Na Podhalu narzekają na pocztę. "Oscypek dotarł po miesiącu"
Na Podhalu narasta fala skarg na Pocztę Polską. Zaginione listy, wielotygodniowe opóźnienia i braki kadrowe sprawiają, że mieszkańcy tracą zaufanie do instytucji. Mieszkańcy mówią wprost, że system przestaje działać.
Problem szczególnie dotyka przesyłek poleconych i korespondencji urzędowej. – O mandacie z fotoradaru dowiedziałem się dopiero od komornika. Listów poleconych ani awiza nie było. Sprawdziłem monitoring, listonosza nie było – mówił "Gazecie Wyborczej" Karol.
Seniorzy są w jeszcze trudniejszej sytuacji. Wielu nie korzysta z bankowości elektronicznej ani ePUAP-u, więc tradycyjna poczta pozostaje dla nich jedynym łącznikiem z urzędami i rodziną.
Nowy obowiązek w warzywniakach. Tu go jeszcze nie widać
Na Podhalu narasta fala skarg na Pocztę Polską
Opóźnienia bywają drastyczne. Świąteczna paczka wysłana w połowie grudnia na odległość 300 km dotarła po miesiącu. "Świąteczny oscypek dotarł do krewnej po miesiącu" - czytamy w "Gazecie Wyborczej". Czas doręczeń - jak twierdzą mieszkańcy Podhala - stał się nieprzewidywalny.
Jeszcze większe problemy pojawiają się przy wysyłkach zagranicznych. List polecony do kancelarii w Chicago przez tygodnie nie opuszczał placówki. Odnalazł się dopiero po miesiącu. Opóźnienia oznaczają też realne koszty: odsetki za rachunki czy kary administracyjne.
Gmina Kościelisko zachęca mieszkańców do korzystania z systemu e-Doręczeń – elektronicznego odpowiednika listu poleconego. Jednak sami urzędnicy przyznają, że rozwiązanie to nie obejmuje wszystkich, zwłaszcza osób starszych.
"Poczta jest niszczona od dekad"
Listonosze nie kryją, że problemem są niskie płace i braki kadrowe. W mniejszych miejscowościach jeden pracownik obsługuje rozległy teren, pojawiając się w danym rejonie co kilka dni.
– Pensje należą do najniższych. Wielu traktuje tę pracę jako dodatkowe zajęcie. Poczta jest niszczona od dekad. Likwiduje się potencjał: budynki, transport, tereny, a przede wszystkim ludzi. Struktura jest archaiczna. Zwolnienia dotykają szeregowych listonoszy, a w ich miejsce powstają kolejne stanowiska dyrektorskie - komentował pracownik PP.
Przyczyny złej sytuacji na poczcie diagnozuje Robert Czyż, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Poczty. Jak twierdzi, zna sytuację na Podhalu i potwierdza, że jest źle. - Za tym stoją decyzje kadrowe i niskie wynagrodzenia, które od lat osłabiają podstawową działalność operacyjną spółki - twierdził.
Podkreślił, że wejście prywatnych operatorów znacząco osłabiło pozycję Poczty. W jego ocenie brak rozwiniętej sieci automatów paczkowych oraz nieskuteczna współpraca między spółkami Skarbu Państwa utrudniają odzyskanie pozycji na rynku.
Źródło: "Gazeta Wyborcza"