WAŻNE
TERAZ

Idzie uderzenie w Glapińskiego? Oto plan ukarania go za SAFE 0 proc.

Pan Andrzej opowiada o franczyzie Afra Kebab i bankructwie © Licencjodawca | archiwum własne

Franczyzobiorcy znanej sieci bankrutują. To miał być łatwy biznes

Adam Sieńko

Wziął w leasing przyczepę i chciał sprzedawać kebaby. Wiedzę, jak na tym zarobić, miała mu dostarczyć spółka Sweet Gallery, franczyzodawca i właściciel marki Bafra Kebab. Dzisiaj mówi: straciłem firmę, ogłosiłem bankructwo, budkę zabrał bank. Przedsiębiorców, którzy oskarżają Sweet Gallery, jest więcej. Spółka odpowiada: o sukcesie bądź porażce decyduje w większości przypadków poziom zaangażowania franczyzobiorcy.

Pan Andrzej* jest jednym z liderów grupy przedsiębiorców, która oskarża Sweet Gallery o wprowadzanie franczyzobiorców w błąd. W rozmowie z WP Finanse przedsiębiorca wspomina, że otworzył swój punkt w 2024 roku.

- O franczyzie Bafra Kebab usłyszałem dwa lata wcześniej. Zrobiłem research w internecie, nic nie wzbudziło moich podejrzeń - opowiada.

"Wejście na wyższy poziom dochodów"

"To gotowe rozwiązanie dla osób, które zarabiają miesięcznie ok. 4-5 tys. zł. My dajemy im biznes, który zapewni miesięczny dochód ok. 10-15 tys. zł. Dla takich osób to wejście na wyższy poziom dochodów" - przekonywał w rozmowie z "Forbesem" Marcin Olesiak, współzałożyciel franczyzy Bafra Kebab .

Życie w Warszawie nie dla singli? Tyle wydają na mieszkanie

Był rok 2023. To wtedy istniejąca od 10 lat spółka Sweet Gallery prowadziła szeroko zakrojoną kampanię marketingową biznesu z kebabami. Olesiak podkreślał, że powstanie konceptu Bafra Kebab było według niego związane z prośbami zgłaszanymi przez franczyzobiorców, którym nie wystarczały już dotychczasowe brandy spółki - "Lodolandia" i "Kołacz na okrągło" - z zasady będące biznesami sezonowymi.

Właściciele Sweet Gallery zapowiadali, że do końca roku chcą mieć łącznie 1000 punktów operujących pod tymi trzema brandami (obecnie łączna liczba lokalizacji przekracza tę liczbę).

Ambasadorem najnowszej marki został Mariusz Pudzianowski.

Trzy lata później Sweet Gallery znalazło się pod ostrzałem byłych franczyzobiorców, którzy chcą złożyć pozew grupowy przeciwko spółce. W momencie pisania tekstu taki zamiar miało zadeklarować około 40 osób.

"Pracowałem 10-12 godzin dziennie"

Działalność franczyzowa miała być tylko dodatkiem do firmy remontowej, głównego biznesu pana Andrzeja. W jego zamyśle budka miała przynosić kilka tysięcy złotych czystego zysku bez rezygnacji z pierwszej działalności.

Nasz rozmówca był przekonany, że skoro Sweet Gallery reklamuje się jako największa sieć street foodu w Polsce, to dostarczy mu także sprawdzony model działania - coś w rodzaju biznesowego samograja. Połączenie know-how i 12 lat własnego doświadczenia w gastronomii wydawało się wówczas dobrym wyborem.

By wprawić ten samograj w ruch, należało jednak zainwestować.

Pan Andrzej pokazuje nam starą ulotkę reklamową. Na grafice Sweet Gallery kusi zarobkami nawet 15 tys. zł miesięcznie, przy inwestycji własnej rzędu 15 tys. zł (obecnie w ofercie opublikowanej na stronie internetowej spółki ta druga kwota wzrosła do 35 tys. zł).

Ulotka Bafra Kebab
Ulotka Bafra Kebab © Bafra Kebab

Na ulotce Sweet Gallery widnieje sylwetka mężczyzny w średnim wieku z podpisem: "Otwarcie punktu Bafra Kebab dało mi to, że więcej czasu spędzam z rodziną".

W przypadku naszego rozmówcy to się nie udało. Wspomina:

- W budce spędziłem łącznie 8 miesięcy. Dzień w dzień. Jedyne dni wolne to Wigilia i Wszystkich Świętych. Pracowałem po 10-12 godzin i na koniec miesiąca nie miałem nic. Po nowym roku moje długi sięgały 20 tys. zł.

Wizja wielkiego sukcesu

Pan Andrzej mówi, że podczas rozmowy przed podpisaniem umowy poczuł się zmanipulowany. Spotkanie miało odbyć się z jednym z przedstawicieli handlowych, przedsiębiorca miał zapoznać się na nim z biznesplanem i całym procesem.

- W trakcie (spotkania - red.) tworzona jest pewnego rodzaju narracja, że ten biznesplan jest uśrednieniem wszystkich punktów. Okazało się, że przedstawione mi obroty są wyciągnięte z najbardziej dochodowych punktów franczyzy, często są punktami własnymi, które do franczyzobiorców nie należą - mówi.

- Mężczyzna, z którym rozmawiałem, przedstawił się jako właściciel dwóch budek, który pomimo pracy na etacie w siedzibie firmy ma swoje dwie przyczepy gastronomiczne, a w jednej zatrudnił nawet swoja mamę. Okazało się, że był koordynatorem punktów własnych Sweet Gallery. Ale to oczywiście wyszło już po czasie – dodaje pan Andrzej.

Pytania o zarzuty dot. franczyzy skierowaliśmy również do Sweet Gallery. Spółka podaje na stronie internetowej Bafra Kebab, że zarobki franczyzobiorców "na rękę" sięgają nawet 15 tys. zł miesięcznie.

Jak zapewnia Krzysztof Olesiak, nie jest to górny pułap dochodów. - Generuje go bardzo duża liczba punktów, ale również bardzo duża liczba punktów, generuje wyższy. Ale czy są lokalizacje, które wypracowują mniejszy? Tak, to też się zdarza. Wszystko zależy od tego, czy są prowadzone poprawnie - przekonuje.  

O tym, że biznes nie spina się z wyobrażeniami, pan Andrzej zorientował się już w drugim miesiącu, kiedy był zmuszony pożyczyć pierwsze pieniądze na wypłaty dla pracowników. Od trzeciego miesiąca pracował sam. Obroty potrzebne do wyciągania zysku na czysto wynosiły, według jego szacunków, 2,2-2,5 tys. zł dziennie.

- Realnie wychodziło mi tymczasem 700-800 zł. Pewnego dnia w kasie na koniec dnia zostało mi 140 zł - wspomina.

Jak do tego doszło? Nasz rozmówca jako jedną z przyczyn wskazuje na lokalizację. Przed wejściem we franczyzę zakładał, że elementem know-how, które dostarczy mu Sweet Gallery będzie sprawdzony pod kątem biznesowym region działalności. Jak relacjonuje, ostatecznie jego budka stanęła na osiedlu, na którym dominowali seniorzy. - Okolica była biznesowo martwa. Miałem tylko paru klientów w porze obiadowej – zaznacza.

Były franczyzobiorca wspomina, że to właśnie od swoich stałych klientów usłyszał, że na osiedlu zaproponowanym mu przez Sweet Gallery funkcjonowały już budki z kebabami, ale upadały w ciągu roku. - Jak więc firma weryfikuje lokalizacje pod względem rentowności? - pyta retorycznie.

Krzysztof Olesiak odpowiada pytaniem na pytanie. - Skoro lokalizacja komuś nie odpowiada, to dlaczego się na nią decyduje?

Wyjaśnia, że franczyzobiorca ma prawo do decydowania o lokalizacji punktu. Na pierwszą propozycję lokalizacji może się nie zgodzić i poczekać aż Sweet Gallery przedstawi mu kolejną. Czasami szukanie kolejnej lokalizacji może trwać od tygodnia do nawet trzech miesięcy, ale spółka zapewnia, że wszystko dzieje się przed uruchomieniem leasingu.

- To nie jest jakaś machina i algorytm, który nagle wybiera kolejnego franczyzobiorcę. Każdy z nich ma opiekuna, który zna jego możliwości i potencjał, zna również możliwości utrzymania standardów jakości sieci - słyszymy.

Krzysztof Olesiak mówi, że o sukcesie bądź porażce franczyzobiorcy decyduje w większości przypadków poziom zaangażowania, dbałość o jakość i doświadczenie klienta. Dodaje, że zdarza się, że Sweet Gallery zastępuje franczyzobiorcę, który notuje straty i z powodzeniem prowadzi w tej samej lokalizacji inny punkt franczyzowy lub własny.

Strona internetowa Bafra Kebab
Strona internetowa Bafra Kebab © Bafra Kebab

- Czy uważają Państwo tę metodę typowania punktów za skuteczną? - pytamy.

- Tak, według naszych obserwacji, przy odpowiednim zaangażowaniu franczyzobiorcy, lokalizacje przynoszą zysk - pada odpowiedź.

Pan Andrzej podjął jednak decyzję – trzeba się wycofać. Ponieważ umowa z Maseko (spółka córka Sweet Gallery ) o dzierżawę terenu była umową terminową, nasz rozmówca zaczął rozglądać się za kimś, na kogo mógłby scedować leasing przyczepy gastronomicznej.

To właśnie ta przyczepa, kupiona od franczyzodawcy jest największym problemem dla większości osób, gdyż w przypadku nabycia budki za 170 tys. zł, raty leasingu mogą wynosić 4 tysięcy złotych brutto.

Sweet Gallery produkuje przyczepy we własnym zakresie. Współpracuje z wieloma wyspecjalizowanymi podmiotami i kontrahentami w zakresie elementów, półproduktów i materiałów do budowy dedykowanych przyczep.

Pan Andrzej zaczął kontaktować się z użytkownikami serwisów, którzy wystawiali przyczepy Bafra Kebab na sprzedaż. Dla franczyzobiorcy to często jedyna droga na opuszczenie franczyzy.

- Okazuje, że w skali kraju są to po prostu setki osób. Problematycznych lokalizacji namierzyłem, wraz z byłymi franczyzobiorcami, już ponad 300. Nikt nie uprzedzał mnie o takim problemie. Spółka twierdzi, że nie gromadzi danych o tym, ile budek zamyka się w pierwszym roku działalności - mówi były franczyzobiorca.

O to, ile osób rezygnuje w pierwszym roku działalności, pytamy sami. - Żaden franczyzodawca nie udostępnia takich danych. Mogę powiedzieć, że w naszym modelu liczba takich osób jest niższa, niż statystycznie na rynku gastronomicznym – zapewnia Krzysztof Olesiak.

Ile kosztuje kebab?

Koszty początkowe, które franczyzodawca początkowo określał na 15 tys. złotych (dzisiaj informuje o 35 tys.), pan Andrzej wyliczył na ponad 60 tys.:

  • 10 tys. zł - zadatek, który trzeba wpłacić przy podpisaniu umowy;
  • 170 tys. netto - koszt zakupu przyczepy (rozbity na raty);
  • 10 proc. wartości przyczepy - koszt leasingu;
  • 4 tys. zł - kasa fiskalna;
  • 6 tys. zł - depozyt za lokalizację za dwa pierwsze miesiące;
  • 15 tys. zł - pierwsze zatowarowanie.

Olesiak: - Na stronie zaznaczyliśmy, że 35 tys. zł potrzebne na start to koszt "od". Na dokładną kwotę składa się wiele czynników. Franczyzobiorca może postawić przyczepę na swojej działce, może wpłacić niższy lub wyższy wkład własny leasingodawcy, przetransportować przyczepę na miejsce własnymi siłami.

Protest franczyzobiorcy przeciwko Sweet Gallery
Protest franczyzobiorcy przeciwko Sweet Gallery © mat. pras.

Na czym miałaby jednak polegać korzyść Sweet Gallery z tego, że franczyzobiorcy nie są w stanie długo utrzymać się na rynku? Szybka upadłość lub wycofanie się z biznesu to przecież dla właściciela franczyzy straty. Pan Andrzej przekonuje, że nie do końca tak jest.

Przedsiębiorca zadzwonił do firmy sprzedającej przyczepy, pytając o wartość "gołej" wersji. Oszacował, że wraz z przeróbkami pod kątem działalności, cena budki zamyka się w granicach 90 tys. zł. Jak wspominaliśmy, Sweet Gallery sprzedaje je za 170 tys. zł.

- Dochodzimy do punktu, w którym los franczyzobiorcy przestaje mieć dla firmy znaczenie. Duży zysk pojawia się przecież już w momencie podpisania umowy – przekonuje.

Krzysztof Olesiak protestuje przeciwko takiemu postawieniu sprawy. Opowiada, że przyczepa jest w pełni wyposażona - lodówkami, zabudową, specjalistycznymi urządzeniami, kamerami, sprzętem gastronomicznym i sprzętem sanitarnym.

- Zdaję sobie sprawę, że można taką przyczepę skonstruować taniej, tak samo jak można urządzić sobie całe mieszkanie tańszymi zamiennikami mebli z sieci, ale chcemy trzymać określony poziom. W naszych przyczepach mamy profesjonalną kuchnię "restauracyjną" na kółkach. Jeżeli ktoś przyszedłby do nas z własną przyczepą, która spełnia nasze standardy, mógłby prowadzić w niej działalność - deklaruje Krzysztof Olesiak.

Po chwili dodaje, że przyczepy są zaprojektowane tak, by mogły służyć franczyzobiorcom jak najdłużej. - Dajemy rok gwarancji - podkreśla.

- Rok gwarancji? Na początku ubiegłego roku musiałem ogłosić upadłość konsumencką. Kebab miał być tylko działalnością dodatkową, przynieść kilka tysięcy złotych zysku miesięcznie. Gdy byłem na pierwszym spotkaniu i pytałem o ryzyko niepowodzenia, usłyszałem, że porażkę ponoszą tylko jednostkowe przypadki. Że to wina franczyzobiorców, którzy się nie starali albo po prostu nie mieli żyłki przedsiębiorców. - mówi pan Andrzej. Gorzko kończy:

- Teraz mam 46 lat, moje długi w pewnym momencie poszły w setki tysięcy złotych. Nie mam nic. Przyczepę zabrał bank. Zostałem z kredytami do spłacenia, straciłem budowaną przez lata firmę i staram się odkuć, pracując na etacie.

100 tys. zł kary

O tym, że sprzedaż przyczep odgrywa nieproporcjonalnie dużą rolę w modelu biznesowym Sweet Gallery, przekonany jest również Maciej Maciejewski. Były franczyzobiorca z Częstochowy wrócił do Polski z pieniędzmi zarobionymi na Wyspach. Postanowił zainwestować we własny biznes. Jego uwaga padła na kołacze węgierskie, których w 2017 r. próżno było szukać w popularnych lokalizacjach handlowych.

Maciejewski wspomina, że na budki ze sprzętem do produkcji kołaczy natknął się w internecie. Zadzwonił na podany numer. Stamtąd został skierowany do Sweet Gallery i należącej do spółki marki "Kołacze na okrągło".

- Nie wiedziałem nawet wtedy, czym jest franczyza. Chciałem tylko sprzedawać kołacze. Pan Marcin Olesiak zapewniał mnie jednak, że jego firma robi szkolenia, dostarcza know-how, zapewnia wsparcie. Przekonało mnie to – opowiada przedsiębiorca.

Pierwsza lokalizacja w częstochowskiej galerii handlowej M1 okazała się początkowo trafiona. - Sam znalazłem to miejsce, ale Sweet Gallery nakłoniło mnie do podpisania umowy z zarządcą za ich pośrednictwem. Dało mi to do myślenia, ale biznes się kręcił. Nie chciałem go stracić. Dlatego, gdy pan Olesiak stwierdził, że brak chęci na leasing kolejnych przyczep może bardzo pogorszyć nasze relacje, zgodziłem się i kupiłem kolejne budki – dodaje nasz rozmówca. Do kołaczy Maciejewski dorzucił kebab.

Z czasem pojawiało się coraz więcej schodów. Maciejewski zaczął narzekać na jakość dostarczanych składników. Mówi, że część z nich lądowało w koszu, tuż po wypieczeniu. Prośby kierowane do franczyzodawcy o zajęcie się tym tematem miały spełznąć na niczym.

Krzysztof Olesiak: - Mamy model biznesowy, który polega na sprzedaży kebaba, nie wykwintnej restauracji. Dbamy o to, by produkt był dobrej jakości, ale też w dobrej cenie.

W 2019 r. Maciej Maciejewski ostatecznie zrezygnował z biznesu franczyzowego. Został z trzema przyczepami, za które w leasingu musiał płacić łącznie ok. 4 tys. zł miesięcznie (gdy je kupował cena budki wynosiła jeszcze ok. 50-60 tys. zł). Umowa z leasingodawcą obliczona była na 5 lat. - Pierwsza myśl? Trzeba wykorzystać budki do zarabiania na własną rękę - opowiada.

Tu pojawiły się kolejne problemy. Franczyzobiorcy podpisują ze Sweet Gallery umowy o zakazie konkurencji w trakcie prowadzenia działalności oraz rok po jej zakończeniu. W przypadku Maciejewskiego oznaczałoby to konieczność zapłaty w ciągu 12 miesięcy niemal 50 tys. zł za przyczepy, których - według umowy skonstruowanej przez Sweet Gallery - nie miał prawa legalnie używać.

Przedsiębiorca postanowił zdjąć logo, zmienić dostawcę produktów, przestawić przyczepę w lokalizację oddaloną o 3 km od poprzedniego punktu i sprzedawać dalej. Sweet Gallery nałożyło za to karę w wysokości 50 tys. zł. Taki sam los spotkał drugą budkę Maciejewskiego. Łączny wymiar kary wzrósł do 100 tys. zł. Nasz rozmówca przegrał sprawę w I instancji i obecnie odwołuje się od wyroku.

- To absurd. Sweet Gallery zarzuca mi, że korzystam z dostarczonego przez nich wyposażenia. A przecież w maszynach do kręcenia lodów nie ma żadnej unikalnej technologii - zauważa.

Po chwili namysłu dodaje, że główny interes Sweet Gallery polega na sprzedaży przyczep.

- Na dalszym etapie franczyzodawca zarabia też na swojej marży narzuconej na czynsz i dostarczany towar. Gdy uruchamiałem punkt z kołaczami, nutella w słoiku kosztowała w sklepie ok. 12 zł. Ja kupowałem ją od franczyzodawcy za ponad 20 zł. Bez wysokiego obrotu, idącego w kwoty rzędu 20 tys. zł miesięcznie, trudno było myśleć o zarabianiu - podkreśla Maciejewski.

Przedstawiciele Sweet Gallery ripostują, że zakaz konkurencji ma chronić innych franczyzobiorców przed nieuczciwą konkurencją.

- Czasami przedsiębiorca po krótkim czasie pracy z naszym know-how uznaje, że jest mądrzejszy od franczyzodawcy i nie chce korzystać z naszego wsparcia. Zdarza się, że takie osoby próbują stawiać punkty obok naszych franczyzobiorców albo naszych punktów własnych. W naszej lokalizacji, próbując negocjować za plecami umowy z naszymi dostawami – zaznacza Olesiak, odnosząc się do przypadku Maciejewskiego.

Maciejewski: - Dostawca "Lodolandii" wraz z maszynami do robienia lodów sprzedaje także własne mieszanki na rynku. Nie rozumiem, jak mogłem zostać posądzony o próby "wykradania" receptur Sweet Gallery.

Współwłaściciel Sweet Gallery mówi, że zapis o zakazie konkurencji nie odbiega od rynkowych standardów. - Były franczyzobiorca nie może w przyczepie prowadzić działalności o tym samym profilu, ale nie ma problemu, by wykorzystywał ją do innych celów - zapewnia Olesiak.

- Jeżeli przedsiębiorca sprzeda maszynę do kołaczy, w budce zostaje lodówka, zamrażarka czy ekspres do kawy. Można tam prowadzić szereg różnych działalności sprzedażowych - przekonuje.

Polska ma problem z franczyzą?

O sprawę pana Andrzej pytamy Magdalenę Madzię ze Stowarzyszenia Ajentów i Franczyzobiorców zrzeszającego przedsiębiorców, którzy czują się poszkodowani przez firmy franczyzowe.

- Historia brzmi, o zgrozo, bardzo klasycznie. Franczyzodawcy świetnie dbają o swoje interesy dotyczące rejonizacji, natomiast sami nie dbają o interesy franczyzobiorców - tłumaczy WP Finanse Magdalena Madzia.

Stowarzyszenie przekonuje o konieczności stworzenia ustawy, która będzie zabezpieczać interesy franczyzobiorców. Jak pisaliśmy w WP Finanse, obecnie rynek reguluje Kodeks Dobrych Praktyk.

Nie jest on jednak dla franczyzodawców prawnie wiążący. Wątpliwości interpretacyjnych jest przy tym bardzo wiele. KAS ma na przykład problem z ustaleniem, kto powinien odprowadzać VAT od sprzedanych towarów - franczyzodawca czy franczyzobiorca. W przeszłości rozstrzygnięcia zapadały już na korzyść jednych i drugich.

Projektem dotyczącym franczyz zajmuje się sejmowa Podkomisja Polityki Społecznej i Rodziny.

- Zlecono dziewięć analiz. Nie zostawiły one suchej nitki na biznesie franczyzowym i potwierdziły wszystko, o czym mówimy od lat - zauważa Magdalena Madzia.

Podkomisja rozesłała do ministerstw pisma z prośbą o stanowiska ws. regulacji. - Z obserwacji rynku wynika, że pozycja franczyzodawców, pomimo że formalnie obie strony umowy są przedsiębiorcami, jest w praktyce silniejsza od pozycji franczyzobiorców, którymi zazwyczaj są mikroprzedsiębiorcy - odpisał podkomisji resort finansów.

Ministerstwo dodało, że liczba wniosków, w których "franczyzobiorcy wyraźnie poruszają kwestię ekonomicznego władztwa nad towarem otrzymanym od franczyzodawcy, wykazuje tendencję wzrostową". Samych wniosków ma być jednak na razie stosunkowo niewiele.

Magdalena Madzia dodaje, że standardem rynkowym powinny stać się prospekty informacyjne prezentowane przed podpisaniem umowy. Znalazłby się w nich biznesplan, przewidywana lokalizacja, analiza otoczenia, a także potencjalne przychody i koszty.

- Nie może być tak, że franczyzodawca ukrywa takie informacje, jak te, że kasę fiskalną można serwisować wyłącznie u danego serwisanta i kosztuje to pięć razy więcej niż na rynku lokalnym. To ukryte zyski franczyzodawców, które potrafią pogrzebać biznes podpisujących z nimi umowy mikroprzedsiębiorców - kończy Madzia.

Krzysztof Olesiak: Jako Sweet Gallery jesteśmy zwolennikami ustawy franczyzowej. Chętnie będę współuczestnikiem rynku uregulowanego.

Współwłaściciel Sweet Gallery wielokrotnie podczas rozmowy odpierał zarzuty, mówiące, że spółka skupia się na zarabianiu na sprzedaży przyczep. Tłumaczy:

- W centrali mamy około 250 osób z czego 20 to ludzie pracujący w terenie, którzy zajmują się wyłącznie pomocą franczyzobiorcom. Jednorazowo, na wizycie biznesowej spędzają średnio 3 godziny. Czy trzymałbym takich pracowników, gdyby nie zależało mi na sukcesie franczyzobiorców? Mógłbym przecież sprzedać przyczepę, zorganizować webinar i życzyć wszystkim powodzenia.

* Dane naszego rozmówcy zostały zanonimizowane na jego prośbę. Jak tłumaczy, w jego umowie z franczyzobiorcą znajdowała się klauzula, zakazująca wypowiadania się negatywnie na temat spółki Sweet Gallery.

Adam Sieńko, dziennikarz WP Finanse i money.pl

Wybrane dla Ciebie
Wesela i komunie podrożeją o kilkaset złotych. Nieoczywisty powód
Wesela i komunie podrożeją o kilkaset złotych. Nieoczywisty powód
Gigant z branży gier zwalnia. Pracę straci ponad 1000 osób
Gigant z branży gier zwalnia. Pracę straci ponad 1000 osób
Kupiłeś nowy telewizor? Musisz go zgłosić. Po tym czasie 915 zł kary
Kupiłeś nowy telewizor? Musisz go zgłosić. Po tym czasie 915 zł kary
Ten sam produkt, dwa różne składy. Mamy komentarz Biedronki
Ten sam produkt, dwa różne składy. Mamy komentarz Biedronki
Mamy trzech nowych Lottomilionerów. Oto gdzie kupili losy
Mamy trzech nowych Lottomilionerów. Oto gdzie kupili losy
Darmowe baseny i siłownie w Warszawie. Jak wziąć udział w losowaniu?
Darmowe baseny i siłownie w Warszawie. Jak wziąć udział w losowaniu?
Turysta zaskoczony polskim sklepem. "To chyba polska wersja 7-Eleven"
Turysta zaskoczony polskim sklepem. "To chyba polska wersja 7-Eleven"
Zebrali ziemniaki, nie mogą ich sprzedać. "Od miesiąca telefon milczy"
Zebrali ziemniaki, nie mogą ich sprzedać. "Od miesiąca telefon milczy"
Znajdź liczbę 46. Mało kto robi to w mniej niż 20 sekund
Znajdź liczbę 46. Mało kto robi to w mniej niż 20 sekund
Poznajcie "zabójcę" snu. Lepiej pozbyć się go ze swojej sypialni
Poznajcie "zabójcę" snu. Lepiej pozbyć się go ze swojej sypialni
Gwiazdor nie chce zostawić dzieciom swojej fortuny. Oto dlaczego
Gwiazdor nie chce zostawić dzieciom swojej fortuny. Oto dlaczego
Koniec sporów o smród? Nowe prawo na horyzoncie. Oto propozycje zmian
Koniec sporów o smród? Nowe prawo na horyzoncie. Oto propozycje zmian