W raporcie Ośrodka Studiów Wschodnich zwrócono uwagę, że technologie montowane w nowoczesnych chińskich pojazdach sprawiają, iż nie są one wyłącznie środkiem transportu, lecz “zaawansowaną platformą multisensoryczną zbierającą multum danych”. Co na to eksperci? Zapytaliśmy o opinię prof. Bogdana Góralczyka z UW.
Autorzy z OSW wskazują, że chińskie auta mogą tworzyć trójwymiarowe mapy infrastruktury, w tym baz wojskowych, a nawet śledzić ruchy wojsk czy umożliwiać zdalne przejęcie kontroli nad pojazdami, co w skrajnym scenariuszu mogłoby prowadzić do blokowania dróg.
Prof. Bogdan Góralczyk, pytany o tezy raportu, podkreśla, że technologiczne możliwości opisywane przez OSW nie są czymś wyjątkowym wyłącznie dla chińskich producentów. Jak zaznacza, "niewątpliwie mają takie możliwości", ale jednocześnie dodaje, że każdy samochód podłączony do internetu - niezależnie od kraju produkcji - może pełnić podobne funkcje. Profesor zwraca uwagę, że podobne zdolności mają także auta produkowane w Japonii, Niemczech czy Stanach Zjednoczonych, a problem nie dotyczy wyłącznie motoryzacji. Jak mówi, "takie możliwości ma każdy sprzęt, począwszy od naszego smartfonu". W tym kontekście apeluje o ostrożność w formułowaniu jednoznacznych tez.
Jednocześnie rozmówca nie neguje, że w przypadku Chin istnieje dodatkowy czynnik polityczny. Zwraca uwagę, że państwo to nie znajduje się w tym samym obozie politycznym co kraje Zachodu i bywa definiowane jako konkurent, przeciwnik lub wróg. W tym sensie, jak podkreśla, "uważać należy", a raport OSW uznaje za wart analizy. W rozmowie pojawia się również kwestia chińskiego prawa, które według raportu może zobowiązywać nawet prywatnych producentów do przekazywania danych państwu.
Prof. Góralczyk przyznaje, że "niewątpliwie jest" to problem, wskazując na autorytarny charakter systemu oraz ustawę o bezpieczeństwie państwa, która obejmuje cały ekosystem technologiczny. Profesor zauważa, że chińskie firmy motoryzacyjne są już realnie obecne na polskim rynku, skoro "jest ponad 30 modeli chińskich na polskim rynku". To oznacza, że dyskusja nie dotyczy hipotetycznej przyszłości, lecz aktualnej sytuacji gospodarczej.
W tym kontekście rozmówca odwołuje się także do relacji europejskich z Chinami, zwłaszcza do znaczenia Niemiec, z którymi polska gospodarka jest silnie powiązana. Jak podkreśla, Niemcy nie mogą sobie pozwolić na pełne zerwanie relacji z Chinami, zwłaszcza w sytuacji utraty rosyjskiego parasola energetycznego i słabnięcia gospodarki.