W połowie lat 90. na zakup nowej pralki trzeba było przeznaczyć ponad 1, 30 przeciętnej pensji, podczas gdy dziś tylko 40 proc. średniej klasy samochód też jest łatwiej dostępny; w roku 1995 odkładaliśmy na niego równowartość 26,5 średnich wynagrodzeń, teraz zaś wystarczają zarobki z 8,5 miesiąca. Więcej też za średnie wynagrodzenie kupimy chleba, mleka, sera, masła , cukru, warzyw, owoców, jajek czy drobiu.
Mniej kosztują nas nałogi: za przeciętną pensję kupimy dziś 436 paczek papierosów średniej klasy, podczas gdy12 lat temu 429. Zdecydowanie staniała też wódka: średnio zarabiającego Polaka stać obecnie na 147 butelek wódki, podczas gdy w 1995 r. mógł kupić tylko 44 butelki. Dlaczego więc narzekamy, skoro wydatki na żywność nie spędzają nam snu z powiek? Bo coraz więcej wydajemy na utrzymanie mieszkania i usługi. Podrożały - głównie ogrzewanie (o 10 proc. w stosunku do cen z 2001 r.), woda, prąd, gaz. Więcej wydajemy również na inne usługi związane z codziennym życiem: opłaty pocztowe, transport, higienę osobistą, ochronę zdrowia, kulturę, sport czy wypoczynek. To powoduje, że zaczynamy chwytać się za kieszeń, choć już nie należymy do narodów ubogich.
_ Aż 85 proc. ankietowanych uznało, że podwyżki cen żywności i innych kosztów utrzymania są na tyle znaczące, że będą musieli oszczędzać _ - mówi Grzegorz Ogonek, ekonomista w ING Banku Śląskim.