Czy stanie się tak znany jak Iga i Lewy? To powinien zrobić Polak
Jeremy Sochan rozpoczyna nowy etap kariery. Po rozstaniu z San Antonio Spurs i wykupieniu kontraktu polski skrzydłowy podpisał umowę z New York Knicks. Trafia do jednego z najbardziej medialnych klubów NBA. Czy Polak wykorzysta szansę?
Polski koszykarz Jeremy Sochan zaczyna nowy etap swojej sportowej kariery. Po tym, jak nie udało się go wytransferować z zespołu San Antonio Spurs przed końcem okienka transferowego w NBA, gracz i klub zdecydowali o wykupieniu kontraktu i nasz skrzydłowy został wolnym agentem. Sochan długo nie pozostawał bez klubu i podpisał kontrakt z New York Knicks.
Właśnie zadebiutował w nowym klubie, rozgrywając 10 minut i zdobywając dwa punkty. W statystykach zapisał też przechwyt, asystę, blok, a jedyne punkty zaliczył po efektownym wsadzie.
Polacy "zostali z kwitkiem". Gorzko o nowym obowiązku
Najdroższe bilety koszykarskie w USA
Knicks, którzy na swoim koncie nie mają wielu sukcesów sportowych, są jednym z najbardziej medialnych klubów w USA. Przy samym parkiecie często zasiadają największe gwiazdy show-biznesu, a hala Madison Square Garden to jedna z najbardziej kultowych aren świata, nazywana jest koszykarską mekką.
Bilety na mecze Knicks należą do najdroższych. Średnio trzeba za nie zapłacić ponad 200 dolarów, cztery razy więcej niż wynosi średnia całej ligi NBA. Akcje Sochana będą oklaskiwali m.in. Timothée Chalamet i Ben Stiller.
Polak jest znany fanom koszykówki, ale nie jest to jak na razie ten kaliber "gwiazdorstwa" co Iga Świątek czy Robert Lewandowski. Gra w Knicks może jednak jego rozpoznawalność w USA znacząco zwiększyć, co może poprawić jego wartość na rynku reklamy. W Polsce Sochan jest m.in. twarzą jednego z bukmacherów.
To postać wyróżniająca się ponad normę, nawet jeśli w ostatnich miesiącach nie miała okazji wykazać się na boisku. Pojawienie się na tak olbrzymim rynku reklamowym w Nowym Jorku da mu zapewne o wiele większe pole manewru. Czasem wystarczy jeden dobry mecz, jedna viralowa akcja czy charyzmatyczna wypowiedź i z pomocą odpowiedniej marki Jeremy może wejść do mainstreamu – mówi WP Finanse dziennikarz i podcaster koszykarski Łukasz Szwonder.
Jego zdaniem dzięki charakterowi i pozytywnemu nastawieniu o wiele łatwiej jest go przez przeciętnego fana NBA polubić "lub, co w zasadzie ważniejsze, zapamiętać".
"Linsanity" pamiętają nie tylko fani kosza
Tak też stało się w przypadku Jeremy’ego Lina w 2012 r. Amerykański koszykarz tajwańskiego pochodzenia rozegrał kilka świetnych spotkań i w Stanach zapanowało "linsanity", coś w stylu naszej polskiej małyszomanii. Z gracza, którego kojarzyli tylko zagorzali fani koszykówki, został gwiazdą, o której pisały wtedy media na całym świecie.
- Jeremy Sochan to charakter. Będąc graczem San Antonio, brał udział w wielu akcjach promocyjnych klubu, pamiętany jest również z występów w reklamach lokalnej sieci supermarketów H-E-B. Jest kojarzony z jednoręcznym rzutem wolnym z początkowych sezonów kariery, a boiskowa zadziorność i uwielbienie do zmiany koloru włosów wzbudzają wśród wielu miłośników koszykówki jednoznaczne skojarzenie z Dennisem Rodmanem – dodaje Łukasz Szwonder.
A transfer to idealna szansa na podbicie swojej wartości na rynku reklamowym.
Każdy ruch transferowy czy wydarzenie związane z zawodnikiem napędza dyskusję i sprawia, że staje się on przedmiotem zainteresowania w dyskursie publicznym. Rośnie też zainteresowanie mediów, które chcą obserwować, jak poradzi sobie w nowym zespole — a to jest samo w sobie bardzo wartościowe i może przełożyć się na wzrost jego rozpoznawalności - mówi WP Finanse Seweryn Plotan z firmy Sponsoring Insight, która zajmuje się badaniami, analizą i doradztwem w zakresie sponsoringu oraz marketingu sportu i kultury.
Ale oczywiście wymagać to będzie pracy samego Sochana.
- Pytanie, czy Sochan będzie chciał wykorzystać tę okazję, żeby popracować nad wizerunkiem i tym, jak jest odbierany, na przykład poprzez identyfikowanie się z barwami klubowymi (co zrobił w debiucie - red.). Jednocześnie nie może stać się "zupełnie inną osobą", bo byłoby to nienaturalne i nieautentyczne - mówi Plotan.
Ekspert podkreśla, że ostatecznie liczy się performance sportowy. Bez niego trudno będzie utrzymać się dłużej w świadomości odbiorców.
Jeremy Sochan trafił do NBA w 2022 roku. Wtedy został wybrany przez ekipę z San Antonio z numerem dziewiątym w drafcie i podpisał czteroletnią umowę, w tym przez pierwsze dwa lata gwarantowaną. Do tej pory zarobił w NBA 23 mln dolarów. Dwa razy – jako debiutant i drugoroczniak – wystąpił w meczach tzw. Rising Stars podczas Weekendu Gwiazd NBA.
Dotychczas wystąpił tylko w 28 meczach sezonu 2025/2026, notując średnio najsłabsze w karierze 4,1 punktu, 2,6 zbiórki i 1,0 asysty.
Sochan będzie trzecim Polakiem, który wybiegnie na parkiet w koszulce Knicks. W 2003 r. nowojorczycy wybrali Macieja Lampe z numerem 30 draftu i spędził on tam sezon 2003/04. Drugim był Cezary Trybański, który rozegrał tam trzy spotkania w sezonie 2004/05.
Michał Krawiel, dziennikarz WP Finanse i money.pl