Trwa ładowanie...
tusk

SKOK z Platformy do komisji śledczej

Zajadła, skrajnie polityczna nagonka rządu Donalda Tuska na Spółdzielcze Kasy Oszczędnościowo-Kredytowe (SKOK ) weszła już w fazę takiego obłędu, że tylko sejmowa komisja śledcza może wyjaśnić, dlaczego państwo polskie dewastuje spółdzielczość finansową.

Share
SKOK z Platformy do komisji śledczej
Źródło: PAP, fot: Michał Walczak
d1syhaz

Donald Tusk nie cierpi SKOK. Jego posłowie, podległe mu służby i instytucje państwowe, a także część sprzyjających władzy mediów robią wiele, by „problem” ten przestał zaprzątać głowę premiera. Wiele wskazuje na to, że działania państwa w sprawie SKOK są bliższe standardów białoruskich niż zachodnioeuropejskich. By wyjaśnić, co tak naprawdę dzieje się wokół polskiej spółdzielczości finansowej, potrzebne jest powołanie komisji śledczej.

„Wczoraj poczytałem parę ciekawych artykułów na temat reklamy SKOK i udziału PiS w tych reklamach” – mówił w minionym tygodniu na antenie TVN24 Marek Sawicki. Minister dowodził, że państwo ratuje klientów SKOK, bo ma wreszcie nadzór nad Kasami. „Dobrze, że tak się dzieje, natomiast może przy tej okazji rzeczywiście też zobaczymy, jak sitwy PiS poprzez SKOK finansowały własną działalność”.

Swoje dorzuciła również inna „gwiazda” rządzącej koalicji, posłanka Platformy Joanna Mucha, dla której to, co dzieje się wokół SKOK (w domyśle: związki Kas ze złowrogim PiS), jest „zupełnie niedopuszczalne”.

d1syhaz

Czy politycy odpowiedzą za Kasy?

Te wypowiedzi nie wzięły się z powietrza. Minister Sawicki i posłanka Mucha mieli z pewnością w pamięci tekst Bianki Mikołajewskiej-Niemczyk. Dziennikarka „Gazety Wyborczej”, a wcześniej „Polityki”, wyspecjalizowała się w opisywaniu SKOK. Pisze zawsze źle, zawsze w sensacyjnym tonie, zawsze umieszczając działania Kas w kontekście politycznym. Tak było i tym razem. W weekendowej „Wyborczej” po raz kolejny zarzuciła posłom PiS, że prowadzili niegdyś „lobbing” na rzecz korzystnych dla SKOK rozwiązań prawnych. Zdaniem redaktorki w zamian za tę „pomoc” SKOK pomagają teraz PiS, finansując inicjatywy – jej zdaniem – powiązane z działalnością partii. Te argumenty Mikołajewska-Niemczyk przedstawia od lat. Tym razem jednak pojawił się nowy element. Według dziennikarki SKOK powinna się zająć komisja śledcza. „Czy politycy odpowiedzą za Kasy?” – tytułuje swój artykuł Mikołajewska-Niemczyk.

– Rzadko zgadzam się z panią redaktor. Właściwie do tej pory nigdy nie było mi to dane. Ale tym razem muszę jej przyklasnąć. Komisja śledcza w sprawie SKOK to doskonały pomysł!

Wreszcie mielibyśmy szansę wyjaśnić rolę polityków rządzącej obecnie koalicji, ich nominatów w ważnych instytucjach państwowych oraz części dziennikarzy w zorganizowanym ataku na Kasy Kredytowe. A z takim właśnie, zupełnie bezprecedensowym atakiem mamy do czynienia od wielu lat – mówi senator PiS Grzegorz Bierecki, jeden z odnowicieli ruchu spółdzielczości finansowej w Polsce. – SKOK to polskie instytucje, które mają polskie obowiązki i starają się je realizować. Dlatego są solą w oku rządzącej sitwy i dlatego próbuje się je niszczyć przy użyciu wszystkich sił i środków – dodaje Bierecki.

Inspiracja

W 2006 r. podczas transmitowanej przez TVN konferencji prasowej Donald Tusk, wówczas jeszcze bezkompromisowy lider opozycji, oskarżył polityków PiS o „bezwstydny lobbing na rzecz SKOK”. Przyznał, że wcześniej Platforma Obywatelska była „mało skuteczna w tej sprawie”. By uspokoić opinię publiczną, Tusk wyjaśnił: „Ale widzieliśmy kwestię SKOK, informowaliśmy opinię publiczną. Stąd m.in. na przykład seria artykułów w tygodniku „Polityka” wiele, wiele miesięcy temu”.

d1syhaz

Donald Tusk pośrednio przyznał, że nieprzychylne SKOK artykuły prasowe były inspirowane przez polityków Platformy. Takich materiałów – na łamach „Polityki”, Gazety Wyborczej”, antenie TVN i innych mediów wspierających PO – było mnóstwo. Każdy z nich podważał wiarygodność SKOK, uszczuplając najcenniejszy dla każdej instytucji finansowej kapitał. Mimo złej prasy SKOK radziły sobie jednak wciąż nieźle. Przez ponad 20 lat działalności nie upadła żadna z Kas. SKOK, tak jak unie kredytowe na całym świecie, stały się naturalną alternatywą dla banków komercyjnych i firm pożyczkowych. Alternatywą, a więc także konkurencją, zagrożeniem…

Regulacja pod dyktando Gdy do władzy doszła PO, natychmiast zabrała się do „uregulowania” sytuacji SKOK, oczywiście pod sztandarami zapewnienia bezpieczeństwa depozytów ulokowanych w Kasach. Pierwsze skrzypce w pracach nad nową ustawą długo grał poseł Zbigniew Chlebowski, później skompromitowany w aferze hazardowej. Przepisy dotyczące SKOK opracowywali posłowie blisko związani z bankami, a więc konkurencją Kas. Byli wśród nich Sławomir Neumann, urlopowany pracownik Nordei, Jakub Szulc, były pracownik m.in. Banku BPH i Bank of America Polska, Jarosław Urbaniak z Invest Banku czy Jacek Zacharewicz, prezes zarządu Banku Spółdzielczego w Radomsku. Trudno chyba o bardziej jaskrawy przykład konfliktu interesów. Media głównego nurtu przeszły jednak obok tego tematu obojętnie. Zaś Sławomir Neumann na antenie TVP Info dowodził, że wszystko jest w porządku, bo przebywa na urlopie bezpłatnym. Poza tym ustawa, nad którą pracował, ułatwia życie SKOK, a nie utrudnia…

W praktyce ustawa nie tylko faworyzowała banki, lecz także – ograniczając możliwości SKOK – otwierała szeroko drzwi firmom lichwiarskim, udzielającym kredytów o horrendalnym oprocentowaniu. Ideą działania SKOK było właśnie zwalczanie lichwy. Redukując ich możliwości, posłowie Platformy zwiększali możliwości działania parabankom. Ale to przecież nie pierwszy raz, kiedy pokazali, że bardziej niż o kondycję finansową Polaków dbają o własne interesy. Gdy w 2004 r. ruszały pierwsze prace nad ustawą antylichwiarską, ambasador Wielkiej Brytanii w Polsce słał do ministrów pisma w obronie brytyjskiej firmy oferującej pożyczki na wysoki procent. Już wtedy posłowie PO byli przeciwni planowanym restrykcjom, które miały ograniczać lichwę. Pierwsze czytanie ustawy o SKOK odbyło się 22 kwietnia 2009 r. Tego dnia sejmowa podkomisja przygotowała sprawozdanie, które za kilka dni miało znowu trafić do Sejmu. Dwa dni później do oddziałów Południowo-Zachodniej SKOK weszli komornicy, zabezpieczając zgromadzone tam pieniądze. Na
paskach w telewizjach informacyjnych pojawia się sensacyjna informacja o aferze. Nikt nie wyjaśnił, że chodziło o jedną z kilkudziesięciu działających w Polsce Kas (mówi się po prostu „SKOK”). Nikt nie napisał, że strat narobił poprzedni zarząd, a nieprawidłowości wychwyciła kontrola Kasy Krajowej, której właśnie w Sejmie odbierano nadzór nad Kasami.

Służby w grze

Do gry włączyły się też służby specjalne. 25 września 2009 r. ówczesny przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) Stanisław Kluza zwrócił się do szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW) Krzysztofa Bondaryka z wnioskiem o podjęcie czynności, które miały wpłynąć na wynik prac legislacyjnych nad poselskim projektem ustawy o SKOK. Chodziło o wywołanie wrażenia, że depozyty zgromadzone w Kasach nie są bezpieczne. To z kolei miało uzasadnić zmianę systemu gwarantowania depozytów oraz oddanie systemu SKOK pod nadzór KNF. Sprawę ujawnił w swojej interpelacji poseł PiS Maciej Łopiński. Cytował on też notatkę służbową sporządzoną 6 października 2009 r. przez ppor. Pawła Wajsa, zastępcę dyrektora Departamentu Ochrony Ekonomicznych Interesów Państwa i Zwalczania Przestępczości Zorganizowanej ABW. Funkcjonariusz meldował, że Agencja prowadzi czynności „w kontekście prac parlamentarnych nad projektem zmian ustawy o SKOK”. Czy w owym „kontekście” mieściły się tajemnicze przeszukania, zatrzymania i kontrole,
dziwnym trafem odbywające się podczas kolejnych etapów prac nad ustawą? Tego nie wiadomo do dzisiaj.

d1syhaz

Summa summarum Sejm przyjął projekt ustawy. Prezydent Lech Kaczyński skierował ją jednak do Trybunału Konstytucyjnego (TK), wskazując, że aż 72 przepisy są niezgodne z konstytucją. Potem była jednak katastrofa smoleńska, prezydentem został Bronisław Komorowski i szybko wycofał z Trybunału 70 zarzutów. Pozostałe dwa zostały przez TK uznane za niekonstytucyjne. Wciąż aktualne jest pytanie, jaka część ustawy trafiłaby na śmietnik, gdyby Trybunał pochylił się nad wszystkimi przepisami zaskarżonymi przez Lecha Kaczyńskiego.

„Apolityczna” KNF

Dzisiaj SKOK są pod nadzorem KNF. Szefem Komisji jest Andrzej Jakubiak, dawny zastępca wiceprzewodniczącej PO Hanny Gronkiewicz-Waltz w warszawskim ratuszu. Tajemnicą poliszynela jest to, iż został on polecony do pracy w KNF przez Jana Krzysztofa Bieleckiego, jednego z tych przedstawicieli establishmentu, którzy są najbliżej ucha Donalda Tuska. Andrzej Jakubiak, gdy tylko może, zapewnia o swojej „apolityczności”, tolerując jednocześnie nadużycia wśród podległych mu urzędników, odpowiadających bezpośrednio za nadzór nad SKOK (pisaliśmy o tym w tekście „Jak supernadzór zamiótł bank pod dywan”, opublikowanym na łamach tygodnika „wSieci” z 21 lipca 2014 r., nr 30). Kierowana przez Jakubiaka komisja przygląda się „pisowskim” SKOK szczególnie pilnie, a prowadzone przez nią działania z pewnością nie są rutynowe. W 2013 r. Kasa Krajowa otrzymała z KNF ponad 800 różnego po kilka na godzinę. Żądania nadzorcy wobec SKOK są często zmieniane. Zmieniają się ciągle uregulowania dotyczące chociażby szczególnych zasad
rachunkowości.

Przedstawiciele Kas dyplomatycznie nazywają ten stan „niestabilnym otoczeniem prawnym”, choć w rzeczywistości większość SKOK nie może po prostu normalnie funkcjonować. KNF nie chce nawet zatwierdzić wieloletnich prezesów większych Kas, którym przez lata udało się rozwinąć działalność zarządzanych przez siebie instytucji. Rękojmię dostają za to prezesi Kas bardzo małych, niestanowiących większego zagrożenia dla banków czy lichwiarskich firm pożyczkowych. Postępuje marginalizacja Spółdzielczych Kas, KNF otwarcie mówi, że powinny je „ratować” – a więc po prostu przejmować – komercyjne banki. Jednocześnie prorządowe media ciągle piszą o „potężnych” SKOK, które finansują „prawicowe”, „pisowskie” inicjatywy, imprezy i wydawnictwa.

Potrzebna komisja

Zdaniem posła PiS Macieja Łopińskiego powołanie komisji śledczej do rzetelnego zbadania procesu legislacyjnego ustawy o SKOK, a także działań służb i instytucji państwowych wobec Kas jest potrzebne. Postępowanie takie mogłoby bowiem wiele wyjaśnić, zwłaszcza że to, co dzieje się wokół Kas, wpisuje się w znacznie szerszy kontekst. – Niestety mamy coraz więcej dowodów na wykorzystywanie przez ekipę Donalda Tuska państwa, państwowych instytucji do swoich celów. Politycznych, biznesowych, prywatnych. To patologia, którą należy zwalczać – podkreśla poseł Łopiński.

Wojtek Surmacz, redaktor naczelny "Gazety Bankowej", tekst opublikowano w "Tygodniku wSieci", nr 33 2014.

d1syhaz

Podziel się opinią

Share
d1syhaz
d1syhaz