Trwa ładowanie...
d1ob4oj

Przyznawać się do przewlekłej choroby?

Masz doświadczenie i dyplom, jesteś młody i kreatywny. Ale istnieje problem – gnębi cię przewlekła choroba
Share
Przyznawać się do przewlekłej choroby?
d1ob4oj

Kłamać, nie kłamać?

29-letnia Malwina choruje na przewlekłą, choć nie stwarzającą zagrożenia życia chorobę. Może pracować i chodzić na niezbędne kursy dokształcające, choć na przykład wyjazd na kilkudniową delegację mógłby stanowić problem. Jej dolegliwość wymaga bowiem cyklicznych badań. Czasami powoduje też krótkotrwałe obniżenie samopoczucia. Malwina musi wtedy usiąść w kącie i dojść do siebie.

Ponieważ po redukcji w poprzedniej firmie była bez pracy przez ponad rok, sukces na rozmowie kwalifikacyjnej sprawił, że dosłownie szalała z radości. Był tylko jeden problem. Malwina podczas rozmowy z rekruterką zataiła swoją chorobę. Pracuje ponad miesiąc, na razie wszystko idzie dobrze. Co jednak będzie, gdy się wyda?

d1ob4oj

Dlaczego to zrobiła? – Bałam się przyznać. Okłamałam firmę. Właściwie okłamuję ją cały czas. To jest wielka korporacja, znana marka. Ludzi traktuje się tam jak elementy do wymiany. Nie możesz być chorym, nie masz prawa do gorszego dnia. Wylatujesz i sam nie wiesz dlaczego. Przychodzisz do pracy, a przy twoim biurku siedzi już ktoś inny. Twoje zdjęcia i maskotki czekają na ciebie w pudełku w kącie. Sama widziałam takie sytuacje.

Czy czuje się winna wobec pracodawcy? - Trochę tak. – A wobec siebie? – Nie, dlaczego? – No, przecież zaniedbała zdrowie. Przestała chodzić na badania, bo do swojego lekarza nie ma kiedy, a do zakładowego nie pójdzie.

– Nie myślałam w tych kategoriach – odpowiada.

Przykład idzie z góry

Szef Malwiny oświadczył kiedyś wprost: nie przyjmie pracownika, jeśli ten nie będzie w pełni zdrowy. Bo najważniejszy jest wynik firmy, jej zysk i pozycja na rynku. Kadra to tylko element służący do osiągnięcia tego celu.

d1ob4oj

W tej firmie to szef decyduje, jakie cechy są wadami, jakie zaletami. Wadą w tym przypadku jest choroba, niepełnosprawność, ułomność. Zaletą – wola podporządkowania całego życia pracy. „Jeśli twój przyjaciel czegoś nie zrozumiał, nie dopatrzył, albo zbyt często narzeka na samopoczucie – zamelduj o tym!”. Takie zachowania są premiowane. Firma nie może stracić.

- To niestety bardzo często prawda – potwierdza psycholog Paweł Brzeziński. – Ludzie zwierzają mi się, że podczas rozmów kwalifikacyjnych ukrywają choroby, bo bycie chorym nie jest dobrze widziane. W ogóle sama rekrutacja jest często prowadzona na z lekka paranoicznych zasadach. Rekruterzy miewają dziwne przekonanie o swojej władzy nad losem drugiego człowieka. Zdają sobie sprawę, że w dzisiejszych realiach praca może być dla kandydata kwestią „być albo nie być”. Oni są silniejsi, więc to wykorzystują. Ten, kto szuka pracy, z założenia jest natomiast kimś słabszym, podrzędnym.

Przyczyna takiej postawy bardzo często tkwi na szczycie zakładowej machiny. Stosunek szefów do podwładnych rzutuje po prostu na zachowania całej załogi. – Wystarczy pobyć kilka godzin w zakładzie, by wyczuć, jaka tam panuje atmosfera. Czy współpracownicy odnoszą się do siebie z życzliwością, czy zwierzają się z kłopotów, czy mogą liczyć na wsparcie. Czy też przeciwnie, w firmie obowiązuje „twardy” wyścig szczurów – mówi psycholog.

Duże znaczenie ma też wielkość firmy. Toksyczny szef w małym zespole ma mniejsze pole do popisu. Łatwiej tam o bunt przeciw jego zachowaniu. W zakładach pracy liczących kilka tysięcy osób bez większych przeszkód może stosować swoje metody. A ponieważ do niego należy decyzja, co jest właściwe, a co nie, jego zachowania w miarę upływu czasu coraz mniej dziwią. Zaczynają być postrzegane jako powszechnie obowiązujące, a więc normalne. Będą zmiany?

d1ob4oj

Jaka jest na to rada? – Wiele zależy od sytuacji ekonomicznej. Tam, gdzie bezrobocie jest poważnym zagrożeniem, ludzie będą się bali występować przeciwko podobnym sytuacjom – mówi Paweł Brzeziński. – Do zmiany potrzeba jednak jakiegoś powszechnego sprzeciwu. Gdy pracodawca otrzyma sygnał, że jego kierownik ma zły wpływ na atmosferę, a tym samym na pozycję firmy, będzie musiał zareagować. Konieczne jest też nagłośnienie problemu, uczulenie nań sądów pracy, tak by pracownik upokarzany czy poddany mobbingowi miał poczucie, że nie jest sam, że jest ktoś, kto stanie w jego obronie. Tego typu zmiany zachodzą jednak bardzo powoli. By były możliwe, musi się poprawić poziom życia i świadomość pracowników. Lęk przed utratą pracy i wykluczeniem zbyt często paraliżuje wszelkie działania.

Czy i kiedy to się może zmienić? To raczej pytanie do ludzi tworzących ekonomiczne i socjologiczne prognozy. Póki co, w naszym kraju zbyt często obowiązuje dogmat: kto daje pracę, ten ma rację. Inne reguły muszą ustępować przed tą jedną, nadrzędną.

Tomasz Kowalczyk/JK

(Dziękujemy psychologowi Pawłowi Brzezińskiemu, można się z nim skontaktować poprzez stronę opsychoterapii.pl).

d1ob4oj

Podziel się opinią

Share
d1ob4oj
d1ob4oj