Niedługo się pojawią. Za kilogram tych grzybów płacą ponad 3 tys. zł
W Polsce ich zbiór jest mocno ograniczony, dlatego część grzybiarzy szuka ich za granicą, m.in. na Słowacji. Mowa o smardzach. Gdzie ich szukać i skąd biorą się ich wysokie ceny? O tym rozmawiamy z grzyboznawcą Wiesławem Kamińskim.
W połowie marca Wiesław Kamiński, autor bloga nagrzyby.pl, pojechał na Słowację sprawdzić, czy pojawiły się już pierwsze smardze. Jak podkreśla, na ich wysyp trzeba jeszcze chwilę poczekać.
– Od 26 lat zbieram smardze na Słowacji. Pojechałem sprawdzić, jak wygląda tam sytuacja: czy jest wilgotno i czy zalega jeszcze dużo śniegu. Myślę, że na najbliższe smardze na Słowacji trzeba poczekać jeszcze około 2-3 tygodni – mówi w rozmowie z WP Finanse Wiesław Kamiński, grzyboznawca, autor bloga nagrzyby.pl.
Nowy rywal Pepco i Action. Właśnie otworzył pierwszy sklep w Polsce
Niedługo pierwsze smardze pojawią się w lasach
Ekspert zaznacza, że kluczowe znaczenie mają warunki pogodowe, zwłaszcza wilgotność i temperatura.
– W górach było ostatnio dużo śniegu, ale wiatr wysuszał ściółkę. Przydałby się deszcz i utrzymujące się ciepło. Smardze nie lubią dużych spadków temperatury. Krótkotrwałe przygruntowe przymrozki są w stanie przetrwać, ale dłuższe okresy mrozu powodują obumieranie owocników. To czy będzie dużo, czy mało smardzów, głównie zależy od pogody, wilgotności i od tego, żeby nie było dużych przymrozków, żeby po prostu zima nie wróciła – tłumaczy.
Smardze na Słowacji pojawiają się zazwyczaj w połowie kwietnia, choć wiele zależy od regionu. – Na niższych wysokościach temperatury są wyższe, więc grzyby pojawiają się wcześniej. W górach, gdzie zbieram je na Słowacji, sezon przypada na drugą połowę kwietnia i maj – zaznacza Wiesław Kamiński.
Jak wskazuje grzyboznawca, na Orawie, w rejonach górskich, największy wysyp smardzów stożkowatych przypada zwykle na okres od 1 do 3 maja. Wtedy są już stosunkowo duże.
Zgodnie z tym, co mówi ekspert, smardze stożkowate najczęściej rosną wśród lepiężników, w pobliżu potoków. To ich główne naturalne środowisko.
Nawet 5 tys. zł kary
W Polsce sytuacja jest bardziej skomplikowana. Do 2014 r. smardze były objęte ścisłą ochroną. Od ponad dekady podlegają ochronie częściowej. Oznacza to, że można je zbierać m.in. w ogrodach, szkółkach leśnych, uprawach ogrodniczych i na terenach zieleni. Zbieranie okazów rosnących poza tymi miejscami grozi karą grzywny.
Mimo tych ograniczeń smardze występują także w Polsce, szczególnie – jak wskazuje Kamiński – w cieplejszych regionach, np. na Górnym Śląsku.
Zdaniem Kamińskiego problemem nie jest sam zbiór, lecz ochrona naturalnego środowiska tych grzybów.
– Uważam, że powinno się chronić przede wszystkim ich naturalne środowisko. Samo zbieranie im nie szkodzi. Przez 26 lat obserwacji zauważyłem, że osoby zbierające smardze w koszykach przyczyniają się do rozsiewania zarodników, dzięki czemu grzyby pojawiają się także w nowych miejscach – zaznacza.
Łatwo o pomyłkę z trującym grzybem
Zbieranie smardzów nie należy jednak do najłatwiejszych zadań. Chociaż smardze uchodzą za grzyby jadalne, łatwo pomylić je m.in. z trującą piestrzenicą kasztanowatą. Podobieństwo wynika głównie z pory występowania, bo kształt kapelusza smardza i piestrzenicy – zarówno kasztanowatej, jak i olbrzymiej – jest zupełnie inny. Oba te gatunki pojawiają się wiosną.
Smardz stożkowaty bywa mylony także z naparstniczką czeską, która pojawia się w lasach wcześniej niż smardze. Jest ona bardzo podobna do smardza jadalnego, jednak główną różnicą jest to, że jej kapelusz nie tworzy całości z trzonem.
– Jeśli chodzi o naparstniczki czeskie, to na Słowacji już się pojawiają, ale raczej w cieplejszych miejscach. W Polsce w ogóle nie można zbierać naparstniczek, ponieważ są pod ochroną – zwraca uwagę Wiesław Kamiński.
Ile kosztują smardze?
Smardze, ze względu na rzadkość występowania, osiągają wysokie ceny. – W ubiegłym roku sezon był słaby. Smardze nie są grzybami występującymi masowo, trzeba się sporo nachodzić. To, ile uda się zebrać, zależy od konkretnego roku – podkreśla.
Jak wynika z jednej z ofert na Allegro, 60 g smardzów stożkowatych to wydatek rzędu 200 zł, co daje około 3,3 tys. zł za kilogram.
– Teoretycznie smardze są dopuszczone do obrotu handlowego, ale można je sprzedawać tylko wtedy, gdy pochodzą z miejsc nienaturalnych, na przykład z terenów, gdzie została wysypana kora — na działkach czy w ogrodach. Trudno jednak o takie ilości, które pozwalałyby na realny handel – podkreśla grzyboznawca.
Podejmowane są próby uprawy smardzów również w Polsce. Kamiński sam eksperymentuje z grzybnią, licząc na pierwsze efekty w najbliższych latach.
– Mam znajomego, który zajmuje się produkcją grzybni, i w tym roku zaszczepiłem ją w pięciu różnych miejscach u znajomych. Liczę, że może jeszcze w tym roku, a jeśli nie, to w przyszłym pojawią się pierwsze smardze. W Chinach od lat prowadzi się ich uprawę na dużą skalę i zarabia się na tym. W Polsce producenci grzybni nie osiągnęli jeszcze takiego poziomu technologicznego, ale podejmowane są próby w tym kierunku – zaznacza.
Grzyboznawca liczy na to, że w najbliższym czasie ochrona tych grzybów zostanie zniesiona, jak niektórych innych grzybów, które do tej pory były pod ochroną, a obecnie są z niej wyłączone.
Ile smardzów można uzbierać podczas jednej wyprawy? Kamiński przyznaje, że w udanym roku na Słowacji można uzbierać maksymalnie 1 kg grzybów podczas jednej wyprawy.
– Smardze są lekkie, delikatne, w środku puste. Mnie cieszy już znalezienie kilku sztuk. Lubię też fotografować i filmować, więc traktuję to jako formę odpoczynku i okazję do odkrywania nowych miejsc – podsumowuje.
Paulina Master, dziennikarka WP Finanse