Trwa ładowanie...

Ariel Żurawski: Jest nagonka na nas, codziennie są jakieś incydenty. Przestaliśmy jeździć tam, gdzie jest niebezpiecznie

Czy polscy kierowcy mogą się czuć bezpieczni na Zachodzie? Śmierć Polaka pod Calais, w wypadku spowodowanym przez nielegalnych imigrantów, na nowo wywołała dyskusję. - Obóz w Calais niby został zlikwidowany, ale gdy tylko zrobi się ciemno, ci ludzie znowu pojawiają się na autostradzie. Rozmawiam z kierowcami, którzy tam jeżdżą i mówią, że to jest dramat - mówi WP Ariel Żurawski. Szef firmy transportowej, którego kierowca zginął podczas zamachu w Berlinie.

Ariel Żurawski: Jest nagonka na nas, codziennie są jakieś incydenty. Przestaliśmy jeździć tam, gdzie jest niebezpiecznieŹródło: East News, fot: Robert Stachnik/REPORTER
d1ooyuj
d1ooyuj

Głos w tej sprawie zabrał już szef MSWiA Mariusz Błaszczak, który napisał list do swojego francuskiego odpowiednika. Domaga się w nim "zapewnienia bezpieczeństwa polskim kierowcom w rejonie Calais".

Śmiertelny wypadek pod Calais to kolejne tragiczne wydarzenie z udziałem polskiego kierowcy zawodowego po grudniowym morderstwie Łukasza Urbana w Berlinie. Ariel Żurawski, właściciel firmy transportowej, w której pracował Urban, mówi WP jak obecnie wygląda sytuacja w branży.

Jacek Bereźnicki, WP: Czy ostatni wypadek pod Calais to dowód na to, że bezpieczeństwo polskich zawodowych kierowców na północy Francji jeszcze się pogorszyło?

Obóz w Calais niby został zlikwidowany, ale gdy tylko zrobi się ciemno, ci ludzie znowu pojawiają się na autostradzie. Rozmawiam z kierowcami, którzy tam jeżdżą.

I co mówią?

Że to jest dramat, naprawdę trzeba uważać.

d1ooyuj

Odkąd rozpoczęły się problemy w Calais, przestaliśmy jeździć do Anglii. W ogóle nie jeździmy już do Francji, ponieważ często zdarzają się różne rodzaje ataków na kierowców z Polski. Jest nagonka na nas, w ogóle na przewoźników ze Wschodu.

Mówi pan o wrogości ze strony francuskich przewoźników, którzy w ten sposób zwalczają tzw. dumping płacowy kierowców ze Wschodu?

Nie rozumiem, dlaczego mszczą się akurat na kierowcach, przecież oni nie ładują kabotażu, jeżeli coś ładują we Francji, to jadą do Polski czy Niemiec i w żaden sposób nie odbierają pracy Francuzom. Francuzi w ogóle do Polski nie jeżdżą.

Różnych przypadków jest mnóstwo, praktycznie codziennie są jakieś incydenty. Mówiąc krótko, przestaliśmy jeździć tam, gdzie jest niebezpiecznie.

Wideo: imigranci próbują wedrzeć się do ciężarówki w rejonie Calais:

Mówi pan tylko o Francji czy również o innych krajach?

Obecnie w 90 proc. jeździmy do Danii, tam jest jeszcze w miarę bezpiecznie. Albo parkujemy w firmach, albo mamy tam parkingi strzeżone.

d1ooyuj

Wydawało się, że w Berlinie jest bezpiecznie, kierowca stał kilkanaście metrów od firmy. Nikt nie wpadłby na to, że coś takiego może się stać. Na szczęście nie mieliśmy żadnego incydentu od tamtego czasu.

Postanowił pan zająć się wyłącznie bezpiecznymi przewozami po zamachu w Berlinie?

Nie pchamy się do Francji, do Belgii. Także z powodu przepisów, które wprowadziły te kraje. Zaostrzyły wymagania dotyczące dokumentacji. Ale nawet bez tego bałbym się jeździć do Francji. Ciągle słyszy się o zamachach lub o próbach zamachów.

Czy inne polskie firmy z pana branży także w podobny sposób zmieniły sposób działania?

Praktycznie wszyscy moi znajomi z Zachodniopomorskiego, którzy działają w tej branży, obawiają się jeździć do Anglii czy Francji. Problem polega jednak na tym, że jak wszyscy przerzucą się na bezpieczne kierunki, to będziemy odbierać sobie pracę, której i tak jest już coraz mniej.

Odczuł pan już zwiększoną konkurencję na trasach do Danii?

Oczywiście, odczułem. Walka jest każdego dnia, o każdy ładunek. Rynek duński jest bardzo specyficzny, bo znalezienie tam ładunku powrotnego graniczy z cudem. Na szczęście mamy takich klientów, którzy gwarantują nam ładunki powrotne. Ale jest ich coraz mniej.

Czyli bezpieczeństwo jest okupione dużo większym wysiłkiem biznesowym

Zdecydowanie tak.

d1ooyuj
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d1ooyuj