Shoe Zone to angielski gigant obuwniczy. W Wielkiej Brytanii i Irlandii posiada ponad 550 sklepów i daje pracę 4 tys. osób. Nasz kraj to jeden z potencjalnych kierunków rozwoju sieci. Jeśli jednak prezesi firmy nie przemyślą dokładnie swojej strategii, to mogą skończyć jak rosyjskie Centro, które próbowało przebojem podbić polski rynek, ale mu nie wyszło.
Jednym z problemów, jakie stoją przed Brytyjczykami, jest duże nasycenie rynku, zwłaszcza w segmencie taniego obuwia. Tu rządzą CCC i Deichmanna. Sieci te są dobrze rozpoznawalne w Polsce i mają silną pozycję. Aczkolwiek i one miewają problemy z uszczknięciem większego kawałka z obuwniczego tortu. CCC próbowało wprowadzić nową nową markę sklepów "Boti", jednak nie udało im się zbudować odpowiedniej sieci.
- Sił w tym segmencie próbowali również zagraniczni gracze, np. Street Shoes, czy Boot Square, ale bez większych sukcesów. Firmy zaprzestały ekspansji - skomentowała w "Pulsie Biznesu" sytuację na rynku Beata Kokeli, dyrektorka działu handlowego CBRE.
Nawet jeśli Shoe Zone będzie chciało powalczyć z największymi konkurentami, to Brytyjczykom przyjdzie zmierzyć się z innymi przeciwnościami. Najlepsze lokalizacje w centrach handlowych są już zajęte, a nowe nie powstają zbyt szybko. Jednak, gdyby pojawiło się miejsce dla nowej sieci, to może ona nie pokonać przyzwyczajeń klientów, który przywiązali się już do marek obecnych na rynku.
- Inna sprawa, że wskaźnik liczby par butów, sprzedawanych w przeliczeniu na mieszkańca, jest niższy niż w Europie Zachodniej. To daje perspektywy rozwoju, choć wcale nie jest powiedziane, że wzrost sprzedaży będzie się równo rozkradał między wielu graczy. W konsekwencji może to doprowadzić do konsolidacji rynku - zauważa w rozmowie z "PB" Sławomir Świętochowski, dyrektor zarządzający Kari Poland.
Plany podboju polskiego rynku obuwniczego mieli wcześniej Rosjanie, którzy weszli na rynek m.in. z marką Centro. Nie udało im się otworzyć zakładanej ilości sklepów i firma musiała zweryfikować swoje plany.
Według danych za lipiec 2013 r. rynek odzieży i obuwia w Polsce w 2012 r. wart był blisko 29 mld złotych. Wyniki badania przeprowadzonego w zeszłym roku przez firmę PMR pokazały, że nastroje w branży nie były zbyt optymistyczne. Badane firmy odzieżowe i obuwnicze przewidywały wtedy spadek sprzedaży ze względu na niską konsumpcję. Klienci mając mniej w portfelu wydają swoje pieniądze znacznie ostrożniej. Częściej czekają z zakupami do czasu wyprzedaży. To powoduje, że sklepy mają niższe marże i pomimo teoretycznie zwiększonej sprzedaży mniejszy zysk.
Takie nastroje i sytuacja na rynku powodują, że wejście na polski rynek obuwia nowego gracza będzie wyjątkowo trudne.