Zmora sklepów. Złodzieje już zacierają ręce

Nawet 1,5 miliarda dolarów tracą polskie sklepy na kradzieżach. Kradniemy ubrania, kosmetyki, paliwo. Tymczasem przestępcy tylko czekają na podpis prezydenta pod nowelizacją Kodeksu postępowania karnego. Zmiana przepisów podwyższy kwotę, od której kradzież traktuje się jak przestępstwo.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Zmora sklepów. Złodzieje już zacierają ręce
(Thinkstockphotos)
WP

Zmorą stacji benzynowych są tankujący za 249 zł. Sprzedawcy już się orientują, że gdy dystrybutor wskazuję właśnie tę kwotę, to z dużym prawdopodobieństwem kierowca płacić nie będzie. Wsiądzie do samochodu, czasem nawet pomacha do kamery i odjedzie. Złodziej dobrze wie, że gdyby zatankował paliwo za złotówkę więcej, groziłby mu sąd, a tak to może go spotkać kara jak za picie piwa w parku. Słowem niemal żadna. Stacje więc często nawet na policję nie dzwonią.

- Złodzieje nie są jednak ekspertami od prawa. Właściciel kilku stacji w Warszawie opowiadał mi, że w ciągu ostatnich dni kilka osób zatankowało za 399 zł. Sprawa trafiła na policję, a ta po rejestracji szybko trafiła do złodzieja. Ten wizytą funkcjonariuszy był wielce zdziwiony, bo sądził, że limit już został podniesiony - opowiada Marcin Kraszewski z Fundacji Polskiego Handlu.

Na razie znowelizowany Kodeks postępowania karnego został zaakceptowany przez Sejm i Senat. Czeka jeszcze na zatwierdzenie przez prezydenta. Za zmianą lobbują policjanci, bo dzięki bardziej liberalnej polityce poprawią sobie statystyki. Eksperci są natomiast zgodni, że nowe prawo spowoduje wzrost strat sklepów związanych z kradzieżami.

WP

Według raportu firmy Checkpoint w 2011 roku z polskich placówek handlowych zniknęły towary warte 1,684 mld dolarów, czyli o równowartości ponad 5 mld zł. Według "The Global Retail Theft Barometer" rocznie polskie sklepy na zabezpieczenia przed złodziejami wydają około miliarda złotych. Pieniądze te są oczywiście wkalkulowane w cenę produktów, więc Checkpoint szacuje, że przeciętna polska rodzina musi przez to za zakupy zapłacić o 400 zł więcej rocznie.

Zabezpieczeń jest wprawdzie sporo, ale złodzieje wcześniej czy później i tak je obchodzą. Na przykład bramki przy wyjściu nie zareagują, gdy torebka, w której złodziej wynosi ubranie z czipem, wyłożona zostanie folią aluminiową.
- Ostatnio nowością jest wynoszenie przedmiotów w ustach. Dotyczy to na przykład szminek czy drobnej biżuterii - mówi nam anonimowo pracownik jednej z sieci handlowych.

- Jeśli chodzi o klipsy, które w momencie, gdy ktoś zaczyna przy nich grzebać, wylewają tusz i niszczą ubranie, to słyszałam o przypadkach osób, które wypijały z zabezpieczeń atrament, tylko po to, by nie zabrudzić skradzionej sukienki - opisuje sprzedawca w dużej firmie odzieżowej.

Sieci handlowe bronią się przed kradzieżami, przeprowadzając częste inwentaryzacje. Dzięki temu można sprawdzić, ile towarów zniknęło ze sklepowych półek, ale nie przeszło przez kasy. Jeśli inwentaryzacja wypadnie fatalnie, to wina często spada na samych sprzedawców. W warszawskim centrum Blue City jedna z sieci handlowych zwolniła kilka tygodni temu wszystkich pracowników. Firma stwierdziła, że liczba skradzionych rzeczy jest tak duża, że musiał za tym stać któryś ze sprzedawców.

WP

Nie chciała jednak bawić się w szukanie złodzieja. Zastosowała odpowiedzialność zbiorową, bo jej zdaniem inni pracownicy musieli widzieć lub podejrzewać, że ktoś z ich kolegów okrada firmę. Poza tym informacja o takim wydarzeniu szybko rozniosła się po innych sklepach. Z informacji WP.PL wynika, że średnio w centrum handlowym takim jak Blue City złodzieja łapie się raz na tydzień, góra dwa tygodnie.

- Znaczna część przestępców działa niczym mrówki na granicy. Kradną na własną rękę, wynoszą ze sklepów pod ubraniem drobne przedmioty o wartości do 250 zł. Nawet jeśli ktoś ich złapie, to mówią, że zapomnieli zapłacić i oferują kupno tych produktów - mówi Marcin Kraszewski.

Ze sklepów spożywczych wynosi się wszystko to, co jest nieduże, ale ma znaczną wartość. Są to więc kosmetyki, drobna elektronika czy drogie alkohole.

- Są też złodzieje wyspecjalizowani w "robieniu zakupów". Ktoś mówi im, czego potrzebuje, a oni idą do sklepu i po prostu to wynoszą. W zamian za takie zakupy na zamówienie otrzymują wynagrodzenie - tłumaczy szef Fundacji Polskiego Handlu.

WP

Zmiana prawa, którą przygotowali posłowie, to więc bardzo dobra wiadomość dla złodziei. Teraz kraść będą mogli więcej.

Polub WP Finanse
WP
WP