"Niczego się nie spodziewałem, byłem tego dnia w pracy jak co dzień. Miałem nawet spotkanie z klientem, bo negocjowałem warunki umowy. Cieszyłem się, bo udało mi się ustalić dobre warunki. Po spotkaniu szef wezwał mnie, myślałem, że chce mi pogratulować dobrego kontraktu. Rozsiadłem się w fotelu z uśmiechem, nalałem wody, która stała na stoliku. Czułem się dobrze, nawet zrelaksowany, wiedziałem, że odwaliłem kawał dobrej roboty. A tu taki cios. Szef wstał podszedł do mnie i chwycił za ramię. Zaczął się jąkać, miał rozbiegany wzrok. Nie rozumiałem, o co mu chodzi. Mówił, że jest ze mnie bardzo zadowolony, dlatego tak mu ciężko, że słyszał o umowie, że wie, że to mnie zaboli, ale pracy jest dużo, a z moim doświadczeniem na pewno coś znajdę. Podał rękę. I tyle. Stałem osłupiały, dalej nie rozumiałem. Zapytałem, o co chodzi. A szef wtedy odpalił, że mnie zwalnia. I że chociaż mam prawo do wypowiedzenia, to wolałby, żebym już dziś zabrał swoje rzeczy i się wyniósł. Gdy pytałem dlaczego, on stwierdził tylko, że
efekty mojej pracy nie są satysfakcjonujące. Byłem w szoku, bo wcześniej nie otrzymywałem żadnych sygnałów, a może ich nie zauważałem?" - pisze greg.