Wrze w Biedronce. Związkowcy żądają 1000 zł podwyżki
Związkowcy z "Solidarności" w Biedronce rozpoczęli spór zbiorowy z pracodawcą. Powodem są m.in. niskie wynagrodzenia i warunki pracy. Organizacja domaga się od firmy spełnienia 10 postulatów, w tym podniesienia pensji każdego pracownika o 1000 zł brutto.
Z komunikatu związkowców wynika, że pismo z wyszczególnionymi postulatami zostało już skierowane do zarządu Jeronimo Martins Polska (właściciela Biedronki). Pracodawca ma pięć dni na ustosunkowanie się do żądań.
"Zaskoczona jestem". Tyle za oscypki zapłacili turyści
10 postulatów do Biedronki
Na początku listu związkowcy wyjaśniają, że oficjalne zaprezentowanie żądań wynika z "ciągłego uchylania się pracodawcy od podjęcia rozmów mających na celu ustalenie zbiorowej podwyżki wynagrodzeń, zasad premiowania, warunków pracy i realizacji praw związkowych".
Wśród postulatów pojawiło się podniesienie stawek wynagrodzenia zasadniczego wszystkich pracowników o 1000 zł brutto miesięcznie. Podwyżki miałyby obowiązywać od 1 lutego 2026 r.
Początkujący kasjer ma stawkę wynoszącą 4850 zł brutto, czyli zbliżoną do poziomu płacy minimalnej. To stawka nieadekwatna do tej pracy. Pod koniec zeszłego roku chcieliśmy rozmawiać z pracodawcą o wzroście wynagrodzeń, ale stwierdził, że nie ma takiej potrzeby. Następnie przyznał pracownikom podwyżki na poziomie 150 zł brutto. To zdecydowanie za mało, taką kwotę trudno potraktować jak realną podwyżkę. Dlatego zdecydowaliśmy o przedstawieniu postulatów w trybie sporu zbiorowego - podkreśla Gabriela Kaim, przewodnicząca "Solidarności" w sieci Biedronka, cytowana w komunikacie.
Związkowcy oczekują, że od tego samego dnia pracodawca wprowadzi nagrody za obecność dla kierowników sklepów i zastępców w wysokości 500 zł miesięcznie.
Kaim zaznacza, że pozbawienie tych osób premii absencyjnej, w sytuacji, gdy inni pracownicy taką premię otrzymują, należy uznać za nierówne traktowanie. - To są pracownicy funkcyjni, na barkach których spoczywa prowadzenie sklepów. Pracodawca twierdzi, że zawsze muszą być w pracy, więc premia za tę obecność im się nie należy. W naszej ocenie jest to argument absurdalny - twierdzi.
Związkowcy domagają się też 500 zł premii dla pracowników lady mięsnej. Poza tym oczekują uruchomienia bonu żywnościowego o wartości 200 zł miesięcznie dla pracowników sklepów. Te dodatki mają stanowić uzupełnienie miesięcznych wynagrodzeń i zwiększyć motywację personelu w realizacji codziennych obowiązków.
Więcej pracowników i zakaz pracy po godz. 22:00
Związkowcy poruszają też kwestie związane z nadmiernym obciążeniem pracowników oraz niewystarczającą liczbą osób w zespołach. Zwracają uwagę na krótkie terminy rozładowania dostaw oraz konieczność łączenia wielu obowiązków przez jednego pracownika. W związku z tym domagają się zwiększenia obsady sklepów.
- Ostatnio otrzymaliśmy informację, że paleta z warzywami ma zostać rozładowana w ciągu 30 minut, a pozostałe palety, w ciągu 45 minut. Pracownicy Biedronki nie pracują w akordzie, mają umowy o pracę - przyznała przewodnicząca.
W ocenie związkowców brakuje też stałych osób przy kasach samoobsługowych, co obniża komfort pracy i poziom obsługi klientów.
Ważnym punktem w sporze zbiorowym jest także postulat umożliwienia działalności związkowej, m.in. poprzez korzystanie z tablic informacyjnych w sklepach sieci. Jak informują przedstawiciele "Solidarności", obecnie taka forma komunikacji jest zabroniona przez pracodawcę, co ogranicza prawa związków.
Dodatkowo związkowcy chcą, aby pracodawca organizował pracę w taki sposób, aby nie przewidywała ona otwarcia sklepów Biedronka po godz. 22:00.
Poprosiliśmy Biedronkę o przesłanie stanowiska w sprawie żądań związkowców. Czekamy na odpowiedź.
Awantura o dłuższe godziny pracy
Ostatni z postulatów wpisuje się w trwający spór o czas pracy, który ma obowiązywać w najbliższą sobotę (31 stycznia). Właściciel Biedronki podjął bowiem decyzję, aby tego dnia placówki dyskontu były otwarte do godz. 23:30.
Pracownicy mieli dowiedzieć się o tym zaledwie kilka dni wcześniej, co wzbudziło duże niezadowolenie. Związkowcy oskarżają Biedronkę o to, że podejmując decyzję w skali ogólnokrajowej, nie różnicowała ona sytuacji poszczególnych placówek.
Jak zaznaczyli, w przypadku braku podjęcia dialogu przez pracodawcę, złożą zawiadomienie do Głównego Inspektoratu Pracy o podejrzeniu naruszenia przepisów prawa pracy.
Głos w tej sprawie zabrała już Biedronka. "Jesteśmy w trakcie analizy otrzymanego pisma. Niezmiennie podkreślamy, że Biedronka rygorystycznie stosuje się do obowiązujących przepisów prawa pracy" - podkreśla w odpowiedzi przesłanej WP Finanse, Katarzyna Strugalska, Dyrektor ds. Relacji Pracowniczych w sieci Biedronka.
Jednak jak dodaje, "związki zawodowe nie są uprawnione do negocjacji czasy pracy sklepów".