Byliśmy w "portugalskiej Biedronce". Tu jest jakby luksusowo
Pingo Doce to portugalska sieć sklepów należąca do Jeronimo Martins, właściciela Biedronki. Jeden rzut oka wystarczy, by stwierdzić, że obie marki łączy jedynie wspólny kapitał. Sprawdziliśmy, jak robi się zakupy w "portugalskiej Biedronce".
Pingo Doce (tłum. słodka kropelka) działa w Portugalii już od lat 80. W porównaniu z Biedronką sieć ma dużo skromniejszy dorobek - liczy 497 placówek, a w tym roku ma urosnąć o kolejnych 10 (dla porównania Biedronka ma powiększyć stan posiadania o 120 sklepów).
Pingo Doce to nie dyskont
W środku "portugalska Biedronka" w niczym nie przypomina jednak sklepów znanych z Polski. Alejki są czyste i całkowicie wolne od palet. Tuż przy wejściu natrafiliśmy na strefę z wypiekami i kilkoma stolikami, przy których można było zjeść kupione produkty na miejscu. W dalszej części sklepu można natomiast spotkać ladę mięsną i punkt z mrożonymi rybami.
Całość polskiemu klientowi bardziej niż Biedronkę może przypominać raczej działającą kiedyś nad Wisłą Almę lub delikatesy Piotr i Paweł. Czyli sieci, które... zniknęły z Polski wraz z ekspansją dyskontów.
Jest jednak jedna zasadnicza różnica. W wielu placówkach Pingo Doce dostępna jest także część garmażeryjna, w której można kupić gotowe posiłki, a następnie odgrzać je w mikrofalówce i spożyć na miejscu. Jak tłumaczyła nam Polka mieszkająca w Lizbonie, widok osoby, która udaje się na taki posiłek w przerwie na lunch, nikogo nie dziwi. Portugalczycy nie uznają także, by takie "stołowanie się" w Pingo Doce wiązało się z niskim statusem majątkowym.
Warta odnotowania jest również bardzo obszerna część kas samoobsługowych. Mimo niezbyt dużego ruchu w sklepie (byliśmy w nim w dzień powszedni około godz. 10) do pomocy klientom w tej strefie oddelegowany był oddzielny pracownik.
Same automaty posiadają zadziwiająco dużą powierzchnię do odkładania zeskanowanych zakupów. Jak widać, Pingo Doce wyszło z założenia, że samoobsługa może być przeznaczona także dla konsumentów, którzy zamierzają wyjść ze sklepu ze sprawunkami na wiele dni do przodu.
Pomimo niewielkiej liczby klientów otwarte były również dwa stanowiska kasowe. To widok nieczęsto spotykany nie tylko w Biedronkach, ale także w innych sieciach handlowych w Polsce.
Z Biedronką, portugalski market łączy za to z pewnością jedno - niemiłosiernie długie paragony. Po zakupie dosłownie jednego produktu z kasy fiskalnej wyskoczył wydruk liczący dobre kilkadziesiąt centymetrów długości.
Co ciekawe, sieć ma także odpowiednik całodobowych Biedronek. To sklepy Pingo Doce&Go, które zlokalizowane są przy stacjach benzynowych BP.
Ceny w Portugalii
Sprawdziliśmy także ceny kilku podstawowych produktów spożywczych. Dla kontekstu warto przytoczyć wysokość płacy minimalnej w Portugalii. Od 1 stycznia 2026 r. wynosi ona 920 euro brutto, czyli ok. 820 euro na rękę. To równowartość 3,5 tys. zł. Warto przy tym pamiętać, że portugalscy pracownicy mają wypłacane dodatki w postaci 13. i 14. pensji. W Polsce najniższa krajowa wynosi 4806 zł brutto, czyli ok. 3600 netto.
Ile za taką kwotę może kupić portugalski konsument? Duże opakowanie sera żółtego w plastrach (2x200 g) to koszt 4,59 euro (19,64 zł, czyli niecałe 5 zł za 100 g). I dalej:
- biały chleb tostowy (450 g) - 1,29 euro (5,52 zł);
- sześć jajek - 1,79 euro (7,66 zł);
- litr oleju - 1,69 euro (7,23 zł);
- pomidory - 2,49 euro/kg (10,66 zł);
- banany - 3,19 euro/kg (13,65 zł).
Adam Sieńko, dziennikarz WP Finanse i money.pl