Kupili mieszkania, mają dopłacać. Poszkodowanych jest kilkaset rodzin
Kilkaset rodzin w Trójmieście zostało bez mieszkań, bo deweloper nie doprowadził do końca kilku inwestycji. Karol od miesięcy czeka na lokal, który miał być gotowy, a dziś musi liczyć się z koniecznością dopłaty nawet kilkuset tysięcy złotych.
Jak podaje "Gazeta Wyborcza", kilkaset rodzin w Trójmieście wciąż czeka na mieszkania, za które zapłaciły lata temu. Jedną z nich jest pan Karol (imię zmienione), który w 2021 r. podpisał umowę na lokal w inwestycji Morska Park w Gdyni, realizowanej przez dewelopera Semeko.
Nowy konkurent Żabki w Warszawie. Czy w Blumisiu jest taniej?
Termin przesunięty o rok
Problemy zaczęły się w 2023 roku. – Wtedy dostaliśmy pierwszą informację o "trudnościach". Potem poinformowano nas, że termin przekazania mieszkań przesunięto z 30 listopada 2023 roku na 30 listopada 2024 roku – opowiadał serwisowi pan Karol.
Na początku 2024 roku roboty na inwestycji zupełnie ustały. – Wtedy dotarło do nas, że jesteśmy w czarnej dziurze. Ze strony dewelopera nie było żadnych wiążących informacji. Początkowo trudny kontakt, w końcu całkowicie się urwał. Na nasze pisma nie dostawaliśmy żadnej odpowiedzi – mówił mężczyzna.
Wiosną 2024 r. 100 proc. udziałów w spółce Morska Park przejął fundusz NGU, powiązany z Rockbridge TFI. Pojawiły się jednak kolejne złe wiadomości: nieprawidłowości budowlane czy zajęcia komornicze. Na początku 2025 r. NGU wycofało się z projektu, a powstała nowa spółka – Morska Park Dokończenie.
W maju sąd otworzył wobec Morska Park przyspieszone postępowanie układowe. Z dokumentów wynika, że sprzedano 136 mieszkań za ponad 67 mln zł, a przyczynami problemów miały być pandemia, gwałtowny wzrost kosztów budowy oraz straty aquaparku w Redzie. Propozycja układu zakłada dokończenie inwestycji w 2027 r., ale kosztem dopłat rzędu 2,4–4 tys. zł za metr kwadratowy.
Pan Karol obawia się, że nikt nie jest zainteresowany dokończeniem inwestycji, w której kupił mieszkanie. – Od dwóch lat powinniśmy mieszkać w kupionych lokalach. Zamiast tego, toczą się tylko przepychanki, a nasza inwestycja jest przerzucana z rąk do rąk. Nie wiemy, co będzie dalej. Dochodzą nas słuchy, że postawione mury niszczeją, a to co zostało zbudowane, jest rozkradane – stwierdził.
Nabywcy mieszkań są coraz bardziej sfrustrowani. Jak zaznacza "Wyborcza", za każdą inwestycją stoją ludzie, którzy spłacają kredyty. Do tego stoją przed groźbą wysokich dopłat. W przypadku mieszkania 50-metrowego, konieczność dołożenia 4 tys. zł za m kw. oznacza zapłatę 200 tys. zł.
Źródło: "Gazeta Wyborcza"