Obrazki z Kijowa jak po apokalipsie. Tak żyją Ukraińcy po ataku Rosjan
Po styczniowych atakach rakietowych Rosji na ukraińską infrastrukturę energetyczną bez prądu i ogrzewania pozostają setki tysięcy osób. Poprosiliśmy mieszkańców Kijowa, którzy zostali w mieście, by pokazali nam, w jaki sposób radzą sobie z codziennym życiem, podczas potężnych mrozów.
Po atakach na ukraińskie elektrownie, stacje wysokiego napięcia i węzły przesyłowe, mer Kijowa Witalij Kliczko przekazał, że w mieście dostępu do prądu nie ma około miliona osób. Mieszkańcy, którzy mają możliwość wyjazdu ze stolicy, często z tego korzystają. W ciągu kilkunastu dni metropolię opuściło około 600 tys. osób.
- Sytuacja w Kijowie jest fatalna. Dotyka ludność cywilną, jak i naszych pracowników humanitarnych - szczególnie mocno rodziny z małymi dziećmi, osoby chore czy z niepełnosprawnościami, seniorów. Jeśli te mrozy się utrzymają i dojdzie do kolejnych ataków wymierzonych w infrastrukturę krytyczną, blackout i ograniczenia w dostawie ciepła czy wody mogą potrwać nawet do końca stycznia - mówi WP Finanse Helena Krajewska, rzeczniczka Polskiej Akcji Humanitarnej (PAH).
W nocy z 19 na 20 stycznia doszło do nalotu, w wyniku którego kolejne 5635 bloków straciło ogrzewanie, a wiele tysięcy innych prąd. Pracownicy sektora energetyki nie nadążają z naprawami sieci. Był to kolejny tego rodzaju atak w 2026 r. Wcześniejsze miały miejsce w nocy z 4 na 5 stycznia, 8 na 9 stycznia oraz 13 stycznia. Dotknęły nie tylko stolicę kraju.
To będzie bardzo długa, ciężka zima dla Kijowa, ale i innych regionów - Charkowa, Dniepru, Czernihowa, Zaporoża - komentuje Krajewska.
Tak radzą sobie Ukraińcy
Ukraińcy pracownicy PAH pokazali naszej redakcji, w jaki sposób radzą sobie z brakami w dostawach prądu, ciepłej wody i ogrzewania. W niektórych mieszkaniach temperatury spadły tak mocno, że na szybach od wewnętrznej strony pojawił się szron. Nasi rozmówcy starają się docieplać pokoje za pomocą przenośnych piecyków gazowych. Temperatury w ich mieszkaniach wahają się między 12 a 18 stopni Celsjusza. W tym czasie na zewnątrz w ciągu dnia maksymalne temperatury wynoszą około -11 stopni, a w nocy spadają nawet do -20.
Jak widać na zdjęciach, wiele części miasta jest całkowicie zaciemnionych. Mieszkańcy wspomagają się latarkami, chodząc po ulicy albo próbując dostać się do mieszkania na klatce schodowej.
Problemy pojawiają się także z przemieszczaniem się po Kijowie. Metro, które dla wielu osób jest podstawową formą komunikacji publicznej, kursuje rzadziej niż zazwyczaj. Ze względu na duże zainteresowanie pasażerom nie zawsze udaje się więc wsiąść do pierwszej nadjeżdżającej kolejki.
Sklepy wciąż otwarte
Jak się dowiadujemy, w normalnym trybie działa natomiast duża część sklepów, teatrów, kin, muzeów czy siłowni. Obecny kryzys energetyczny nie jest pierwszym, z którym muszą zmagać się Ukraińcy od momentu wybuchu wojny. Prywatne firmy zaopatrzyły się w generatory prądu, więc dostęp do pitnej wody i żywności pozostaje niezagrożony. Część osób wykorzystuje także wspomniane obiekty jako miejsca, w których można się ogrzać i naładować telefony.
Ludzie przychodzą tam nie tylko dla rozrywki. W ten sposób podtrzymują swoją kondycję psychiczną. Mogą tam liczyć na wsparcie innych osób w podobnej sytuacji. Głównym celem jest przetrwanie - słyszymy od jednej z osób pracujących w PAH.
Tę ostatnią funkcję, na ulicach pełnią jednak przede wszystkim tzw. mobilne Punkty Niezłomności. Ponad 1000 namiotów rozstawionych przez miejskie władze zaopatrzonych jest m.in. w zapasy jedzenia, ciepłą herbatę i koce. Można w nich także naładować urządzenia elektroniczne. Dla niektórych mieszkańców czas spędzany w namiotach to jedyna szansa na chociaż chwilowy powrót do normalności.
- W tej chwili w naszym budynku nie ma ogrzewania, prądu ani wody. Jest agregat prądotwórczy na olej napędowy, ale zamarzł z powodu ekstremalnego mrozu. Obiecali go ogrzać. Mamy internet i trochę wody - relacjonuje kobieta pracująca w PAH.
Sama do ogrzania mieszkania wykorzystuje piecyk gazowy. Gdy chce podgrzać wodę, stawia nam nim garnek z wodą. - W moim mieszkaniu jest obecnie 16 stopni, a to maleństwo ogrzewa mieszkanie w mgnieniu oka - podkreśla.
Wrzątek służy do przygotowywania jedzenia. Popularne stały się zupki chińskie, owsianki i inne produkty, które można zalać gorącą wodą. Mieszkańcy Kijowa żywią się także kanapkami i suszonym mięsem.
Część osób pracuje w trybie zdalnym w swoich mieszkaniach. Część wykorzystuje do tego celu kawiarnie i biura, które są zaopatrzone w generatory prądu. Trudności sprawia sen w mocno wychłodzonych pomieszczeniach. Nasi rozmówcy korzystają z grubych koców, a także butelek z ciepłą wodą.
"Gotujemy herbatę, dzieci biegają dookoła"
Mieszkańcy Kijowa przyznają, że życie w stolicy wymaga dzisiaj dużej odporności psychicznej. - Brak dostępu do podstawowych potrzeb, wytrąca ludzi z równowagi - słyszymy.
- Pracuję w mobilnym zespole wsparcia dzieci i wiem, że w niektórych przypadkach ich ferie zimowe zostały przedłużone. Jak radzą sobie rodzice? Część wysyła dzieci do krewnych, gdzie jest ciepło. Inni nie mają takiej możliwości i bardzo trudno im się przystosować do takiego życia. Od niektórych kobiet słyszałam, że może lepiej byłoby na jakiś czas wyjechać z kraju - opowiada nam psycholożka Yulia.
- To najstraszniejsza rzecz, jaka mi się kiedykolwiek przytrafiła. Wiem co mówię, bo pochodzę z Ługańska, który przez dwa miesiące był pod całkowitą blokadą. Nie mieliśmy wtedy dostępu do żadnych sklepów, aptek, szpitali - tłumaczy nam inna z rozmówczyń.
W naszym budynku zbudowaliśmy sobie własną odporność. Kiedy nie ma prądu ani ogrzewania, wszyscy wychodzą na zewnątrz, żeby się ogrzać i nawzajem wesprzeć. Gotujemy herbatę w kociołku, podczas gdy dzieci biegają dookoła. Każdy przynosi smakołyki, jakie ma - relacjonuje jedna z psycholożek pracujących w PAH.
Po chwili przyznaje. - Źle to wpływa na naszą kondycję psychiczną. Napięcie, stres. Ludzie mieszkający na wsi czują się lepiej, bo mogą palić drewnem w piecu. W mieście nie ma takiej możliwości i marzniemy. Przepraszam, mamy teraz alarm rakietowy, muszę biec do schronu - urywa rozmowę.
*****
PAH apeluje o pomoc Ukraińcom, którzy starają się przetrwać zimowe miesiące. Wpłat można dokonywać na stronach siepomaga.pl i pah.org.pl (cel Ukraina) oraz poprzez przelew na numer telefonu BLIK 453 021 973 (cel Ukraina).
Zebrane środki są przekazywane na zakup generatorów prądu wraz z paliwem, kuchenki gazowe, zestawy do gotowania, a także koce i śpiwory. Wsparcie trafia do mobilnych Punktów Niezłomności.
Adam Sieńko, dziennikarz WP Finanse i money.pl