oszustwo
14-11-2018 (13:02)

Nieistniejący profesor leczy głuchotę olejkiem

- Za 28 dni możesz cieszyć się 100% sprawnością słuchową. Bez aparatu! - pisze prof. Feliks Jaworski na przypominającej serwis informacyjny stronie internetowej i proponuje krople do uszu za 137 złotych. Profesor, podobnie jak cudowny lek na głuchotę, nie istnieje.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Profesor, podobnie jak cudowny lek na głuchotę, nie istnieje.
Profesor, podobnie jak cudowny lek na głuchotę, nie istnieje. (WP.PL, Fot: WP.PL)
WP

Nowoczesna metoda leczenia głuchoty olejkiem jest rewolucyjna i może wyrzucić z rynku niewygodne i drogie aparaty słuchowe. Używanie kropli ma umożliwić regenerację receptorów słuchowych, które obumierają wraz z wiekiem u każdego.

Strona reklamowa i sprzedażowa "cudownego" preparatu przypomina portal informacyjny, a tekst reklamy stylistycznie skonstruowany jest jak materiał prasowy.

Za podanymi w tekście informacjami stoi autorytet - prof. Feliks Jaworski. Nie ma co prawda informacji o uczelni, z którą współpracuje, dowiadujemy się za to, że jest nominowany do nagrody Nobla. Za co? No oczywiście za cudowny olejek - Auresoil - antidotum na głuchotę.

WP

Wystarczy kilka minut wertowania internetu żeby dowiedzieć się, że laryngolog, prof. Feliks Jaworski, nie istnieje. A tym bardziej nie ma go na liście nominowanych do nagrody Nobla. Zdjęcie, umieszczone na stronie reklamującej preparat, to zwykła, stockowa fotografia.

Okazuje się, że prof. Jaworski wcześniej występował pod innym nazwiskiem - Romuald Kosiński. Też był profesorem, też nominowano go do nagrody Nobla za lek na głuchotę. Krople nazywały się nieco inaczej - Biostenix. Ale reszta jest niemal identyczna.

Czytaj też: Zakaz handlu w niedziele. Wojna na promocję sprawia, że wydajemy więcej

Tak jak historia o cudownym uzdrowieniu matki profesora, która pojawia się przy obu wersjach.

WP

- Zaledwie po 3 tygodniach mama wyznała szczęśliwa i cała w skowronkach: "Synku, słuch mi wrócił, zupełnie jak za młodych lat! Ty wynalazłeś antidotum na głuchotę! Ilu ludziom to pomoże! Tak bardzo Ci dziękuję" - czytamy na stronie reklamującej preparat.

Tę samą historię prof. Jaworski opowiada w kilku językach. M.in. po czesku - gdzie figuruje jako Jaromir Kosinský czy węgiersku, gdzie przedstawia się nazwiskiem Richárd Vagyok.

Olejek z pieniędzy

Rzekomo cudowne krople przedstawiane są jako alternatywa dla drogich i niewygodnych aparatów słuchowych.

WP

- Koszt aparatu to 2 do 12 tys. zł i nie jest to jednorazowy wydatek. Potrzebne są również baterie, których roczny koszt to ponad 400 zł! Nawet jeśli kogoś stać, by lekką ręką wydawał takie pieniądze, to nie uniknie innych wad tego urządzenia - czytamy w reklamie "cudownego" preparatu. Buteleczka kropli kosztuje "tylko" 137 złotych.

Tymczasem, jak twierdzą prawdziwi lekarze, wlewanie sobie czegokolwiek do ucha nie naprawi uszkodzenia słuchu.

- Ten preparat zamówił mój mąż, który ma problemy ze słuchem - opowiada nasza czytelniczka, pani Elżbieta. - Gdy powiedział o tym podczas wizyty u laryngologa, lekarz się zaśmiał i powiedział, że olejek który leczy słuch nie istnieje. Uszkodzenie jest nieodwracalne i nie da się go naprawić kropelkami. Padliśmy ofiarą oszustwa.

- Informacja na wskazanej stronie internetowej dotyczy olejku pielęgnacyjnego, a nie wyrobu medycznego. Według posiadanej wiedzy specjalistów w literaturze nie zostało opisane działanie przedstawione na stronie - piszą w odpowiedzi na nasze pytania specjaliści z Centrum Słuchu i Mowy MEDINCUS. - Strona nie zawiera informacji o składzie, informuje jedynie, że jest to olejek pielęgnacyjny. Wymieniony specjalista, autor produktu nie jest znany w środowisku medycznym.

WP

Zwrotów brak

Na uwagę zasługuje model dystrybucyjny "cudownego" specyfiku. Skłądając zamówienie, płacimy nie za krople, a za "udział w klubie rabatowym". Preparat dostajemy gratis, więc jeśli okaże się, że krople nie działają, nie możemy ich zwrócić czy reklamować.

- Sprzedawca nie jest stroną umowy na zakup Produktów Rabatowych, a jedynie sprzedaje Bony, zatem nie ponosi odpowiedzialności za jakość, bezpieczeństwo lub zgodność z prawem Produktów Rabatowych nabytych z wykorzystaniem Bonów, ani za rzetelność i dokładność informacji zawartych w Reklamie, za możliwość lub prawo Usługodawców do sprzedaży Produktów Rabatowych, ani za wypłacalność Użytkowników składających Zamówienia - czytamy w dostępnym na stronie regulaminie.

Inne Oblicza Historii
Podziel się
WP

- To jest działanie mające na celu obejście przepisów - komentuje Jakub Dziekciowski, radca prawny. - Można bez problemu udowodnić, że intencją obu stron umowy jest w takim przypadku zakup konkretnego produktu, ale to wymaga postępowania sądowego.

Marketing czy oszustwo

Zdaniem specjalistów od marketingu, reklama "antidotum na głuchotę" granice dobrego smaku przekracza.

- Sama forma tej strony, czyli stylizowanie jej na portal informacyjny, pokazywanie pana w fartuchu jest dopuszczalna. Niedopuszczalne jest natomiast podawanie nieprawdziwych informacji - komentuje dr MagdalenaSkorek z Uniwersytetu Warszawskiego. - Tutaj mamy nieistniejącego pana profesora, co już stanowi naruszenie zasad.

Zobacz też: Na polski rynek wciąż trafiają zabawki bez atestów. Mogą stwarzać zagrożenie dla zdrowia i życia dzieci

Specjaliści zwracają jednak uwagę na to, że reklama "kropli na głuchotę" jest przygotowana umiejętnie i osoba, która ją projektowałą, ma pojęcie o polskim prawie.

- W reklamach suplementów diety czy wyrobów medycznych nie mogą występować lekarze. Tutaj mamy postać profesora, ale czy on jest lekarzem? To nie jest wprost powiedziane - mówi dr Magdalena Skorek. - Takich przypadków jest niestety dużo i egzekwowanie przepisów wobec firm stosujących takie praktyki jest trudne.

Czytaj też:Promocja czy nabijanie w butelkę? Sprawdzamy gazetki z marketów

- Zespół uznał, iż reklama nie była prowadzona w poczuciu odpowiedzialności społecznej i zawiera treści, które mogą nadużywać zaufania odbiorców lub wykorzystywać ich brak doświadczenia lub wiedzy oraz treści, które mogą wprowadzać odbiorców w błąd co do właściwości reklamowego produktu. Zdaniem Zespołu, przedstawiony w reklamie mężczyzna tytułowany jako „profesor", może wprowadzać odbiorców w błąd ponieważ sugeruje, że produkt jest rekomendowany przez naukowca lub osobę posiadającą wykształcenie medyczne lub farmaceutyczne lub sugerującą posiadanie takiego wykształcenia - pisze o reklamie preparatu Rada Etyki Reklamy, która opinię w tej sprawie wydała pod koniec września 2018 roku.

Mimo to, produkt wciąż jest dostępny. O komentaż poprosiliśmy Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta. Na odpowiedź czekamy.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Polub WP Finanse
WP
WP