Trwa ładowanie...

"Wszystkiego się odechciewa na tym bezrobociu"

Wskaźnik bezrobocia, według danych GUS, w końcu stycznia br. sięgnął 13 proc. Analitycy ostrzegają przed skokowym wzrostem liczby osób bez zatrudnienia.
W urzędach pracy jest zarejestrowanych ponad 2 mln osób. Około 50 proc. z nich to długotrwale bezrobotni – pozostają oni bez stałego zajęcia dłużej niż 12 miesięcy.

Share
"Wszystkiego się odechciewa na tym bezrobociu"Źródło: thinkstock
d2hjv1n

Na bezrobociu wszyscy tracą

Jeden bezrobotny w skali roku oznacza stratę dla budżetu rzędu 16 tys. zł. Nie odprowadza podatków, nie opłaca świadczeń. Na tym, że nie pracuje, traci też gospodarka. A szukanie zajęcia to w Polsce często prawdziwa droga przez mękę. Przeciętnie po utracie pracy Polak potrzebuje 8 miesięcy, by znaleźć nową. To czterokrotnie dłużej, niż w przypadku mieszkańca Holandii. Jedną z przyczyn tego stanu rzeczy jest niewydolność polskiego systemu pośrednictwa. Bezrobotni, gdy mowa o urzędach pracy, machają tylko ręką.

Mała skuteczność systemu wiąże się z kolei z niewystarczającą liczbą pracowników. W Polsce na jednego pracownika urzędu pracy przypada ok. 1 tys. bezrobotnych. – Aby pracować skutecznie, pośrednik powinien obsługiwać dziennie około 10 bezrobotnych – mówił dyrektor PUP w Gdańsku Roland Budnik w rozmowie z „Gazetą Prawną”.

d2hjv1n

Inny powód to zbyt małe pieniądze przeznaczane na aktywizację bezrobotnych w skali kraju. W ubiegłym roku na aktywne formy przeciwdziałania bezrobociu przeznaczono 7 mld zł. W tym roku miało to być 3,2 mld zł. Dużo wskazuje na to, że na ten cel uda się wygospodarować dodatkowe 2 mld zł.

Jak ich zaktywizować?

Wraz ze wzrostem poziomu bezrobocia rośnie też liczba osób tracących motywację do poszukiwania i podjęcia pracy. Zgodnie z obserwacjami psychologów pracy, stopień motywacji u osoby szukającej zatrudnienia zaczyna spadać już po miesiącu bezowocnych poszukiwań.

W przypadku wielu osób tej tendencji nie udaje się już powstrzymać. Tracą one zainteresowanie pracą. Mogą nie być w stanie jej podjąć, nawet jeśli pojawi się satysfakcjonująca oferta. Często wpadają przy tym w depresję. Rosnące bezrobocie oznacza więc zarazem rosnącą liczbę ludzi straconych dla rynku pracy.

Oferty aktywizacji bezrobotnych często spotykają się z brakiem zainteresowania. Nie do wszystkich też docierają. Z danych MPiPS wynika, że w ciągu pierwszych 10 miesięcy ub. roku z różnych form aktywizacji i wsparcia skorzystało ponad 850 tys. osób. Przez urzędy pracy przewinęło się w tym czasie ok. 3 mln osób. Władze krajowe i lokalne starają się zaktywizować bezrobotnych „prośbą i groźbą”. Obniżanie zasiłków, zaostrzanie kryteriów przyznawania świadczeń, skreślanie z listy bezrobotnych osób unikających szkoleń czy uczestnictwa w przygotowaniu zawodowym – to coraz powszechniej stosowane metody.

d2hjv1n

W sierpniu 2010 w Gdańsku miał zostać rozpoczęty pilotażowy program aktywizacji bezrobotnych. Po raz pierwszy w Polsce miały włączyć się do niego prywatne agencje zatrudnienia. Inauguracja systemu usprawniającego pośrednictwo pracy zakończyła się falstartem. Zgłosiły się dwie agencje, żadna z nich nie spełniła wymogów formalnych. Przetarg unieważniono.

Program rozpoczął się w październiku. Agencja Randstad, która od blisko pół roku szuka pracy dla grupy bezrobotnych, na razie nie odnosi sukcesów. Oferty pracy są, zainteresowania nie ma. Pracę do marca 2010 podjęło ok. 3 proc. spośród 300-osobowej grupy.

Włączenie agencji zatrudnienia w proces aktywizacji przyniosło wymierne efekty w zachodnich krajach. Dlaczego na razie nie sprawdza się u nas? – To łatwo wytłumaczyć – odpowiada mieszkaniec Trójmiasta, po powrocie z Anglii od pół roku bez pracy. – Agencje kierują oferty w dużej części do przybyszów z innych krajów. Im więcej emigrantów, tym lepsze będą miały osiągnięcia.

Szukać pracy? Można, ale…

Dlaczego bezrobotni nie chcą szukać pracy? Przyczyn jest wiele: małe zarobki, szara strefa, obawa przed podjęciem ryzyka, nałogi. Czasami, coraz częściej, depresja i zniechęcenie. A również poczucie degradacji, poniżenia. – Praca za 1 tys. zł w sytuacji, gdy przed zwolnieniem zarabiało się 4 tys., to totalny upadek – komentują. – Po odliczeniu wszystkich opłat, kosztów dojazdu, nie zostaje nic. W dodatku cały dzień jest zajęty. Więcej zarobi się na fuchach. Jak coś nie pasuje, to się nie pracuje. Na etacie tak się nie da.

d2hjv1n

Pan Janek z okolic Trójmiasta miał nawet pomysł, żeby wziąć unijną dotację i wydawać lokalną gazetę. – Po kalkulacji wyszło mi, że będę w stanie wziąć w leasing sprzęt, zebrać reklamy i wydawać gazetkę. Dla samego wydawania, po to, żeby coś robić. Nie straciłbym, ale i nie zyskał. Po namyśle doszedłem jednak do wniosku, że to bez sensu. Bieganie, załatwianie, dokumenty, terminy… Tylko po to, żeby urzędowi wypadł z listy jeden bezrobotny? – wzrusza ramionami. – Gdy ktoś mnie pyta, dlaczego bezrobotni nie szukają pracy, odpowiadam: to się po prostu zbyt często nie opłaca.

Tomasz Kowalczyk/JK

d2hjv1n
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d2hjv1n
d2hjv1n