Wczorajsze zachowanie się rynków po spekulacjach nt. uwolnienia rezerw ropy pokazuje jednak, iż słuszne było i będzie opieranie potencjalnych scenariuszy o czynnik związany z cenami tego surowca. Na fali zwyżek na giełdach kurs EUR/USD wzrósł ponad poziom 1,31, ale nie zdołał naruszyć kluczowych 1,3110-45. Przez chwilę warto jeszcze odnieść się do wczorajszych danych – z pozoru wszystko jest dobrze, ale czy silny wzrost subwskaźnika cen płaconych indeksu NY FED Mfg (do 50,62 pkt. z 25,68 pkt.) należy zignorować? To sygnał rosnących kosztów produkcji, które ostatecznie mogą zacząć być w pewnym sensie przerzucane na konsumenta. Tym samym jakiekolwiek dyskusje na temat programu QE3 (wczorajsze słowa przedstawiciela Goldman Sachs) wydają się coraz mniej zasadne – ewentualny program QE3 jeżeli będzie, to sterylizowany, a zatem nie pomoże rynkom – a wręcz warto zacząć się pomału zastanawiać, czy do „jastrzębiego” Jeffrey’a Lackera, który wczoraj stwierdził, iż stopy procentowe powinny wzrosnąć w 2013 r., nie
zaczną dołączać inni członkowie FED.
Na krótką metę to jednak nie ropa będzie wpływać na rynki , tylko informacje ze strefy euro – chyba, że dzisiejszy wstępny odczyt indeksu nastrojów konsumenckich Uniw. Michigan za marzec o godz. 14:55 będzie słaby (oficjalnie oczekuje się jego nieznacznego wzrostu do 76 pkt.), bo dane o inflacji CPI (godz. 13:30) i produkcji przemysłowej za luty (godz. 14:15), raczej negatywnie nie zaskoczą. Tymczasem jeden z członków Europejskiego Banku Centralnego, Lorenzo Bini-Smaghi w wywiadzie dla Financial Times otwarcie przyznał, iż Portugalia i Irlandia będą potrzebowały dodatkowej pomocy finansowej z Europejskiego Funduszu Stabilności Finansowej. Jego zdaniem łączna kwota drugiego bailoutu na oba kraje może wynieść 180 mld EUR. To otwieranie „puszki Pandory”, bo nie ma pewności, czy aby na pewno nie będzie konieczne jeszcze umorzenie długów na wzór greckiego programu PSI… Zwłaszcza, że inwestorzy szybko „przypomną” sobie też o Hiszpanii, głównie na bazie problemów z nadmiernym deficytem, ale i też pojawiają się inne
niepokojące informacje. Wczoraj Wall Street Journal podał, iż ceny nieruchomości spadły w IV kwartale aż o 11,2 proc., a hiszpańskie banki nadal są mocno zaangażowane w pożyczki dla tego sektora – ponad 400 mld EUR. Niemniej obawy o stabilność strefy euro wrócą ze zdwojoną siłą w momencie, kiedy zobaczymy mocny wzrost cen ropy za kilka tygodni – na bazie potencjalnego konfliktu zbrojnego Izraela z Iranem. Warto będzie też obserwować sytuację polityczną we Francji przed majowymi wyborami prezydenckimi – informacje jakoby Angela Merkel miała forsować swojego ministra finansów Wolfganga Schauble na nowego szefa Eurogrupy od czerwca b.r. mogą okazać się „wodą na młyn” dla przeciwników Sarkozy’ego.