Śnieg spadł, a sprzedaż sanek stoi. "To tragedia. Żal na to patrzeć"
Polskie firmy produkujące wózki dziecięce i sanki stają na krawędzi upadku. Tani import z Chin oraz spadek liczby urodzeń dramatycznie wpływają na rynek, który niegdyś był potęgą w Europie.
Jak donosi "Fakt", problemy polskiej branży dziecięcej stały się szczególnie widoczne w Częstochowie, gdzie magazyny zalegają z niesprzedanymi produktami, a pracownicy tracą pracę.
— Sprzedaż sanek zawsze rosła, gdy spadł śnieg. Nieważne, gdzie — tam, gdzie pojawił się śnieg, klienci chętniej kupowali sanki. Dziś to jednak zaledwie procent tego, co było kiedyś — mówił "Faktowi" pan Dariusz, producent i sprzedawca z Częstochowy.
Kilka miesięcy temu mówili o kurniku. Zapytaliśmy w Wilanowie o Dino
Gwałtownie spada sprzedaż sanek dla dzieci
Pan Dariusz, przedsiębiorca z Częstochowy, wskazuje na problemy, z którymi borykają się polscy producenci. Zdaniem przedsiębiorcy, spadek liczby urodzeń, zmniejszająca się liczba młodych rodzin oraz napływ tanich produktów z Chin to główne przyczyny zapaści.
— To tragedia. Żal na to patrzeć. I szczerze, nie wiem, czy jest sens o tym mówić, bo i tak oddźwięk będzie taki sam: nic się nie zmieni — dodał.
Problemy dotykają nie tylko małych zakładów. – Kiedyś duzi gracze produkowali wózki i sanki w ogromnych ilościach. Teraz chodzą i płaczą, bo ludzi trzeba było pozwalniać, bo towaru jeszcze gdzieś tam w magazynach jest, bo to wszystko tak naprawdę leży i niszczeje. No coś strasznego, coś strasznego – tłumaczył pan Dariusz.
Zdaniem producenta zmieniły się także społeczne wybory Polaków. –Mniej dzieci, mniej sanek, mniej wózków. To wszystko się łączy. Lepiej w tej chwili kupić sobie pieska i wsadzić go do ładnej torebki i iść do Biedronki, niż się użerać z płaczącym dzieckiem – mówił.
Firmy próbują więc dostosować się do nowej rzeczywistości. Sprzedawca opowiada o specjalnej wkładce dla psów do wózków dziecięcych. – Tak, żeby nie wozić dziecka, tylko psa – zdradził pan Dariusz. Jeden z dużych producentów testuje nawet nosidełka dla psów montowane w wózkach.
Pani Kamila, właścicielka firmy Camicco z Częstochowy, potwierdziła w rozmowie z "Faktem", że zainteresowanie sankami pojawia się tylko na krótko. – Wszyscy kupują na hura przed wyjazdem, jak już wiedzą, że jest śnieg. Hit to sanki na prezent mikołajkowy – mówiła.
Ile kosztują sanki?
Jak podaje dziennik, ceny sanek są bardzo zróżnicowane. Najprostsze plastikowe modele kosztują od 40 do 60 zł. Drewniane sanki to wydatek rzędu 120-200 zł. Najdroższe są metalowe sanki z oparciem, pasami bezpieczeństwa i pchaczem — tu ceny zaczynają się od około 250 zł.
Pan Dariusz podsumowuje mówiąc, że kiedyś sprzedawało się setki, tysiące sanek rocznie. – Teraz to ułamek tego, co było. Już kilka firm się zamknęło – stwierdził.
Źródło: "Fakt"