"To błąd ludzki". Znalazła dziesiątki listów. Poczta się tłumaczy
Mieszkanka krakowskiego bloku przy ul. Sołtysowskiej znalazła stos listów adresowanych do mieszkańców pobliskich osiedli. Oburzeni lokatorzy obawiają się o bezpieczeństwo korespondencji. Poczta Polska tłumaczy się "błędem ludzkim".
W skrzynce pocztowej w jednym z bloków w Krakowie znalazł się stos listów adresowanych do mieszkańców pobliskich osiedli. Wśród nich były listy z banków, sądów oraz rachunki za prąd. - Naliczyłam 26 kopert i 3 widokówki. Aż się zdziwiłam, bo rzadko ktoś dziś wysyła pozdrowienia z innego kraju czy miasta. Żal, że nie dotrą do adresatów - powiedziała "Gazecie Wyborczej" jedna z lokatorek.
Mieszkanka wyraziła swoje oburzenie, pytając, czy listonoszowi po prostu nie chciało się roznieść poczty i zostawił ją w pierwszym możliwym miejscu. Zwróciła uwagę, że wśród porzuconych przesyłek znajdowały się ważne dokumenty zawierające dane osobowe.
Wielki powrót polskiej marki. Prezes ujawnia, co go uratowało
Kobieta próbowała interweniować, kontaktując się z najbliższą placówką pocztową. Otrzymała zalecenie, by napisać skargę.
"To błąd ludzki, który listonosz próbował jak najszybciej naprawić. Trudno to oczywiście usprawiedliwiać. Za zaistniałą sytuację przepraszamy naszych klientów. Deklarujemy, że w przypadku jakichkolwiek problemów wynikających z zaistniałej sytuacji, zadbamy o to, aby zostały one szczegółowo wyjaśnione i rozliczone" - odpowiedział na pytanie "Gazety Wyborczej" rzecznik Poczty Polskiej.
Braki kadrowe wśród pocztowców
"W rozdzielniach występuje duży deficyt rąk do pracy. Najbardziej braki kadrowe widać jednak wśród listonoszy. To jest tragedia. Doszło do tego, że firma wprowadza pilotaże, które polegają na tym, że listonosze obsługują swój rejon co drugi lub co trzeci dzień, a nie jak dotychczas - codziennie" - mówił w ubiegłym roku WP Finanse Piotr Moniuszko, przewodniczący Wolnego Związku Zawodowego Pracowników Poczty.
Efekty zwalniania osób doręczających przesyłki bywają czasem bardzo dotkliwe dla mieszkańców. Jak pisaliśmy w WP Finanse w poznańskich dzielnicach Piątkowo i Naramowice listonosze przez pewien czas przestali przynosić listy do skrzynek. Po odbiór tych ostatnich trzeba było stawić się osobiście w placówce. Poczta Polska tłumaczyła, że to efekt "standardowej absencji chorobowej".
Źródło: krakow.wyborcza.pl, WP Finanse