Trwa ładowanie...

Pracownicy marketów i ich klienci

Niewiele ponad tysiąc złotych netto zarabia 59-letni kasjer w jednym z trójmiejskich marketów

Share
Pracownicy marketów i ich klienciŹródło: PAP/ Leszek Szymański
d13nwc1

*Niewiele ponad tysiąc złotych netto zarabia 59-letni kasjer w jednym z trójmiejskich marketów. Jak mówi, niskie zarobki to nie jego największy problem. „Ruszaj się okularniku”, „przez tego dziadka będziemy stali w kolejce do jutra”, „kto przyjął do pracy takiego starego niedołęgę” – m.in. takie obelgi słyszy od klientów niemal każdego dnia. *

Tomasz Wyrzykowski przez kilkanaście lat pracował jako kierowca ciężarówek. Potem zrobił licencję i przez kilka lat był taksówkarzem. Ale wskutek pogarszającego się wzroku pracodawca go zwolnił. Przez 1,5 roku szukał innego zatrudnienia. Z powodu schorzenia, praca w charakterze kierowcy w jego przypadku nie wchodziła już w grę. Zarejestrował się w urzędzie pracy i nauczył się obsługiwać kasę fiskalną. Po kilku miesiącach i kilku tygodniach szkoleń przyjęto go do pracy w jednym z supermarketów (pracodawca otrzymał dotację z urzędu pracy na zatrudnienie osoby w wieku przedemerytalnym). Ale Tomasz i tak jest wdzięczny szefowi. Bo o tę pracę ubiegało się kilkunastu młodych kandydatów. Problemem są jednak klienci. Nie da się zaprzeczyć, Tomasz pracuje wolno.

d13nwc1

- Dopiero się uczę, poza tym jestem stary i niedowidzący. Wiadomo, że będę wolniejszy. Jednak klienci traktują mnie jak śmiecia. Widzą, że ledwo daję radę, ale niemal codziennie słyszę aroganckie uwagi, że poruszam się jak mucha w smole, że przez te grube szkła pewnie nic nie widzę i że zaraz się pomylę przy oddawaniu reszty. Nie rozumiem skąd ten brak tolerancji wobec starszych, przecież ci ludzie muszą mieć ojców, dziadków. Do nich też tak mówią? – zastanawia się Tomasz Wyrzykowski, mieszkaniec Gdańska. Kasjerzy w wieku przedemerytalnym pracują też w magazynach, obsługują wózki widłowe i jeżdżą na tzw. myjkach (urządzenia, które czyszczą podłogę). Pracodawcy starają się obsadzać nimi mniej eksponowane stanowiska. Ale jak twierdzą, są przydatni. Pracują solidnie.

- Mieliśmy niedawno czterdziestolatka, skierowanego do pracy przez urząd pracy. Był ambitny, ale pracował wolno. Coś pomylił, coś źle nabił. Tak się zdenerwował, że dostał zawału. Wzywaliśmy pogotowie. Jednak ci starsi pracownicy są zrównoważeni, dokładni, zależy im na pracy. A młodzi? Zabalują, potem dzwonią, że biorą wolne. Ciągle coś im się nie podoba. Ja cenię starszych pracowników. Uwagi pod ich adresem to kwestia braku kultury klientów – uważa Wioletta Hajman, kierowniczka działu elektrycznego w jednym z dużych sklepów budowalnych.

Wysłuchiwanie obelg to kłopot nie tylko starszych pracowników. Anna, kasjerka w supermarkecie, ma wadę wymowy. Jak twierdzi przynajmniej raz w tygodniu ktoś z klientów jej to wytyka.

- Już mi wytykali, że powinnam się nauczyć mówić. Albo, że tu jest Polska i się mówi po polsku, a nie po chińsku. Jak można tak obrażać ludzi? To głębszy problem, bo klient w markecie czuje się jak pan i władca. Wpada w furię, gdy musi chwilę dłużej poczekać. A gdy kasjer się pomyli, to prawie zawsze wzywany jest kierownik działu – mówi Anna, ukończyła ekonomię na Uniwersytecie Gdańskim, od ponad roku pracuje jako kasjerka, nie mogła znaleźć innej pracy. Wojciech (tez w wieku przedemerytalnym) od ponad miesiąca pracuje w jednym z warszawskich supermarketów. Nasłuchał się ciężkich wyzwisk, gdy nie chciał przyjąć karty płatniczej. Klientka podała mu kartę swojego męża.

d13nwc1

- Kolejka była gigantyczna, a klientka zaczęła mnie przekonywać, że wiele razy już robiła w taki sposób zakupy. Trawo to kilka minut. Pozostali klienci zaczęli się denerwować. Mówili, że nie ma czasu na zastanawianie się, mam przyjąć kartę i obsłużyć kolejnego klienta. Jakiś facet stwierdził, że jeśli zaraz kolejka się nie przesunie to chyba da mi w twarz. Zdenerwowałem się tak bardzo, że zrobiło mi się słabo. Z tych ludzi wręcz kipiała agresja. Pomógł mi ochroniarz, przyszedł też kierownik. Pochwalił, że dobrze zrobiłem, nie przyjmując karty. Bo były już takie przypadki, że po rozwodzie żona postanowiła wyczyścić konto męża – opowiada Wojciech Górski.

Obsługują tysiące kupujących jednego dnia

Pracownicy i związkowcy proszą o wyrozumiałość dla zatrudnionych w supermarketach. Wielu z nich pracuje po godzinach, obsługując tysiące klientów jednego dnia. Często są zwyczajnie wykorzystywani, muszą się na to godzić, bo innej pracy nie mają. Ich zarobki najczęściej nie są adekwatne do pracy. Na przykład w Warszawie, kasjer z 2-letnim stażem zarabia miesięcznie 1,5 tys. zł netto – pracuje w systemie zmianowym. Zaś emeryt w Gdańsku dorabiający jako kasjer może liczyć na 560 zł na rękę. Z kolei 42-letnia kasjerka w jednym z gdańskich marketów otrzymuje na rękę 1,9 – pracuje zmianowo, również w nocy.

- Niektóre supermarkety traktują podwładnych jak niewolników. Płacą grosze za ogromną harówkę. Przecież kasjerzy dostają pensję za miesiąc pracy lub za godziny, a nie za ilość obsłużonych klientów. Pensja jest taka sama czy się obsłuży sto, czy tysiąc klientów. Taka sama czy przez kasę przejdzie kilka kilogramów towaru, czy kilka ton – mówi Romuald Gorczyński, trener i headhunter, szkoli pracowników dużych sklepów.

d13nwc1

Ma być lepiej, a będzie jak zwykle

Od kiedy sklepy wielkopowierzchniowe zostały wzięte pod lupę, sytuacja osób w nich pracujących zaczęła się poprawiać. Zauważa to Państwowa Inspekcja Pracy. Zwraca uwagę, że poprawiło się m.in. przestrzeganie przepisów dotyczących wynagrodzeń i czasu pracy, a ocena przestrzegania przepisów dotyczących ręcznego transportu towarów przez pracowników jest porównywalna z innymi krajami europejskimi. Nie zmieniło się natomiast jedno. Z całą pewnością nie jest to praca dla każdego.

ad,MA,WP.PL

d13nwc1
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d13nwc1
d13nwc1