Trwa ładowanie...
d42gsyk

Rynek pracy w USA nadal słaby

W USA rozpoczynał się w sobotę trzydniowy weekend, co mogło obniżyć aktywność inwestorów i sądząc po wolumenie rzeczywiście tak było, To nie znaczy jednak, że nic się nie działo. Po czwartkowym zwrocie i utworzeniu formacji młota (często zapowiada zmianę trendu) byki marzyły o wzrostowej sesji.
Share
Piotr Kuczyński
Piotr KuczyńskiŹródło: Xelion. Doradcy Finansowi
d42gsyk

Gdyby im się to udało to sygnał zostałby wstępnie potwierdzony. Prawdziwym potwierdzaniem byłby powrót nad linię szyi formacji RGR, czyli nad 1058 pkt. Byki potrzebowały tylko jednej rzeczy: dobrych danych makro. Tym razem też ich nie otrzymały.

Miesięczne dane z rynku pracy były słabe. Ilość zatrudnionych spadła o 125 tysięcy. Oczekiwano spadku o 110 tys., więc można powiedzieć, że dane były zbliżone do prognoz. Spadek wynikał przede wszystkim ze zmniejszenia zatrudnienia przy spisie powszechnym (- 225 tys.). Bacznie obserwowane zatrudnienie w sektorze prywatnym wzrosło o 83 tysiące – oczekiwano wzrostu o 112 tysięcy. Wzrost był więc bardzo anemiczny. Jedynym (wątpliwym) plusem było to, że stopa bezrobocia nieoczekiwanie spadła z 9,7 na 9,5 proc. Ten wskaźnik jest w USA całkowicie niewiarogodny, ale w okresach, kiedy rządzą byki wykorzystywany do poprawienia nastrojów. Tyle tylko, że ten spadek wynikał z faktu, że 650 tysięcy ludzi zrezygnowało z szukania pracy (nie dlatego, że nie chcieli pracować). Drugi raport też był bardzo slaby. Zamówienia w przemyśle spadły w maju o 1,4 proc. m/m To był największy spadek od marca 2009 roku.

Na rynku akcji byki usiłowały wytworzyć wrażenie, że dane są bez znaczenia i dlatego też indeksy na początku sesji rosły, ale prawie natychmiast zaczęły się osuwać. Obawy inwestorów zwiększało zagrożenie techniczne: średnia 50. sesyjna praktycznie dotykała średniej 200. sesyjnej. Przebicie z góry dłuższej średniej przez krótszą nazywane jest „krzyżem śmierci” i traktowane jako średnioterminowy sygnał sprzedaży. Takie beznamiętne osuwanie się indeksów trwało przez 3,5 godziny, Indeksy spadły już ponad jeden procent i od tego momentu zaczęły rosnąć kończąc sesję półprocentowym spadkiem (były nawet przez chwilę tuż przed końcem po zielonej stronie). Nie był to sukces, ale z pewnością nie była to też klęska byków. Czwartkowa świeca-młot nadal może zapowiadać zwyżkę.

d42gsyk

GPW rozpoczęła dzień od wzrostu WIG20. Był on bardzo ograniczony, bo na rynkach europejskich wszyscy czekali po prostu na dane makro z amerykańskiego rynku pracy. Rynek reagował na zmiany nastrojów na rykach europejskich nieznacznie zmieniając wartość WIG20. Widać było jednak chęć do kupowania akcji już przed publikacją danych w USA. Jak tylko nastroje w Europie ustabilizowały się (widać było, że rynki chcą rosnąć) to i u nas indeksy weszły w marazm z lekką tendencją wzrostową.

Po pobudce w USA, kiedy wszędzie już królował ostrożny optymizm, indeksy zaczęły posuwać się do góry. Po publikacji danych w USA (niejednoznacznych aczkolwiek generalnie słabych) indeksy zaczęły rosnąć, zawróciły i znowu ruszyły na północ (wszystko w rytm zmian na innych giełdach). Liderem była PKN i KGHM. Nawet późniejsza zmiana nastrojów na giełdach i słabe dane o zamówieniach w przemyśle USA nie zaszkodziła naszemu rynkowi. Wręcz odwrotnie fixing dorzucił jeszcze kilkanaście punktów i dzięki temu WIG20 wzrósł o 1,3 procent zdecydowania oddalając się od wsparcia.

Dzisiaj mamy dzień powyborczy, co może wprowadzić pewne zamieszanie. Wygrał Bronisław Komorowski, kandydat uważany za lepszego dla rynków finansowych. Wielu analityków/ekonomistów liczy na poważne reformy finansów publicznych (nie radziłbym na to liczyć – już za 15 miesięcy wybory parlamentarne…). To może (szczególnie wtedy, kiedy Amerykanie nie przeszkadzają) sprokurować jednodniową reakcję.

Piotr Kuczyński
główny analityk
Xelion. Doradcy Finansowi

d42gsyk

Podziel się opinią

Share
d42gsyk
d42gsyk