Od rana stali w kolejce po kubki Starbucks. Teraz chcą na nich zarobić
Szklany kubek miś ze Starbucksa, który stał się hitem za oceanem, w końcu trafił do sprzedaży w Polsce. Klienci stali w długich kolejkach, żeby kupić ten gadżet. Jednak niektórzy postanowili na nim zarobić i odsprzedają go drożej na portalach ogłoszeniowych. Ceny są nawet trzykrotnie wyższe.
Szklany kubek miś ze Starbucksa, charakterystyczny ze względu na swój przezroczysty materiał, zieloną czapeczkę z logo sieci i biało-zieloną słomkę, doczekał się premiery w polskich kawiarniach 26 stycznia 2026 r.
Robisz tak z pieniędzmi? To forma zdrady małżeńskiej
"Fakt" relacjonuje, że od samego rana przed lokalami ustawiały się długie kolejki. Polscy miłośnicy kawiarni od miesięcy apelowali o wprowadzenie tego produktu, który wcześniej był limitowany w USA i Wielkiej Brytanii.
Odsprzedają viralowe kubki na Vinted
W Polsce cena detaliczna limitowanego kubka wyniosła ok. 120 zł, jednak już pierwszego dnia jego dostępność była mocno ograniczona. Można było kupić maksymalnie dwie sztuki na transakcję, a przez pierwsze dwa dni zakup był możliwy tylko dla użytkowników programu Starbucks Rewards.
Jednak prawdziwa gratka zaczęła się dopiero na rynku wtórnym. Na platformach sprzedażowych, takich jak Vinted, ceny szklanego misia osiągnęły nawet 340 zł za egzemplarz, co oznacza niemal trzykrotny wzrost względem ceny sklepowej.
To efekt ogromnego popytu i obecności tzw. resellerów, którzy zorientowali się, że na modzie można szybko zarobić.
Oferty są bardzo zróżnicowane - niektórzy wystawili kubek z drobną nadwyżką np. 130 zł, ale pojawiają się stawki rzędu prawie 200 zł.
Czy szybka odsprzedaż jest legalna?
Rodzą się pytania, czy taka szybka odsprzedaż za wyższą cenę jest zgodna z prawem. "Co do zasady odsprzedaż legalnie kupionego towaru - np. limitowanego kubka - nawet od razu po zakupie i po cenie wyższej niż sklepowa jest w Polsce dopuszczalna. Prawo nie wprowadza minimalnego czasu, który musi upłynąć, aby można było wystawić produkt drożej - o ile sprzedający nie łamie innych przepisów" - poinformowało biuro prasowe Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK), cytowane przez "Fakt".
Kluczową kwestią z punktu widzenia konsumentów pozostaje status sprzedającego. Jeżeli sprzedawca działa jak przedsiębiorca, ma określone obowiązki informacyjne wobec kupującego. Platformy sprzedażowe powinny wskazywać, czy oferta pochodzi od firmy czy osoby prywatnej, a nieprawidłowości mogą dotyczyć m.in. błędnego informowania o prawie zwrotu czy zakresie ochrony.
Swoboda odsprzedaży nie dotyczy jednak wszystkich produktów. UOKiK przypomina, że wyjątkiem są bilety na imprezy sportowe lub rozrywkowe. Według polskiego prawa nabywanie i odsprzedaż takich biletów z zyskiem to wykroczenie, o którym mówi art. 133 Kodeksu wykroczeń.
źródło: "Fakt", WP Finanse