Tysiące kilometrów szczypiorku. Dlatego w Biedronce kupimy kenijski
Na LinkedIn pojawił się post ze zdjęciem szczypioru z Kenii w Biedronce, co wzbudziło pytania o sens importu warzywa z odległej Afryki, gdy w Polsce produkcja jest dostępna przez większą część roku. Odpowiedzi udzielił przedstawiciel sieci oraz ekspert rynku hurtowego.
Na portalu LinkedIn pojawił się post ze zdjęciem szczypioru pochodzącego z Kenii w jednym ze sklepów należących do sieci Biedronka.
Szczypiorek z Kenii w Biedronce. To jest ponad 6 000 km i ponad 7 godzin samolotem bezpośrednio. Czy specjaliści z branży FOOD mogą wyjaśnić, o co kaman? Jak to się może opłacać w kraju, w którym funkcjonuje wielu producentów szczypiorku i jest dostępny również zimą? – pyta na LinkedIn użytkownik Janusz Surma.
Nowy obowiązek w warzywniakach. Tu go jeszcze nie widać
Zapytaliśmy o nietypowe pochodzenie szczypiorku w sieci należącej do Jeronimo Martins.
"Priorytetem jest dla nas zapewnienie klientom stałej dostępności świeżych warzyw przez cały rok. Jednocześnie konsekwentnie dążymy do tego, aby – wszędzie tam, gdzie jest to możliwe – oferować produkty z polskich upraw. Gdy tylko pozwalają na to warunki produkcyjne i dostępność surowca, w pierwszej kolejności wybieramy krajowe źródła zaopatrzenia. Sezonowo, tak jak teraz w zimie, uzupełniamy je produktami od sprawdzonych zagranicznych partnerów, aby w każdym z naszych 3800 sklepów klienci mogli cieszyć się pełnym asortymentem, w tym, tak popularnym na polskich stołach, szczypiorkiem" – wyjaśnia w przesłanej WP Finanse odpowiedzi specjalistka ds. komunikacji korporacyjnej w sieci Biedronka Justyna Dobaj.
Czy Kenia to typowy kierunek, z którego ściąga się do Polski szczypior? O to pytamy Macieja Kmerę, eksperta rynku hurtowego Bronisze pod Warszawą.
Sprawa bardzo prosta – w Kenii jest ciepło, widno i tania siła robocza. Szczypiorek jest lekki, więc przylatuje do nas drogą lotniczą, podobnie jak kenijskie róże. W Polsce uprawiany jest szczypiorek, ale w sezonie od kwietnia do listopada, kiedy nie wymaga grzania i doświetlania – media bardzo drogie obecnie. Import warzyw zimą to normalne zjawisko obserwowane w Broniszach od lat - mówi.
I dodaje, że Kenia, będąca w przeszłości brytyjską kolonią, odziedziczyła sporą wiedzę o uprawach ogrodniczych.
- W latach 60.-70. (XX wieku - redakcja) Polska wysyłała doradców ogrodniczych, między innymi kolegę mojego ojca, zaraz po dyplomie SGGW – podsumowuje Maciej Kmera w rozmowie z WP Finanse.
Kenia, Kolumbia, Ekwador – to kraje blisko równika, gdzie panuje ciepły klimat i tania siła robocza. Dzięki wysokim wysokościom unika się tam chorób roślin, co sprawia, że import kwiatów z tych regionów jest korzystniejszy kosztowo - pisaliśmy w 2024 r. na WP Fiansne .
Zmiany w handlu warzywami i owcami
Od 17 lutego 2026 r. owoce i warzywa sprzedawane luzem muszą posiadać wyraźne oznaczenie graficzne kraju pochodzenia w postaci flagi. Nowe zasady wynikają z rozporządzenia ministra rolnictwa i rozwoju wsi.
Do tej pory sprzedaż owoców i warzyw luzem wymagała podania kraju pochodzenia wyłącznie w formie pisemnej.
Teraz obok informacji słownej sprzedawcy muszą dodać widoczny symbol flagi kraju pochodzenia. Ma on być umieszczony w pobliżu produktu i powinien być czytelny dla konsumenta. Za prawidłowe oflagowanie odpowiada właściciel sklepu.
Na półkach sklepowych pojawi się dodatkowe oznaczenie graficzne - flaga państwa pochodzenia - dotyczące świeżych owoców, warzyw oraz bananów oferowanych luzem, pakowanych na życzenie konsumenta w miejscu sprzedaży lub przygotowywanych do bezpośredniej sprzedaży - wyjaśiał Stefan Krajewski, minister rolnictwa i rozwoju wsi.
Resort przypomina, że podobne rozwiązania "z sukcesem" funkcjonują w Polsce dla ziemniaków (od 2019 r.) oraz mięsa sprzedawanego luzem (od 2020 r.).
Sprzedawcom, którzy nie zastosują się do nowych wymogów, grożą kary. W oficjalnym komunikacie Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych (IJHARS) już zapowiada kontrole w tym zakresie i wskazuje, że brak oznaczeń może skutkować karą pieniężną, a w skrajnych przypadkach - wycofaniem produktu do czasu usunięcia nieprawidłowości.
Wysokość będzie zależała od skali naruszenia, liczby produktów oraz tego, czy sklep był już wcześniej kontrolowany.
Michał Krawiel, dziennikarz WP Finanse i money.pl