Przymusowe szkolenia w jednostkach wojskowych
Co roku kilkadziesiąt tysięcy rezerwistów może się spodziewać
skierowania na szkolenia do jednostek wojskowych. Nie będzie można uchylać się od takiego obowiązku
06.12.2012 | aktual.: 10.12.2012 12:55
Rząd nowy wymóg wprowadza specjalnym rozporządzeniem. Właśnie trafiło ono do konsultacji, mimo że wątpliwości, czy zmiany są konieczne, miał nawet sam minister obrony narodowej. Zgodnie z dokumentem wszystkie osoby, które miały jakikolwiek kontakt z wojskiem, będą musiały się liczyć z obowiązkiem odbycia 10-dniowego szkolenia.
– Mamy nowy sprzęt i musimy szkolić rezerwę, bo nie mamy obowiązkowej zasadniczej służby wojskowej. Potrzeby w tym zakresie są bardzo duże i wojsko powinno wysyłać jeszcze więcej wezwań niż planuje – powiedział w „DGP” gen. dyw. dr hab. Bogusław Pacek, doradca ministra obrony i rektor Akademii Obrony Narodowej.
Polecamy: Jest praca - nie ma specjalistów
Już w przyszłym roku pierwszych wezwań może się spodziewać około 3,6 tys. rezerwistów. Docelowo co roku do jednostek ma trafiać około 30 tys. osób. Powrót do obowiązkowych ćwiczeń może dziwić, bowiem od trzech lat nie ma zasadniczej służby wojskowej. MON tłumaczy jednak, że armia to nie tylko zawodowcy i NSR.
- To również rezerwa, która jest głównym źródłem ludzi w przypadku konfliktu zbrojnego – tłumaczy w ”DGP” ppłk Jacek Sońta, rzecznik MON.
Z ustaleń "DGP" wynika, że szef resortu obrony narodowej zdaje sobie sprawę ze społecznej dezaprobaty, jaką może wywołać decyzja o przymusowych ćwiczeniach. „Dlatego opóźniał decyzję o przesłaniu projektu do konsultacji. W praktyce – ze względu na społeczny opór – bardzo trudno będzie wezwać rezerwistów i wymóc na nich stawiennictwo. Nie będzie też brakowało argumentów z ich strony: po co nam wojsko zawodowe, jeśli dodatkowo wzywa się rezerwę – twierdzą pracownicy WKU” – czytamy w „DGP”.
(JK)