Ale nic z tego. Szef nie chce słyszeć o podwyżce. Powiedział mi, że docenia moją pracę, ale obecnie nie może mi dać więcej pieniędzy, bo jesz kryzys. Jak przyznał, jestem jednak na pierwszym miejscu na liście osób, które taką podwyżkę powinny dostać. Może pogodziłabym się z tym, gdyby nie to, co stało się później. Szef przyjął dwie osoby: dziewczynę zaraz po studiach ekonomicznych i chłopaka, który wcześniej przez rok pracował w innej firmie, był zaopatrzeniowcem, załatwiał zamówienia. Bardzo miłe osoby, zostały zatrudnione na podobnym stanowisku do tego mojego. Sama przyuczałam ich, wdrażałam do pracy. Któregoś dnia wyjątkowo zupełnie zajęłam się rozliczaniem wynagrodzeń, bo księgowa, która wcześniej to robiła, nagle zachorowała. Nie było rady, musiałam to zrobić na prośbę szefa, bo terminy nas bardzo ponaglały. Miałam dostęp do listy płac i zobaczyłam, że nowo przyjęte osoby otrzymały wyższą pensję niż ja. Załamałam się, szef zwyczajnie mnie oszukał. Nie rozumiem o co chodzi, może szef kłamie mówiąc, że
jest ze mnie zadowolony? Dlaczego płaci więcej osobom bez doświadczenia, które właściwie nic nie potrafią? Mam 35 lat, jestem dyspozycyjna, bo nie mam własnej rodziny i naprawdę mam potencjał. Bardzo się załamałam, nie mam ochoty pracować, czuję się jak przedmiot. Nie wiem czy zapytać szefa wprost, dlaczego więcej płaci nowym pracownikom niż mnie. Z drugiej strony nie chcę, by nowi pracownicy pomyśleli, że jestem zawistna lub mam coś przeciw nim. Zupełnie nie, niech sobie mają wysoką pensję, chodzi o sprawiedliwość.”