Istotne będą także dane o inflacji CPI i PPI, produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej (wszystko za marzec). Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie dzisiejsze doniesienia agencji Reuters, która powołując się na źródła podała, iż PKB najprawdopodobniej wyniósł 11,9 proc. r/r, a inflacja CPI spadła w marcu do 2,4 proc. r/r. Jeżeli dane się potwierdzą, to stworzy to kolejne argumenty dla tych, którzy wierząc w spiskowe teorie dziejów, uważają, iż chińskie dane makro, są „pisane z góry” na kilka miesięcy. Abstrahując jednak od wszelkich spekulacji, dobre odczyty makro z Chin poprawią nastroje na rynkach wschodzących, w tym wokół złotego. Chyba, że Chińczycy, podobnie jak dzisiaj zrobili to Singapurczycy, wykorzystają ten fakt do informacji o nieznacznej rewaluacji kursu juana. Jutro, tj. 15 kwietnia mija przecież termin, po którym USA zagroziły nazwaniem Chin „manipulatorem walutowym”…. A w takim układzie mielibyśmy umocnienie dolara względem większości światowych walut i w takiej sytuacji, nieco
słabszego złotego. Będzie to ostatnia szansa na realizację scenariusza spadkowego w rejon 1,3450-1,35, jeszcze w tym tygodniu i osłabienia złotego w rejo 3,90 zł za euro. Bo opublikowane dzisiaj dane makro pokazały poprawę sprzedaży detalicznej, ale przy jednoczesnej stabilizacji inflacji, co raczej nie jest sygnałem przemawiającym za silniejszym umocnieniem się dolara. Z kolei szef FED przemawiając w Kongresie na temat perspektyw gospodarki, nie odniósł się do obecnego poziomu stóp procentowych. Notowania EUR/USD nie zareagowały zbytnio także na upomnienie, jakie Komisja Europejska udzieliła Portugalii (więcej reform fiskalnych), a także opinię agencji Moody’s, która nie wykluczyła obniżki ratingu dla Grecji, pomimo deklaracji nowych pakietów pomocy przez kraje strefy euro.