WP

Afera LPP - racjonalne działanie czy przekręt?

Nie cichnie oburzenie na fakt, że spółka LPP przeniosła znaki towarowe do podmiotów zarejestrowanych na Cyprze i w Emiratach Arabskich. Wielu internautów krytykuje firmę i nazywa jej działanie oszustwem podatkowym. Jednak ekonomiści i znawcy prawa stają murem za zarządem odzieżowego giganta..
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Afera LPP - racjonalne działanie czy przekręt?
(Facebook)
WP

Nie cichnie oburzenie na fakt, że spółka LPP przeniosła znaki towarowe do podmiotów zarejestrowanych na Cyprze i w Emiratach Arabskich. Wielu internautów krytykuje firmę i nazywa jej działanie oszustwem podatkowym. Jednak ekonomiści i znawcy prawa stają murem za zarządem odzieżowego giganta.

"LPP - właściciel marek Reserved, House, Mohito i Sinsay - to oszuści podatkowi. Żeby nie płacić podatków w Polsce, wyprowadzają zyski do fikcyjnych spółki Gothals na Cyprze i Jaradi Limited w Emiratach Arabskich. Fikcyjnych, bo w rzeczywistości obie spółki-wydmuszki... należą do firmy LPP" - napisali twórcy profilu "Reserved: Nie kupuję u oszustów podatkowych".

*LPP SA (Zobacz notowania spółki ») *

WP

We wtorek profil został zablokowany przez portal z powodu naruszania praw "podmiotu trzeciego". Wściekli fani dają upust swojej złości na profilu marki Reserved, chociaż w komunikacie prasowym nie wymienia się jej wśród znaków towarowych przeniesionych za granicę. Są to: House, MOHITO i Sinsay. Co więcej niezgodność profilu z polityką FB zgłaszało wielu indywidualnych użytkowników, nie można więc jednoznacznie stwierdzić, że blokada została nałożona na wniosek firmy.

Czytaj także: Bojkot Reserved zablokowany »

Nieetyczne postępowanie?

Chociaż niepochlebnych opinii pod adresem spółki LPP przybywa, zwłaszcza na fanpage'u najpopularniejszej marki tej firmy, to jednym głosem z protestującymi mówią jedynie przedstawiciele organizacji pozarządowych.

WP

- Wszelkie działania dotyczące optymalizacji podatkowych stosowane przez duże firmy nie są korzystne dla państwa - przekonuje Maria Huma z organizacji Clean Clothes Polska, która zajmowała się sprawą katastrofy fabryki w Bangladeszu, w której znaleziono metki produktów LPP.

- Optymalizacja podatkowa to po prostu unikanie podatków, co jest działaniem nieetycznym, choć niestety nie nielegalnym. Jest to nie fair, nie tylko w stosunku do państwa, w znaczeniu małych i średnich przedsiębiorstw oraz zwykłych obywateli płacących uczciwie podatki. Zapomina się przy tym, że to właśnie z podatków finansowane są usługi publiczne, takie jak służba zdrowia, edukacja, infrastruktura itp. - ocenia Daria Żebrowska-Fresenbet z działu rzecznictwa i kampanii Instytutu Globalnej Odpowiedzialności. - Europa traci na tym procederze około biliona euro rocznie. W jeszcze gorszej sytuacji są kraje globalnego Południa, które tracą więcej niż wynosi cała kierowana do nich pomoc rozwojowa - dodaje.

Czytaj także: Klienci LPP wzywają do bojkotu. Firma "wyprowadza się" z Polski »

Żebrowska-Fresenbet ubolewa, że w Polsce mówi się o optymalizacji podatkowej, nie zauważając złych stron takich operacji. - Na szczęście decydenci zauważyli problem i temat rajów podatkowych znalazł się już na agendzie Unii Europejskiej - dodaje.

WP

Jak w wywiadzie dla WP.PL powiedział Ryszard Florek, właściciel firmy Fakro oraz jeden z najbogatszych Polaków, bojkot ten jest nieuzasadniony. Przede wszystkim przedsiębiorstwo musi być konkurencyjne. - Jeśli Polacy kupowaliby w Reserved, dlatego że to polska firma, to oczywiście ona nie ma prawa stąd uciekać. To byłoby wzajemne zobowiązanie: my kupujemy, wy płacicie podatki. Boję się jednak, że akurat tutaj ten mechanizm nie działa do końca w ten sposób - zauważa.

Florek zaznacza, że w odzieżówce wszyscy produkują w Chinach, LPP też więc musi to robić. Trzeba byłoby sprawdzić, czy ich główni konkurenci biznesowi Zara czy H&M także uciekają przed podatkami do rajów podatkowych. Jeśli tak, to znaczy, że nie możemy mieć do LPP żadnych pretensji.

Nagonka na polskiego giganta

Ryszard Florek nie jest osamotniony z oceną postępowania LPP. Z bojkotem nie zgadzają się znawcy ekonomicznych realiów, zasad działania rynków i prawa podatkowego.

WP

Jak zauważa Mateusz Kamiński, doradca podatkowy z kancelarii KNDP, działania i decyzje podmiotu gospodarczego, jakim jest LPP, mają na celu zysk i tak jest w tym przypadku. - Zważywszy, że to jedna z największych i najlepiej rozwijających się polskich prywatnych firm ciężko zakładać, by takie działanie miało inny cel niż gospodarczy. W końcu znaki towarowe, czyli marki, to podstawa działalności na rynku konkurencyjnym, zwłaszcza międzynarodowym, a tak jest w tym przypadku - komentuje ekspert.

Czytaj także: Te sieci handlowe nie płacą podatków w Polsce»

Jak podkreśla Kamiński, lokalizowanie znaków towarowych poza Polską to korzystanie z legalnych, zgodnych z prawem możliwości. - Takie działania optymalizacyjne wykonują największe firmy na świecie, tak bowiem funkcjonuje dzisiejsza globalna gospodarka, brak jest argumentów za tym, by nasze firmy miały pozostawać w tyle - dodaje.

Niekorzystanie przez LPP z możliwości, które pozwalają na zmniejszenie kosztów, jest po prostu nierozsądne. Spółka musi zakładać, że jej konkurencja z takich działań skorzysta i powstałe w ten sposób oszczędności przeznaczy na rozwój, na co jej nie byłoby w tym momencie stać.

WP

Bojkot marek "LPP" krytykuje również ekonomista Krzysztof Rybiński. Mówi wręcz, że go nie rozumie i nie przypomina sobie takiej fali oburzenia i krytyki w sytuacji, kiedy cała masa zagranicznych korporacji, które funkcjonują w Polsce przy pomocy sprytnych trików księgowych transferuje zyski za granicę i w naszym kraju nie płaci podatków wcale.

- Na przykład zmieniając polskie marki na nazwy zagraniczne, płacą duże opłaty licencyjne po to, żeby obniżyć podatek należny. Nie pamiętam, żeby jakaś fala krytyki czy nagonka się przez media przelała. A jeżeli robi to polska spółka, która jako jedyna w tej części świata podjęła skuteczną walkę z takimi gigantami; jak Zara czy H&M i w interesie wszystkich Polaków powinno być, żeby taka firma jak LPP się rozwijała jak najszybciej, to nagle pojawia się problem - komentuje Rybiński.

Ekonomista podkreśla, że dzięki takim firmom, jak LPP powstaje dużo dobrze płatnych miejsc pracy. - I nie mówię tutaj o takich miejscach pracy jak w Biedronce na kasie, tylko żeby rozwijać spółkę na arenie międzynarodowej trzeba stworzyć w centrali w Polsce świetnie płatne miejsca pracy dla ludzi, którzy będą nadzorowali ten biznes w skali globalnej. Teraz na taką firmę robi się nagonkę.

Były wiceprezes NBP podkreśla, że obecna sytuacja jest dla niego kompletnie niezrozumiała. To, by polskie firmy stosowały te same zasady optymalizacji podatkowej, co konkurencja jest pożądane. Tylko w ten sposób mają szansę stawić im czoła. Rybiński przypomina, że polskie firmy mają o wiele gorszą sytuację niż ich konkurencja. - Są młodsze, mniej doświadczone, wszak przez 50 lat nie można było w Polsce prowadzić własnej działalności, i muszą walczyć o swoją pozycję z konkurencją, która ma marki znane na całym świecie - zaznacza.

- To robią ludzie, którzy albo mają jakąś ukrytą agendę - nie mam pojęcia jaką - albo po prostu są niedouczeni i nie rozumieją, na czym polega budowanie silnej polskiej gospodarki. Gdyby w Polsce byłoby tysiąc takich firm, jak LPP, to bylibyśmy bogatym krajem. Przez taką nagonkę, jaka została uruchomiona, to szansa, że stworzy się kolejne firmy tej skali, z takim sukcesem maleje - dodaje zniesmaczony Rybiński.

Oszustwo podatkowe?

Stwierdzenie, że firma dopuszcza się przestępstwa (wszak oszustwo podatkowe jest karalne) pojawiło się w nazwie profilu na Facebooku. Czy jego autorzy mają prawo do tak ostrych osądów?

- Oszustwo podatkowe ma miejsce wyłącznie wtedy, gdy ktoś w sposób niezgodny z prawem wykonuje działania, których efektem jest zmniejszenie płaconych przez niego podatków. Przy czym oba te warunki są równie istotne. Zmniejszenie obciążeń podatkowych musi wynikać z działań niezgodnych z prawem - wyjaśnia Mateusz Kamiński.

Doradca podatkowy podkreśla, że to wszystko jest kwestia prawa. Powszechnie przyjmuje się, że jeżeli coś nie zostało zabronione, to można to robić. Tyczy się to tak samo prawa do zgromadzeń czy wolności słowa, jak i dokonania transakcji handlowych. - Można oczywiście oceniać takie działania jak te, które omawiamy, z perspektywy moralności. Każdy ma prawo do własnego stanowiska, ale sama negatywna ocena z naszej strony jakiegoś działania nie pozwala na określanie czegoś, jako oszustwo - podsumowuje ekspert.* Współpraca: Jan Bolanowski*

Polub WP Finanse
WP
WP