Jak pisał Antoine de Saint-Exupéry: „Pracując dla samych dóbr materialnych, budujemy sobie więzienie. Zamykamy się w samotni ze złotem rozsypującym się w palcach, które nie daje nam nic, dla czego warto żyć.” W dobie postępującego kapitalizmu ktoś, kto decyduje się na pracę z pasji lub powołanie, bywa często skazany na życie w niedostatku, tym samym wychodzi poza ramy tego, co określa współczesność i nowoczesność- konsumpcjonizmu. Przykładem wpisania się w nowoczesność mogą być tutaj studenci licznych kierunków humanistycznych: psychologii, resocjalizacji, czy specjalizacji nauczycielskich, którzy idąc na studia „z powołania”, po studiach zaczynają karierę w korporacjach. - Pojęcie satysfakcjonującej pracy jest w dzisiejszych czasach luksusem. Ludzie nie postrzegają też pracy jako źródła satysfakcji, raczej praca: obowiązek, codzienne brzemię, trzeba ją znosić z pokorą, pracę należy szanować i cieszyć się, że się w ogóle się ją ma – komentują Ewa i Elżbieta Okroy, filozofki i doktorantki studiów kulturowych.
Jednak utrata pracy bez względu na to, czy jest ona satysfakcjonująca czy nie, bywa bolesna. Oznacza bowiem nie tylko utratę stałego wynagrodzenia, ale również spadek poziomu aktywności, dezorganizację rytmu dnia, utratę kontaktów społecznych, a także spadek poczucia własnej wartości. A przecież utrata pracy jest zazwyczaj okresem przejściowym, często pretekstem do zmian ku lepszemu. Jednak wyobrażenie, że nigdy nie znajdziemy pracy może budzić niepokój. – Posiadanie pracy daje nam nie tylko niezależność finansową i społeczny status, ale również określa naszą społeczną tożsamość, poprzez przynależenie do konkretnej grupy zawodowej. Człowiek często nie potrafi sobie zorganizować wolnego czasu, lub ogarnia go lęk przed „nic nie robieniem”, dlatego pracuje- mówią Ela i Elżbieta Okroy.