Strefa euro nie za wszelką cenę

Rozmowa z Thilo Sarrazinem, autorem książki „Europa nie potrzebuje euro”

Obraz
Źródło zdjęć: © Fotolia | spaceport9

Czym jest Europa?

Czymś znacznie więcej niż strefą euro.

Nawet w sensie obszarowym?

Nawet.

W pana książce można wyczytać, że Europa była zamkniętym obszarem kulturowym, zróżnicowanym wewnętrznie, dla którego rozwój zrozumiały był sam przez się. Jednocześnie jednak kwestionuje pan, że Europa była jednością. Rzadko, jedynie w momentach zagrożenia.

Według mnie tak właśnie było. Poza tym nie istnieje żadna idea europejska, która mogłaby przysłonić ogólne wymogi ekonomii. Co więcej, nie jest ona potrzebna.

Jeżeli kwestionuje pan jedność Europy, to Europa nie potrzebuje euro. Zgodnie z tytułem pana ostatniej książki.

Uważam, że między sukcesem euro a dalszą integracją europejską nie ma oczywistego związku. Z drugiej strony rozpad strefy euro przyniósłby negatywne skutki dla integracji, więc trzeba uczynić wiele, aby zapewnić jego przetrwanie – ale nie za wszelką cenę.

Kiedy ta cena byłaby za wysoka?

Gdyby, przykładowo, kraje Południa trwale utraciłyby szansę na dalszy rozwój, albo gdyby reguły płynące z projektu wspólnej waluty zaczęły ograniczać konkurencję między krajami strefy euro.

Unia walutowa jest według pana pomysłem czysto politycznym, ale jego uzasadnienie ekonomiczne zawsze było wątpliwe.

Tak, bo trudno sobie wyobrazić, by scentralizowana w Brukseli kontrolowała polityki budżetowe wielu państw, od Hiszpanii aż po Polskę. To niemożliwe. Tak się nie zdarzało i nie zdarza. Interesem poszczególnych państw w Unii Europejskiej jest realizacja ich porządków finansowych w swoim własnym interesie i na własną rękę, ale cały czas wzrasta niebezpieczeństwo bankructwa, któregoś z organizmów państwowych, ponieważ w Unii Europejskiej nie ma ministra finansów, który mógłby drukować pieniądze. To trochę żart, ale nie do końca. Takie jest ryzyko zadłużania się w instytucjach zewnętrznych. Rynek decyduje, czy dana polityka jest zdrowa, czy prowadzi do bankructwa, co oznacza opuszczenie strefy euro. Opuszczenie euro z kolei oznacza porażkę projektu.

W moim mniemaniu podstawowe zagadnienie dotyczy tego, kto finansuje dług publiczny. Jeżeli państwo ma swój bank centralny, nie może w istocie zbankrutować. Można się zastanawiać, czy to dobra sytuacja, kiedy bank centralny w żadnej mierze nie może finansować długu swojego rządu, tylko innych państw. A taka sytuacja jest w Polsce.

Tak, ale w normalnej sytuacji dług jest honorowany przez inne instytucje finansowe, które wiedzą, że za bankiem narodowym stoi siła polityczna. Były dwie tradycje dotyczące banku centralnego. W Niemczech zadaniem Banku Federalnego nie było uczestnictwo w finansowaniu długów państwowych. Inne banki centralne robiły to nagminnie, zwłaszcza amerykański, japoński czy brytyjski. Bank jako pożyczkodawca ostatniej instancji mógł wpływać uspokajająco na rynki. Kiedy go zabrakło, w miejsce ryzyka związanego z inflacją i kursami wymiany pojawiło się ryzyko niewypłacalności, bo bank nie mógł drukować pieniędzy. Ale ostatnie uwagi dotyczą strefy euro.

Mówi pan o wątpliwych uzasadnieniach ekonomicznych dla strefy euro. Dla handlu zagranicznego wprowadzenie wspólnej waluty miało być przełomowe. I statystycznie rzecz biorąc – było.

Jest pan w absolutnym błędzie. Eksport niemiecki do reszty świata wzrósł w ostatnich latach o ponad 150 proc. Udział eksportu do strefy euro zaś ciągle spada. W ostatnich dziesięciu latach z 45 proc. do 39 proc. Mimo wspólnej waluty powiązania Niemiec ze strefą euro słabną.

Mam wrażenie, że o kryzysie w Europie mówi się dwoma językami. Jeden to język oficjalny i PR-owski, znacznie bardziej optymistyczny niż język prywatny, o mniejszym zasięgu, ale bliższy prawdy. Czy podziela Pan taką opinię?

Zdecydowanie. Taka jest prawda. Jestem przekonany, że członkowie gabinetów nie mają pojęcia, jak wyjść z obecnej sytuacji. Europejska unia walutowa rozwija się zgodnie ze swoimi prawami, których szefowie rządów nie potrafią myślowo ogarnąć. Niekiedy przyznają się do tego.

Thilo Sarrazin – niemiecki ekonomista i polityk, był członkiem zarządu Deutsche Bundesbanku. Odpowiadał za niemiecką część koncepcji i realizacji niemieckiej unii walutowej. Słynie z głoszenia niewygodnych faktów z obszaru gospodarki i polityki.

Wybrane dla Ciebie
Dyskryminacja rodziców z jednym dzieckiem? RPO interweniuje u ministra
Dyskryminacja rodziców z jednym dzieckiem? RPO interweniuje u ministra
Na Podhalu narzekają na pocztę. "Oscypek dotarł po miesiącu"
Na Podhalu narzekają na pocztę. "Oscypek dotarł po miesiącu"
Przyniósł 611 butelek i puszek do Auchan. Tyle zarobił rekordzista
Przyniósł 611 butelek i puszek do Auchan. Tyle zarobił rekordzista
Znalazł kopertę z pieniędzmi na ulicy. Oto co z nimi zrobił
Znalazł kopertę z pieniędzmi na ulicy. Oto co z nimi zrobił
Tysiące kilometrów szczypiorku. Dlatego w Biedronce kupimy kenijski
Tysiące kilometrów szczypiorku. Dlatego w Biedronce kupimy kenijski
Proboszcz pokazał rachunek za styczeń. Tyle wyszło za ogrzewanie
Proboszcz pokazał rachunek za styczeń. Tyle wyszło za ogrzewanie
Oszuści próbują przechytrzyć system kaucyjny. Nawet 8 lat więzienia
Oszuści próbują przechytrzyć system kaucyjny. Nawet 8 lat więzienia
5 tys. zł kary dla działkowców. Urzędnicy mierzą odległości od płotu
5 tys. zł kary dla działkowców. Urzędnicy mierzą odległości od płotu
Co stanie się z pieniędzmi w bankach w czasie wojny? Eksperci tłumaczą
Co stanie się z pieniędzmi w bankach w czasie wojny? Eksperci tłumaczą
Najbiedniejsze miasteczka w Polsce. Lider jest na południu
Najbiedniejsze miasteczka w Polsce. Lider jest na południu
Paliwo poniżej 5 zł za litr. Tylko w sobotę 21 lutego w tym mieście
Paliwo poniżej 5 zł za litr. Tylko w sobotę 21 lutego w tym mieście
Pestycydy w herbacie. Oto tłumaczenie Lidla
Pestycydy w herbacie. Oto tłumaczenie Lidla
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI! 👇