Trwa ładowanie...
sesja

Czekanie na korektę się nie opłaciło

Warszawska giełda wreszcie przestała oglądać się na kaprysy inwestorów
za oceanem i w Europie. Można to nazwać nadrabianiem zaległości, jeśli ktoś bardzo chce, można też nazwać kontynuacją tendencji zwyżkowej, która idzie własną "ścieżką".

Share
Czekanie na korektę się nie opłaciło
Źródło: Gold Finance
d29b2rz

Warszawska giełda wreszcie przestała oglądać się na kaprysy inwestorów za oceanem i w Europie. Można to nazwać nadrabianiem zaległości, jeśli ktoś bardzo chce, można też nazwać kontynuacją tendencji zwyżkowej, która idzie własną "ścieżką". Nie sprawdziło się ani czekanie na korektę, ani obawy, że rynek pierwotny odetnie giełdę od kapitału i osłabi notowania. Od 5 października, gdy nadzieje na korektę były najbardziej realne, indeks największych spółek zyskał około 12 proc. a WIG wzrósł o prawie 8 proc.

Polska GPW

Warszawskie byki popisały się wczoraj doskonałym wyczuciem, nie poddając się powszechnemu w całej Europie pesymizmowi. Nie dały się tym razem też zwieść spadkom na początku sesji na Wall Street. Nie dopuszczając do większej przeceny, „udeptały” sobie twardy grunt do ataku. I od niego zaczęły dzisiejszą sesję. Indeks największych spółek zaczął od zwyżki o 1,55 proc. Do 2400 punktów niewielu mu brakowało i szybko się „podciągnął”, tylko na moment dając się ściągnąć niedźwiedziom poniżej tego poziomu. Przez większą część sesji były one bezsilne. WIG zaczął od razu ponad poziomem 40 tysięcy punktów i tej zdobyczy nie dał sobie wydrzeć. Na otwarciu wzrósł o 1,26 proc. Po jednym procencie zyskiwały wskaźniki małych i średnich firm.

Liderami wzrostów były akcje Telekomunikacji Polskiej, Lotosu, BZ WBK i KGHM., zyskujące od 2 do 4 proc. Na tym tle słabiej radziły sobie Pekao i PKO, których walory rosły przed południem „tylko” po ponad 1 proc.

d29b2rz

Ostatecznie, po minimalnym osłabieniu w końcówce sesji, WIG20 zyskał 1,86 proc., WIG wzrósł o 1,49 proc., wskaźnik średnich spółek o 1,34 proc. a sWIG80 o 1,33 proc. Obroty wyniosły 1,62 mld zł.

Giełdy zagraniczne

Wczoraj po raz kolejny inwestorzy na Wall Street pokazali swoją przewrotną naturę. Zaczęli handel w bardzo kiepskich nastrojach a na koniec dnia okazało się, że się pomylili i indeksy wzrosły o ponad 1 proc. O ile można zrozumieć, że początkowy pesymizm wynikał z nienajlepszych danych z rynku pracy, to przyczyn euforii z końcowej części sesji doszukać się już o wiele trudniej. Zbyt wiele w obrazie rynku jednak wczorajsza sesja nie zmieniła. Można ją traktować jako odreagowanie po dwudniowej sporej zniżce.

Na inwestorach w Azji wrażenie jednak wywarła. Na wszystkich parkietach indeksy zwyżkowały. Liderem był Shanghai Composite, rosnący aż o 1,85 proc. To jednak chyba efekt wczorajszej informacji o wzroście chińskiej gospodarki, choć jego tempo było zgodne z oczekiwaniami. Indeks w Hong Kongu wzrósł o 1,7 proc. Na pozostałych giełdach zwyżki miały znacznie mniejszą skalę. Nikkei zyskał jedynie 0,15 proc.

Główne giełdy europejskie odreagowywały wczorajszą słabość, ale bez zbytniego entuzjazmu. Indeksy w Paryżu i Frankfurcie zaczęły dzień od zwyżki o około 1 proc. Londyński FTSE zyskiwał 0,8 proc. Przez większą część wartość wskaźników niemal się nie zmieniała. Do większego wzrostu nie pobudziły ich lepsze niż oczekiwano dane dotyczące wskaźników aktywności gospodarczej w produkcji i usługach w strefie euro. Także zamówienia w przemyśle zwiększyły się bardziej, niż się spodziewano. Z kolei gorsze informacje w spadku PKB Wielkiej Brytanii nie spowodowały spadków w Londynie. Oczy inwestorów najwyraźniej zwrócone były na to, co będzie się działo za oceanem. Gdy okazało się, że tam na początku dnia nastroje są dość zmienne, skala wzrostów nieco się zmniejszyła.

d29b2rz

Dobra atmosfera panowała na parkietach naszego regionu, gdzie indeksy zyskiwały po około 1 proc.

Waluty

W czwartek wieczorem amerykańska waluta nie pokazała nic nowego. Wykazała swą tradycyjną uległość wobec wzrostów na Wall Street. O ile w ciągu dnia próbowała dążyć do dolnej granicy poziomu 1,49 dolara za euro, to wieczorem zupełnie spasowała i skończyła powyżej 1,5 dolara za euro. Dziś do południa spokojnie trzymała się tego poziomu, najwyraźniej czekając na Wall Street.

Złoty także trzymał się osiągniętych wczoraj wieczorem poziomów. Za dolara płacono 2,77 zł, euro wyceniano na 4,17 zł a franka na 2,76 zł. Tak spokojnego handlu i stabilizacji nie widziano od dobrych kilku dni. Widać, że na koniec tygodnia wszystkim znudziła się już ta huśtawka.

Podsumowanie

Pisanie o sile naszego rynku i nowych rekordach, pokonywanych przez główne indeksy od kilku dni stało się normą. Ale taka jest smutna dla niedźwiedzi rzeczywistość. Czekanie na korektę jak na razie okazało się strategią niezbyt trafioną. Nie zmienia to jednak faktu, że kupowanie akcji w tej chwili wciąż wiąże się z dużym ryzykiem. Październik jeszcze się nie skończył, ale wszystko wskazuje na to, że nie skończy się żadnym poważniejszym krachem. Widocznie giełdowy kalendarz w ostatnim czasie nieco się rozregulował. W takich czasach miał prawo.

Roman Przasnyski
główny analityk Gold Finance

| Powyższy tekst jest wyrazem osobistych opinii i poglądów autora i nie powinien być traktowany jako rekomendacja do podejmowania jakichkolwiek decyzji związanych z opisywaną tematyką. Jakiekolwiek decyzje podjęte na podstawie powyższego tekstu podejmowane są na własną odpowiedzialność. |
| --- |

d29b2rz

Podziel się opinią

Share
d29b2rz
d29b2rz