Koniec kart kredytowych

W naszych portfelach jest coraz mniej kart kredytowych. Przez ostatnie półtora roku ich liczba spadła o niemal 2,5 mln. To efekt zaostrzenia kryteriów ich przyznawania związanych z kryzysem. Banki jednak z łatwego zarobku na kartach nie chcą rezygnować.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Koniec kart kredytowych
(Jupiterimages)
WP

Jeszcze niedawno kartę kredytową dostawał każdy i wszędzie. Bierzesz w supermarkecie kredyt na zakup telewizora? W prezencie kredytówka. Kredyt hipoteczny? Karta pomoże ci urządzić mieszkanie. Tankujesz na stacji paliw? To może zapłacisz kartą kredytową z logo stacji.

Ale złote czasy kart kredytowych się skończyły. Banki zauważyły, że są one obciążone większym ryzykiem niż kredyty gotówkowe. Przez półtora roku odsetek zagrożonych umów urósł w tym segmencie o ponad 5 proc. Z tego powodu zaprzestano rozdawać je każdemu. Ich liczba nieustannie spada - wynika z danych NBP. I tak jak na koniec 2009 roku Polacy mieli ich w swoich portfelach niemal 11 mln sztuk, a dziś jest to tylko 8,4 mln.
- Banki czyszczą niebezpieczne karty. Wiele takich nieużywanych pustaków leżało gdzieś tam w szufladzie, istniało ryzyko że w kryzysie sięgną po nie osoby, które miałyby później problem z ich spłaceniem - tłumaczy Michał Sadrak, ekspert Open Finance.

I tak na przykład Sygma Bankowi, który jeszcze niedawno był liderem rynku, tylko w ciągu ostatniego półrocza ubyło 0,5 mln kart kredytowych! A to zapewne jeszcze nie koniec czyszczenia.

WP
Liczba kart kredytowych według kwartałów - dane w mln Liczba kart kredytowych według kwartałów - dane w mln (fot. NBP)
Podziel się

Co znamienne rośnie liczba transakcji kartami kredytowymi i ich wartość. Banki nie zamierzają bowiem z dobrych kart rezygnować. Nie licząc ryzyka kredytowego jest to dla nich czysty zysk: zarabiają na oprocentowaniu, opłatach a także prowizjach od każdej transakcji.
- Obecnie banki nie stawiają na liczbę kart kredytowych, ale na aktywność ich właścicieli. Klienci są więc kuszeni promocjami, konkursami, zwrotem części wydanych pieniędzy. Do tego organizacje płatnicze zachęcają do płacenia ich kartami - tłumaczy Michał Sadrak.

Zgodnie z tym trendem chce iść PKO BP. Największy polski bank od początku października ma kolejną promocję na swoje karty kredytowe.
- Udało się nam zatrzymać niekorzystny trend. W ostatnich miesiącach odnotowujemy nieznaczny wzrost liczby kart kredytowych. Jednocześnie coraz więcej klientów posiadających karty kredytowe aktywnie z nich korzysta. Widzimy to po poziomie zadłużenia i liczby dokonywanych transakcji - mówi Dominik Modrzejewski z biura prasowego banku.

Od PKO BP nie odstaje CitiHandlowy, który ostatnio zaproponował kredytówkę razem z Wizzairem (zniżki na kupno biletów) czy multibrandową kartę Mastercard uprawniającą do wielu upustów i bonusów.
- To jeden z niewielu banków, który stara się jakieś nowe produkty wdrażać. Nieoficjalnie mówi się jednak, że oni też mocno czyszczą karty wśród swoich klientów. Podobno mocno portfel ich tych kredytów im ciąży - tłumaczy Michał Sadrak. - Z kolei karty PKO BP nie są niczym wyjątkowym: nie zachęcają programem lojalnościowym, zniżkami itp. Ta oferta to taki średniak na rynku. Nie wyróżniają się także ceną, bo w wielu bankach karta w pierwszym roku jest za darmo - dodaje.

WP

Warto jednak zwrócić uwagę, że bank da kartę kredytową każdemu kto zarabia jedynie 850 zł miesięcznie. To prawie o połowę mniej niż wynosić będzie w przyszłym roku minimalna pensja. Najprawdopodobniej jednak ta kwota to tylko próg złożenie wniosku, a nie jego pozytywnego rozpatrzenia. Bank zapewne chce lepiej ubankowić swoich klientów. W wywiadzie dla "Gazety Wyborcze" prezes PKO BP Zbigniew Jagiełło mówił, że na jednego klient przypada u nich zaledwie 1,8 produktu, tymczasem w planach było to 2,5 produktu do 2012 roku.

Inne banki boją się rozdawać karty kredytowe. Tym bardziej, że według ekonomistów coraz bliżej Polski jest druga fala światowego kryzysu.
- Pytaniem jest czy Polacy zrozumieli, jak działają karty kredytowe. W zależności od banku odsetek osób, które nie spłacają ich w terminie bezodsetkowym wynosi od 30 do ponad 50 proc. Trudno stwierdzić, czy wynika to z niezrozumienia tego produktu czy zamożności Polaków - zastanawia się Michał Sadrak.

Polub WP Finanse
WP
WP