zboczu Wielkiego Stożka przez lata przyciągał miłośników sportów zimowych. To miejsce, gdzie funkcjonowały trasy o różnym stopniu trudności: od łatwych po najbardziej wymagające, co umożliwiało naukę i doskonalenie jazdy na nartach oraz snowboardzie. Przez długi czas działała tu także popularna trasa do slalomu z elektronicznym pomiarem czasu.
Zapytaliśmy w Warszawie o euro. Oto co usłyszeliśmy
Znany ośrodek narciarski nieczynny. Właściciel chce go sprzedać
Od tygodni narciarze dopytywali o plany uruchomienia tras. Jednak jak podaje bielsko-biala.wyborcza.pl, w tym sezonie wyciągi stoją.
Ośrodek nie będzie czynny zimą. Mam za sobą 35 lat zim bez dnia wolnego, czas odpocząć, przejść na emeryturę - przyznał w rozmowie z portalem Witold Pruski, właściciel ośrodka.
Cały kompleks narciarski został wystawiony na sprzedaż. Cena wynosi 2,9 mln zł. Oferta obejmuje nie tylko wyciągi i infrastrukturę stokową, lecz także zaplecze gastronomiczne, noclegowe oraz serwisowe. Stożek to popularne miejsce nie tylko dla narciarzy - latem chętnie korzystają z niego rowerzyści i turyści piesi.
Jeśli nie uda się znaleźć nabywcy, właściciel rozważa kontynuację działalności przynajmniej w sezonie wiosennym. - Ruch turystyczny w zeszłym roku mieliśmy w zasadzie aż do końca listopada - stwierdził Pruski.
Ośrodek Stożek zyskał szczególne miejsce wśród pasjonatów narciarstwa, m.in. dzięki organizacji nietuzinkowych zawodów dla duchownych. Mistrzostwa Polski Księży i Kleryków, podczas których rywalizowano na stoku w sutannach, zyskały unikalną renomę. Możliwość noclegu sprawiała, że kompleks był wybierany na obozy i szkolenia.
Historia ośrodka sięga jeszcze czasów przedwojennych, jednak największy rozwój nastąpił po 1978 r., kiedy uruchomiono pierwszy orczyk. Kluczowym momentem był 2004 r. - wtedy zamontowano pierwszy na terenie Wisły wyciąg krzesełkowy, sprowadzony specjalnie z Alp. Właściciel zainwestował wówczas ok. 2 mln zł.
Warto dodać, że w ostatnich latach również inne ośrodki w Wiśle mocno się rozwinęły i oferują nowoczesne kolejki, zachęcając do aktywnego wypoczynku zarówno narciarzy, jak i snowboardzistów.
Zamknął stację tuż przed sezonem
W tym roku nieczynna będzie też stacja narciarska w Koninkach (woj. małopolskie). Krakowski biznesmen Józef Pasek drugi rok z rzędu prowadzi cichą wojnę z urzędnikami, w tym z władzami parku narodowego, przez którego teren przebiega kilkaset metrów trasy.
Przedsiębiorca bez zgody dyrekcji Gorczańskiego Parku Narodowego zamontował oświetlenie oraz instalacje do naśnieżania, po czym próbował doprowadzić do zalegalizowania samowoli budowlanej. Władze parku nie zaakceptowały tych działań. Na mocy decyzji Wojewódzkiego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego elementy oświetleniowe i naśnieżające zostały usunięte.
Pasek argumentował, że chciał zastosować tzw. oświetlenie techniczne, jednak GPN uznał, iż prowizoryczna instalacja mogłaby stwarzać zagrożenie dla narciarzy. Zaproponowano więc, aby stacja działała wyłącznie w ciągu dnia, lecz przedsiębiorca nie zgodził się na takie rozwiązanie.
W tym samym czasie Józef Pasek popadł w spór z władzami gminy. Samorząd zarzucał zarządcy Ostoji Koninki, że w sąsiednim ośrodku wypoczynkowym zorganizował "obóz dla uchodźców". W konsekwencji w 2024 r. w jego firmie przeprowadzono łącznie 11 kontroli m.in. ze strony nadzoru budowlanego, sanepidu oraz Państwowej Inspekcji Pracy.
To okazało się punktem zwrotnym. - Zamykam stację, urzędnicy wygrali - przyznał przedsiębiorca w rozmowie z WP Finanse.
źródło: bielsko-biala.wyborcza.pl